Wolna Palestyna

08/11/2013

Izraelski czynnik w syryjskim konflikcie

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 16:14

Nicola Nasser

usraelmapPo ponad dwóch i pół roku rzekomej neutralności Izraela w stosunku do syryjskiego konfliktu i otwartej retoryki Stanów Zjednoczonych, wzywających do „zmiany reżimu” w Damaszku, opadła wreszcie kurtyna, odsłaniając rolę izraelskiego czynnika w konflikcie, który jest na rękę obydwu krajom.

Wszystkie media i środowiska polityczne tych dwóch krajów, koncentrując się na kwestii starcia „demokracji przeciwko dyktaturze” oraz interwencji społeczności międzynarodowej w oparciu o doktrynę „responsibility to protect”, aby zapobiec „pogarszającej się sytuacji humanitarnej”, miały również zadanie odwrócić uwagę światowej opinii publicznej od prawdziwego celu tych państw – zagwarantowania bezpieczeństwa Izraelowi.

Ich „Plan A” zakładał zdobycie „wielkiego trofeum”, czyli wymuszenie zmiany syryjskiego reżimu i zastąpienie go innym, mniej groźnym i bardziej skłonnym do podpisania „umowy pokojowej” z Izraelem. W przypadku niepowodzenia tego scenariusza, z czym mamy obecnie do czynienia, wprowadzono „Plan B” z „mniejszym trofeum”. Zakładał on rozbrojenie Syrii z jej zasobów broni chemicznej, by pozbawić to państwo strategicznego potencjału odstraszającego przeciwko przytłaczającemu arsenałowi broni masowego rażenia Izraela w postaci broni jądrowej, chemicznej i biologicznej. „Plan A” zakończył się porażką, „Plan B” okazał się sukcesem.

Fakt, że syryjski kryzys humanitarny wciąż postępuje, nabierając tempa, spowodował, że Stany Zjednoczone stopniowo godzą się z głównymi sojusznikami Syrii, czyli Rosją i Iranem. To preludium do uznania „legalności” status quo w tym kraju. Ten fakt powoduje utratę jakiejkolwiek wiarygodności Stanów Zjednoczonych w tym konflikcie.

Prezydent Baraсk Obama, zwracając się do Zgromadzenia Ogólnego ONZ 24 września br. powiedział: „Pamiętajmy, że nie jest to gra o sumie zerowej. Nie jesteśmy już w okresie Zimnej Wojny. Nie ma żadnej Wielkiej Gry, by ktoś mógł zostać wygranym. Ameryka nie ma w Syrii interesów innych niż pomyślność jej mieszkańców, stabilność jej sąsiadów, eliminację broni chemicznej i pewności, że nie stanie się ona bezpieczną przystanią dla terrorystów. Witamy z radością działania wszystkich narodów, które mogą pomóc przyspieszyć pokojowe rozwiązanie”.

To „przesunięcie akcentów” przez USA pokazuje, że Stany Zjednoczone nigdy nie dbały o Syryjczyków lub o to, co B. Obama nazywa „ich dobrem”. USA ogłosiły chęć „politycznego rozwiązania” razem z Rosją w ramach konferencji Genewa 2. Jej zorganizowanie jest jednak zagrożone z racji niezdolności do zjednoczenia „opozycji”, która została zorganizowana i jest sponsorowana przez samych Amerykanów i „przyjaciół Syrii”. Prowadzi to do dalszego podsycania konfliktu zbrojnego bronią, pieniędzmi i logistyką przez regionalnych graczy takich jak Turcja i arabscy sojusznicy USA z regionu państw Zatoki Perskiej. Podkopuje to wszelkie polityczne rozwiązania, oddalając perspektywę zwołania „Genewy 2”.

Izraelska „kara”

Tymczasem stanowisko Izraela zostało jasno przedstawione przez nikogo innego, jak samego izraelskiego prezydenta Simona Peresa. Przemawiając z okazji 40. rocznicy śmierci 3 tys. żołnierzy izraelskich, którzy zginęli w 1973 r. podczas wojny z Syrią i Egiptem, S. Peres wyjawił wprost, że jego państwo jest głównym beneficjentem syryjskiego konfliktu: „Dzisiaj syryjski prezydent Baszar Al-Assad ponosi karę za swoją odmowę kompromisu z Izraelem i Syryjczycy płacą za to cenę”.

Kiedy w wyniku rozwoju wydarzeń jasnym się stało, że nie będzie żadnej „zmiany reżimu” w Syrii, ani nie będzie czasu „po Assadzie” i że USA, główny gwarant przetrwania Izraela, dokonał „zwrotu” w polityce wobec syryjskiego konfliktu, wykluczając wojskowe rozwiązanie, co potwierdziły słowa sekretarza stanu Johna Kerry’ego z 6 października, Izrael zrobił się niecierpliwy, nie potrafiąc już dłużej ukrywać swojej roli w syryjskim konflikcie.

17 września główne wydania serwisów informacyjnych podały, że „Izrael zmienił stanowisko i oficjalnie domaga się upadku Assada”. Powoływano się na informację podaną przez dziennik Jerusalem Post, który cytował słowa ambasadora Izraela w Stanach Zjednoczonych, Michaela Orena: „Zawsze chcieliśmy, żeby Assad odszedł, zawsze woleliśmy czarne charaktery, których nie wspiera Iran, od czarnych charakterów wspieranych przez Iran”. Największym zagrożeniem dla Izraela jest strategiczny łuk rozciągający się od Teheranu po Damaszek i Bejrut – podkreślił M. Oren. Dodał również, że filarem tego łuku jest reżim Assada.

To jest prawdziwe sedno konfliktu w Syrii. Demontaż owego „łuku” jest głównym celem obecnego kryzysu – amerykańskiej strategii kierowanej przez tzw. „Przyjaciół Syrii”, którzy sami są przede wszystkim przyjaciółmi Izraela.

Celem tej strategii była zmiana reżimu przez konflikt w państwie, które M. Oren nazwał „zwornikiem łuku”, który wspierany jest zarówno przez proirański rząd w Iraku, jak i przez palestyńskie organizacje wyzwoleńcze, dające od ponad 60 lat odpór wojskowej okupacji Izraela. Innym sposobem jest wyczerpanie syryjskich rezerw, zniszczenie infrastruktury i władzy, aż do momentu, kiedy ta, nie mając innego wyjścia, zgodzi się na bezwarunkowe poddanie na izraelskich warunkach, które S. Peres nazywa „kompromisem”, mającym być warunkiem wstępnym rozmów o okupowanych przez Izrael syryjskich Wzgórzach Golan.

Syria – pojedynczy przypadek

Ten strategiczny cel był najpierw zamaskowany przez przedstawienie konfliktu jako powstanie ludowe, przekształcone w zbrojną rebelię przeciwko dyktaturze, potem jako „sekciarska wojna domowa”, jako wojna zastępcza (proxy war) konfliktu arabsko-irańskiego oraz szyicko-sunnickiego, wreszcie jako geopolityczne pole bitwy ośrodków regionalnych i światowych. Czynnik izraelski jednak był ostatecznym sednem tego konfliktu.

Gdyby było inaczej, rodzi się pytanie, dlaczego wspierani przez USA „przyjaciele Syrii i Izraela” troszczyliby się w tak wielkim stopniu o charakter reżimu w kraju, który nie jest bogaty ani w ropę, ani w gaz? Syria została wielokrotnie nazwana miejscem „istotnym” z punktu widzenia interesów Stanów Zjednoczonych, krajem, który wg B. Obamy zabezpiecza „podstawowe interesy” USA. Bezpieczeństwo Izraela to „witalny”, „podstawowy” interes, o którym mówi amerykański prezydent: „Stany Zjednoczone są przygotowane, by użyć wszelkich środków, włącznie z siłą militarną, by zabezpieczyć te interesy”.

Koniec Zimnej Wojny spowodował pojawienie się „nowych możliwości”, zbudowanych na traktacie pokojowym między Egiptem a Izraelem. W 1993 r. podpisano porozumienie pokojowe między Organizacją Wyzwolenia Palestyny (OWP) i państwem izraelskim, a następnie jordańsko-izraelski traktat pokojowy. Podczas inwazji na Liban w 1982 r. Izrael bezskutecznie próbował wymusić na tym kraju podobny traktat. Do takiego rozwoju wydarzeń do dziś dnia nie dopuściły syryjskie „wpływy” w tym kraju. Syria pozostaje w tym kontekście odosobnionym przypadkiem. Tworzy dookoła Izraela pas, na którym żaden pełny pokój bez zgody Syrii nie jest możliwy. Damaszek posiada w ręku klucz do przetrwania palestyńskich, jordańskich i egipskich umów pokojowych z Izraelem. Syria nie przekaże tego klucza bez wycofania izraelskich sił okupacyjnych z Syrii i innych krajów arabskich oraz bez rozwiązania „kwestii palestyńskiej”. To była Syryjska Strategia Narodowa, która istniała na długo przed dojściem do władzy panarabskiej Partii Baas i dynastii Assadów. Dlatego „Plan A” pozostaje nadal aktualny dla Izraela i USA, które czekają na bardziej sprzyjające geopolityczne okoliczności.

Autor jest weteranem arabskiego dziennikarstwa, mieszka w Birzeit na Zachodnim Brzegu Jordanu.

Źródło: english.pravda.ru/opinion/columnists/14-10-2013/125889-israel_syria-0
Tłum: Kornel Sawiński
Za: geopolityka.org

Syryjskie kobiety miażdżą „opozycję” w australijskim programie:

TrackBack URI

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: