Wolna Palestyna

05/08/2014

Izrael nie ma prawa istnieć

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 14:36

Sharmine Narwani, 17.05.2012

israel flag burningZ wyrażeniem „prawo do istnienia” zetknęłam się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy do naszego słownika weszła koncepcja dwóch państw. W każdej debacie na uniwersytecie, kiedy syjonistom kończyły się argumenty, te magiczne słowa były przywoływane, by zamknąć dyskusję pełnym oburzenia pytaniem „Zatem uważasz, że Izrael nie ma prawa do istnienia!?”

Oczywiście nie można podważać prawa Izraela do istnienia. Uczynić to, to jak zanegować podstawowe prawo żydów do posiadania… praw i dla większego efektu dorzucić do tego cały ciężar winy za holokaust.

Jednak holokaust to nie moja wina, ani tym bardziej nie był on winą Palestyńczyków. Ponieważ program eliminacji europejskich żydów jest często i przy różnych okazjach używany jako usprawiedliwienie eliminacji palestyńskich Arabów, nie robi on na mnie żadnego wrażenia. Złapałam się nawet na ziewaniu z nudów, gdy słyszę słowa holokaust i Izrael w jednym zdaniu.

W obecnych czasach po koncepcji dwóch państw robi na mnie wrażenie bezczelność uzasadniania istnienia Izraela. Co za szalony pomysł. Grupka ludzi, którzy na innym kontynencie znajdowali się na marginesie społeczeństwa, zabiera dla siebie istniejące i zasiedlone terytorium i przekonuje „społeczność globalną”, że jest to moralnie słuszne. Śmiałabym się z tej hucpy, gdyby sprawa nie była tak poważna.

Jeszcze bardziej śmiałe jest dokonywanie masowych czystek etnicznych rdzennej ludności Palestyny przez żydów, jeszcze niedawno prześladowanych i poddawanych czystkom etnicznym.

Naprawdę przerażająca jest jednak manipulacja psychologiczna, której poddawane są masy wierzące, że Palestyńczycy są niebezpiecznymi „terrorystami”, którzy chcieliby „wypchnąć żydów do morza”. Jako ktoś, kto zarabia pisząc, uznaję wpływ języka na postrzeganie rzeczywistości za intrygujący. Praktyka ta, zwana niekiedy „publiczną dyplomacją”, stała się kluczowym narzędziem w świecie geopolityki. Słowa są w końcu budulcem naszej psychiki.

Weźmy na przykład sposób, w jaki postrzegamy „spór” palestyńsko-izraelski i możliwe rozwiązania długotrwałego konfliktu.

Stany Zjednoczone i Izrael stworzyły globalny dyskurs w tej sprawie, ustanawiając granice, które coraz bardziej zawężają treści i kierunki debaty. Dyskutowanie czegokolwiek poza tymi granicami jeszcze do niedawna było uznawane za nierealistyczne, bezprzedmiotowe, a nawet wywrotowe.

Uczestnictwo w debacie ograniczone jest do tych, którzy akceptują jej podstawowe założenia: akceptują Izrael, uznają jego hegemonię w regionie, doceniają jego militaryzm, przyjmują chwiejną logikę, na której opierają się żydowskie pretensje do Palestyny, wreszcie uznają dopuszczenie i niedopuszczenie określonych stronnictw, ruchów politycznych i rządów do dyskusji na temat rozwiązania konfliktu.

Słowa takie jak gołębie, jastrzębie, bojownicy, ekstremiści, umiarkowani, terroryści, islamofaszyści, odrzucający porozumienie, zagrożenie dla istnienia, negacjoniści holokaustu, szaleni mułłowie określają, kto może stać się partnerem w rozwiązaniu konfliktu, jednocześnie wykluczając innych.

Następna sprawa to język podtrzymujący „prawo do istnienia” Izraela i uniemożliwiający jego kwestionowanie: przywoływanie przy każdej okazji holokaustu, antysemityzmu, mitów o historycznym prawie żydów do ziemi danej im przez Wszechmogącego – jakby Bóg działał na polu handlu nieruchomościami. Ten język dąży nie tylko do zapewnienia niepodważalności związków żydów i Palestyny, ale co ważniejsze, dąży do ukarania i marginalizacji tych, którzy podważają prawowitość tego nowoczesnego eksperymentu kolonialnego.

Ale to stadne myślenie prowadzi nas donikąd. Zaciemnia, odwraca uwagę, sprowadza na boczny tor i w żaden sposób nie przybliża nas do zadowalającego rozwiązania. Ponieważ jego założenia są nieprawdziwe.

Nie da się rozwiązać tego problemu. To jeden z tych wypadków, kiedy minimalizujesz straty, uznajesz swój błąd i zmieniasz kurs. Izrael jest problemem. Jest ostatnim nowoczesnym eksperymentem kolonialnym, prowadzonym w czasie, gdy na całym świecie upadły inne takie projekty.

Nie ma „konfliktu palestyńsko-izraelskiego”. Takie ujęcie sprawy sugeruje pewien rodzaj równości siły, cierpienia i możliwość negocjacji, a w tym równaniu nie ma żadnej symetrii. Izrael jest okupantem i gnębiącym. Palestyńczycy są okupowanymi i gnębionymi. O czym negocjować? Izrael ma wszystkie karty. Może oddać część ziemi, własności, praw, ale nawet to jest absurdalne – co z całą resztą? Co z CAŁĄ ziemią, własnością i wszystkimi prawami? Dlaczego mieliby zatrzymać cokolwiek? Jaka jest różnica między ziemią zabraną przed 1948 r., a ziemią zabraną po 1967 r.?

W jaki sposób osadnictwo i kolonizacja sprzed 1948 r. różnią się od tych po 1967 r.?

Poprawka. Palestyńczycy mają jeden atut ważny dla Izraela – jedno wielkie żądanie, które w negocjacjach dominuje nad resztą. Izrael chce, by uznać jego „prawo do istnienia”.

Ale przecież istniejesz Izraelu – prawda?

Izrael najbardziej obawia się „delegitymizacji”. Za aksamitną zasłoną kryje się państwo zbudowane na mitach i narracjach, chronione tylko przez potęgę armii, miliardy amerykańskich dolarów i jeden wetujący głos w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. To wszystko, co stoi między państwem i jego demontażem. Bez tych trzech rzeczy, Izraelczycy nie mieszkaliby w tworze zwanym „najniebezpieczniejszym dla żydów miejscem na świecie”.

Jeśli pominiemy propagandę, szybko zorientujemy się, że Izrael nie posiada podstawowych elementów tworzących państwo. Po 64 latach nie ma granic. Po sześciu dekadach jest najbardziej izolowany w historii. Po ponad półwieczu od powstania potrzebuje przerośniętej machiny wojennej tylko po to, by powstrzymać Palestyńczyków przed powrotem do domu.

Izrael to nieudany eksperyment. Jest sztucznie podtrzymywany przy życiu. Jeśli wyciągnie się wspomniane trzy wtyczki, będzie trupem, żyjącym jedynie w umysłach obcokrajowców, którzy myśleli, że uda im się kradzież stulecia.

Najważniejsze, co możemy zrobić teraz, to natychmiast pozbyć się starego języka. I tak nie był on prawdziwy, był tylko jedną z zasad gry. Musi powstać nowy język możliwości – nowe państwo może być zaraniem wielkiego pojednania ludzkości. Muzułmanie, chrześcijanie i żydzi tak jak kiedyś będą mogli żyć razem w pokoju.

Krytycy mogą odejść. Granice naszej cierpliwości stają się cienkie jak ściany baraków, które palestyńscy uchodźcy od trzech pokoleń żyjący w czyśćcu obozów nazywają domami. Ci cierpiący ucisk na każdym kroku uchodźcy mają prawo do ładnych domów. Tych z basenami w ogrodzie i palmami przed wejściem. Bo żadna rekompensata za nieudany eksperyment kolonialny Zachodu nie będzie dla nich wystarczająca.

Nie, nie chodzi o nienawiść do żydów. To ostatni argument używany do ochrony izraelskiego Frankensteina. Nie zależy mi nawet na umieszczaniu zapewnień, że nie żywię nienawiści wobec żydów. To nie jest problem wymagający udowodnienia, a sam argument ma charakter zastępczy. Jeśli żydzi, którzy nie przeszli przez holokaust, dalej czują ból z jego powodu, niech porozmawiają z Niemcami. Zażądajcie od Niemiec dużego kawałka ziemi. Powodzenia.

Antysemitów śliniących się nad artykułem uderzającym w Izrael zapraszam gdzie indziej. Jesteście jedną z przyczyn problemu.

Izraelczycy, którzy nie chcą na równych prawach dzielić Palestyny z jej rdzenną ludnością – ci, którzy nie chcą zrzec się tego, czego 64 lata temu kazali się zrzec Palestyńczykom – niech biorą drugie paszporty i wracają do domu. Ci, którzy zostaną, niech nastawią się pozytywnie – Palestyńczycy pokazali, że są w stanie wybaczyć bardzo wiele. Okrucieństwo, jakiego doświadczyli z rąk ciemiężców – nie odpowiadając w sposób proporcjonalny – dowodzi ich niezwykłego opanowania i wiary.

Stwierdzenie zgonu państwa żydowskiego jest zatem końcem współczesnego kolonializmu. To rytuał przejścia, z którym sobie doskonale poradzimy. Nad tą przepaścią w XXI w. wszyscy, na całym świecie, jesteśmy Palestyńczykami. Odczynienie zła jest sprawdzianem człowieczeństwa nas wszystkich i nikt nie ma prawa siedzieć biernie.

Izrael nie ma prawa do istnienia. Rozbij mentalną barierę i powiedz to: „Izrael nie ma prawa istnieć”. Poczuj słowa w swoich ustach. Napisz na Twitterze. Zamieść jako status na Facebooku. Zrób to, zanim zaczniesz się zastanawiać. Delegitymizacja nadeszła, nie ma się czego bać. Palestyna będzie czymś mniej bolesnym niż Izrael był kiedykolwiek.

Źródło: Al-Akhbar
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

 

Advertisements
TrackBack URI

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: