Wolna Palestyna

04/06/2013

Koniec lorda Northcliffe’a – Douglas Reed

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 14:37

Przez trzy lata po Konferencji Pokojowej z 1919 roku trwały prace nad planem organizacji wojsk brytyjskich w Palestynie i upozorowania ich obecności zadaniem honorowej misji, która w gruncie rzeczy miała charakter zamachu. Ten nieskończenie zawikłany problem został sprawnie rozwiązany. Z zachowanych świadectw wyłania się wstrząsający obraz tajnych, niegodziwych manipulacji rządów mocarstw. Wraz z praktyką udoskonalały się metody wywierania ‘nieodpartej presji na politykę międzynarodową’.

Po uznaniu pretensji syjonistów do Palestyny przez Konferencję Pokojową (i równoczesnym zignorowaniu zasymilowanych Żydów zachodnich, których przedstawicielem był M. Sylvain Lewi), następny krok uczyniono na Konferencji 1920 roku w San Remo, gdzie zwycięskie mocarstwa zebrały się w celu rozczłonkowania pobitego Imperium Tureckiego. Konferencja ta zaakceptowała przebiegły koncept dr Weizmanna z 1915 roku przejęcia Palestyny jako ‘mandatu’ pod administrację brytyjską.

Prawdziwa natura tego przedsięwzięcia poczęła wychodzić na jaw i wzbudzać coraz głośniejsze protesty. Tym niemniej, Mr Balfour zapewnił dr Weizmanna, że ‘nie należy przywiązywać do nich wagi, gdyż na pewno nie wpłyną one na definitywnie ustaloną politykę’.

Owo zagadkowe stwierdzenie, często później się powtarzające, zakłada, że w tej jedynej kwestii polityka nie powinna, nie może i nie zmieni się nigdy, bez względu na interesy narodowe, honor, czy inne imponderabilia. Nie znam innego wypadku, gdzie zasady polityki państwowej oparte byłyby na niewzruszonym kanonie, ignorującym interesy państwowe i opinię publiczną. W San Remo, Lloyda George’a niepokoiła możliwość ‘zamrożenia’ inicjatywy pokojowej przed osiągnięciem skrytego celu i powiedział dr Weizmannowi: ‘Niech pan nie traci czasu. Dziś świat jest jak Bałtyk przed zamarznięciem. Teraz jeszcze jest w ruchu. Ale gdy zamarznie, będziecie musieli przebijać lód głową i czekać na drugą odwilż’. Gdyby Lloyd George rzekł ‘drugą wojnę’, miałby rację i prawdopodobnie ją miał na myśli, mówiąc o ‘odwilży’. W takich okolicznościach Konferencja San Remo ‘zatwierdziła Deklarację Balfoura i decyzję powierzenia mandatu Wielkiej Brytanii’. Stąd już jeden krok dzielił syjonistów od osiągnięcia celu; sprzedania wynalazku ‘mandatów’ Lidze Narodów, która miała uzurpować sobie prawo ich nadawania, i ‘ratyfikować’ ten szczególny Mandat.

Jak zobaczymy, stało się to w 1922 roku, choć w międzyczasie zerwała się burza protestów ze strony wszystkich bezpośrednio zaangażowanych w tą sprawę rządów i społeczeństw. Za promowanie tej polityki odpowiedzialne były trzy siły: kierujący nią syjoniści z Rosji, wysoko uplasowani filosemici, których dr Weizmann ‘nienawidził’ lecz używał; masy sentymentalnych liberałów, zjadliwie przedstawionych w Protokółach. Przeciw niej powstała autorytatywna, wyrobiona opinia publiczna w tak wielkiej masie, że gdyby chodziło tu o jakąś inną sprawę, nie angażującą tajnych ‘administratorów’, upadłaby ona szybko. Powszechny protest był tak wielki, że zanim przejdziemy do jego opisu, musimy usystematyzować go w punktach: Protestowali: (1) Arabowie w Palestynie; (2) Żydzi palestyńscy; (3) główny przywódca syjonistyczny w Ameryce, oraz anty-syjonistycznie nastawieni Żydzi w Ameryce i w Anglii; (4) brytyjscy urzędnicy i żołnierze w Palestynie; (5) brytyjscy i amerykańscy eksperci; (6) większa część prasy, nie podporządkowana jeszcze konspiratorom.

(1) Dzięki znajomości Tory Arabowie od początku wiedzieli, co ich czeka. Gdy na Konferencji Pokojowej dr Weizmann oświadczył: ‘Naszym mandatem jest Biblia’, znali dobrze ‘Boga Żydów’ wraz ze jego obietnicami pogromów i kar: ‘Gdy cię wprowadzi Pan, Bóg twój, do ziemi, do której wchodzisz, abyś ją posiadł i wytraci narodów wiele przed twarzą twoją… siedem narodów, większych, i możniejszych, niżliś ty;. A poda je Pan, Bóg twój, tobie, iż je porazisz: tedy wytracisz je do szczątku, nie będziesz brał z nimi przymierza, ani się zlitujesz nad nimi;’. (Deuteronomy 7, 1-3).’

Dla nich więc, syjonizm i jego poparcie przez Zachód oznaczały czekającą ich masową eksterminację na mocy Prawa ustanowionego 2,500 lat wcześniej (co potwierdziły wydarzenia roku 1948. W 1945 roku król Ibn Saud powiedział prezydentowi Roosveltowi: ‘Potrzebne wam były dwie wojny światowe, aby się przekonać o tym, co my wiedzieliśmy od dwu tysięcy lat’. Czyny potwierdziły, że intencje te miały być dosłownym spełnieniem ‘ustaw i przykazań’. Co znamienne, nawet anty-syjonistycznie nastawieni Żydzi nie przypuszczali przed faktem, że to ‘spełnienie’ może się okazać dosłownym. W 1933 roku Mr Bernard J. Brown słusznie przytoczył wyżej wspomniany ustęp jako źródło obaw Arabów, pisząc: ‘Ciemni Arabowie oczywiście nie są w stanie zrozumieć, że nowoczesny Żyd nie bierze Biblii tak dosłownie, aby powodować się okrucieństwem względem swoich sąsiadów; lecz podejrzewają Żydów o powoływanie się na ich historyczne prawa do Palestyny na podstawie autorytetu Biblii, którą sami przyjmują za objawioną prawdę’. Mr Brown, mieszkający w Chicago, nie znał Chazarów.)

W 1920 roku Arabowie nie wierzyli w oficjalne zapewnienia Deklaracji Balfoura o zabezpieczeniu ich ‘praw obywatelskich i religijnych’, ani w oficjalne gwarancje zawarte w Czternastu Punktach Wilsona, zapewniające im ‘niekwestionowane bezpieczeństwo życia’ i ‘absolutną szansę autonomicznego rozwoju’. Jeśli nawet nie wiedzieli, mogli odgadnąć, że panowie Balfour, Lloyd George i Wilson potajemnie przyrzekli już Palestynę syjonistom. Znając Torę, nie mogli również uwierzyć oficjalnemu oświadczeniu Winstona Churchilla z 1922 roku (był on wtedy sekretarzem do spraw Kolonii): ‘Nieoficjalnie twierdzi się, że celem zamierzeń jest utworzenie wyłącznie żydowskiej Palestyny. Używa się w nich sformułowań wskazujących, że ‘Palestyna ma się stać tak żydowską, jak Anglia jest angielską.’ (bezpośrednia reprymenda pod adresem dr Weizmanna). ‘Rząd Jego Królewskiej Mości uważa podobne sugestie za niepraktyczne i nie ma takich zamiarów. Nigdy też nie rozważał możliwości wyginięcia czy zniewolenia ludności arabskiej, jej języka i kultury w Palestynie’ (jako premier podczas II Wojny Światowej, a potem jako przywódca opozycji, Churchill udzielił poparcia procesowi, który zdementował powyżej).

(2) Miejscowe społeczeństwo żydowskie w Palestynie (kompletnie zignorowane w tych poczynaniach) było nastawione zdecydowanie antysyjonistycznie. Spośród syjonistów i popierających ich zachodnich polityków, jedyny dr Weizmann miał jakie takie kontakty z tymi tubylczymi Żydami, odwiedziwszy raz czy dwa Palestynę. Jak powiada, większość jego kolegów syjonistów rosyjskich nic o nich nie wiedziała. Dopiero w latach 1919-1922 przywódcy syjonistyczni odkryli, że Żydzi palestyńscy uważają ich za ‘pogan, bezbożników, ignorantów i wrogów’. Dr Weizmann (który jak zwykle twierdził, że działa dla ich dobra: ‘pragnęliśmy jedynie polepszyć i zmodernizować warunki, w jakich żyją’) był ‘wstrząśnięty odkryciem, jak daleko od nich odbiegliśmy’. Zbył ich lekceważącym epitetem starych pierników, którzy w irytujący sposób bombardują organizacje żydowskie w Ameryce listami, w ‘dziewięćdziesięciu procentach’ wrogimi syjonizmowi. (Co charakterystyczne, dr Weizmann znał treść tych listów dzięki brytyjskiemu cenzorowi, który bezprawnie mu je pokazywał). Politycy z Paryża i San Remo ignorowali te protesty tubylczych arabskich i żydowskich mieszkańców Palestyny.

(3) W 1919 roku Mr Louis Brandeis odwiedził Palestynę, będącą od dwudziestu lat przedmiotem jego obudzonych zainteresowań Judaizmem. Spotkanie z nieznanym krajem z miejsca go rozczarowało i uznał, że ‘niesłusznym byłoby popierać imigrację do niego’. Usilnie zalecał ograniczenie akcji Światowej Organizacji Syjonistycznej, a nawet jej zaniechanie – jej przyszła działalność powinna sprowadzać się do budowania ‘Żydowskiej Ojczyzny’ przez oddzielne stowarzyszenia syjonistyczne w różnych krajach. Byłby to więc rodzaj ‘ośrodka kulturalnego’ w Palestynie, zawierającego uniwersytet i akademie, oraz więcej osiedli rolniczych; zapewniającego ułatwienie imigracji dla umiarkowanej liczby Żydów, pragnących z własnej woli przyjechać do tego kraju.

Koncept ten, odrzucający utworzenie oddzielnego narodu żydowskiego w postaci państwa, uznany został za zdradę. Według dr Weizmanna reprezentował on odrodzenie się dawnego rozłamu pomiędzy ‘wschodem’ a ‘zachodem’; pomiędzy ‘Ostjuden’ a emancypowanymi Żydami Zachodu; pomiędzy ‘Waszyngtonem’ a ‘Pińskiem’ (nazwisko Leona Pinskera, autora sformułowania ‘presja międzynarodowa’, nie jest przypadkowe).

Rosyjscy syjoniści obalili Brandeisa równie łatwo, jak w 1903-4 roku Herzla. Propozycję swą Brandeis przedstawił na Kongresie Amerykańskich Syjonistów w Cleveland w 1922 roku. Oponujący mu dr Weizmann domagał się utworzenia ‘funduszu narodowego’ (finansowanego przez przymusowe składki członków organizacji syjonistycznych na rzecz samozwańczego rządu narodu żydowskiego) i ustanowienia ‘budżetu narodowego’. Pozycja Brandeisa była równie słaba, jak dr Herzla w 1903 roku – mocarstwa zachodnie zaangażowane były w sprawę syjonistów rosyjskich. Kongres, ‘wybrany’ przez jedną dziesiątą Żydów amerykańskich, poparł dr Weizmanna i zignorował Mr Brandeisa.

(4) Brytyjscy żołnierze i urzędnicy stali przed zadaniem niemożliwym do zrealizowania. Stanowili oni zespół najlepiej zorientowanych i doświadczonych administratorów kolonialnych w historii i słuchali ostrzeżeń, jakie podpowiadał im instynkt i doświadczenie. Potrafili sprawiedliwie zarządzać powierzonym im krajem w imieniu jego mieszkańców. Wiedzieli, że niemożliwym jest sprawiedliwie rządzić krajem, ani utrzymać go w spokoju, narzucając mu obcych imigrantów i zmuszając miejscową ludność do ich tolerowania. Jej protesty również zaczęły napływać do Londynu, lecz tak samo były ignorowane, jak dziś trzydzieści lat później. Arabowie od początku odgadnęli gorzką prawdę i już w 1920 roku zaczęli stawiać opór wszelkimi możliwymi środkami, organizując rozruchy i powstania. Nie zaprzestali ich do dzisiaj i nie zaprzestaną, dopóki wyrządzona im krzywda nie zostanie naprawiona, lub nie zostaną ostatecznie ujarzmieni przemocą oręża.

(5) Współczesny historyk może się zastanawiać, w jakim celu prezydent Wilson i Lloyd George wysyłali komisje do przefrymarczonego przez siebie kraju, w sytuacji, gdy ‘czołowi politycy’ (określenie dr Weizmanna) w Londynie i Nowym Jorku zdecydowani byli na zasadzenie syjonizmu w Palestynie bez względu na koszty, protesty, opinię publiczną, czy zdrowy rozsądek. Jeśli spodziewali się od ich raportów zachęty (w rodzaju rady Sir Henry’ego o ‘miesiącach słoty’), zawiedli się, gdyż członkowie komisji po prostu potwierdzili wcześniejsze opinie Arabów, miejscowych Żydów palestyńskich i administracji brytyjskiej. W 1919 roku Komisja King-Crane, ustanowiona przez prezydenta Wilsona, stwierdziła że ‘syjoniści mają na celu praktycznie kompletne wyzucie z posiadłości obecnych nie-żydowskich mieszkańców Palestyny’. Zdaniem Komisji miało to nastąpić ‘drogą różnych form wykupu’; lecz przesłuchiwani przez nią oficerowie brytyjscy, mający większe doświadczenie, słusznie twierdzili, że ‘program syjonistyczny może być osiągnięty jedynie przemocą zbrojną’. Komisja Haycrafta, mianowana przez Lloyd George’a w 1921 roku stwierdziła, że prawdziwym źródłem problemów rozpoczynających się w Palestynie jest usprawiedliwione przekonanie Arabów, że syjoniści zamierzają ustanowić swą dominację w Palestynie.

(6) Największą przeszkodą dla ambicji syjonistycznych okazały się rzeczowe reportaże prasy o wydarzeniach w Palestynie, oraz niechętne syjonizmowi komentarze artykułów wstępnych. Do czasu wybuchu I Wojny Światowej, rządy amerykański i brytyjski nie zaszły jeszcze tak daleko, aby nie liczyć się z rzetelnie informowaną przez prasę opinią publiczną. Skorumpowanie prasy (przewidziane przez Protokóły) poczęło się z wprowadzeniem cenzury podczas wojny. Wzrost znaczenia kierowniczej władzy zakulisowej ujawnił się w sprawach pułkownika Repingtona, pana H.A. Gwynne i pana Roberta Wiltona w latach 1917-18. Doświadczeni korespondenci byli zmuszeni zrezygnować, lub zająć się pisaniem książek, ponieważ ich reportaże były ignorowane, gubione lub zatrzymywane. Redaktor publikujący rzeczowy reportaż bez poddania go cenzurze, był karany.

W latach 1919-22 cenzura ustępowała, a prasa, całkiem naturalnie, powracała do praktyki rzetelnego informowania o faktach i ich komentowania. Permanentne przywrócenie zasad dawnej krytyki polityki państwowej przez prasę położyłoby niewątpliwie kres projektom syjonistów, które nie utrzymałyby się przy ujawnieniu ich opinii publicznej. Stąd też w przełomowym momencie przed ‘ratyfikacją’ ‘Mandatu, cała przyszłość syjonizmu zależała od stłumienia nieprzyjaznych gazet. W tej właśnie krytycznej chwili zaszedł incydent, ilustrujący skuteczny przykład takiej akcji. Z uwagi na swe przyszłe skutki, jak i swą niezwykłość, wydarzenie to (stanowiące tytuł niniejszego rozdziału) zasługuje na bardziej szczegółowe omówienie.

W zamierzeniach konspiratorów (używam tego słowa za przykładem dr Weizmanna i pułkownika House), Anglia w owym okresie zajmowała poczesne miejsce, a jej bardzo wpływowym przedstawicielem był energiczny lord Northcliffe. Urodzony jako Alfred Harmsworth, postawny mężczyzna z wybrylantynowanym napoleońskim loczkiem, był właścicielem dwóch najbardziej poczytnych dzienników, kilku innych magazynów i czasopism, i co najważniejsze – głównym udziałowcem najbardziej wpływowego w owym czasie pisma na świecie – londyńskiego Timesa. Miał więc codzienny bezpośredni dostęp do milionów czytelników, a z natury był także – mimo żyłki do interesów – znakomitym redaktorem, odważnym, przebojowym i patriotycznym. W sprawach, które lansował lub popierał, miał czasem rację, a czasem jej nie miał, lecz był niezależny i nieprzekupny. Przypominał nieco amerykańskiego Mr Randolfa Hearsta i pułkownika Roberta McCormicka – w tym sensie, że używał różnych sposobów dla zwiększenia cyrkulacji swych gazet, lecz nigdy w konfrontacji z interesem narodu; nie tolerował bluźnierstwa, sprośności, oszczerstw i akcji wywrotowych. Nie dawał się zastraszyć i był potęgą w swoim kraju.

Lord Northcliffe dwukrotnie naraził się konspiratorom z Rosji. Z jego inicjatywy, w maju 1920 roku Times opublikował wspomniany wyżej artykuł o Protokółach Mędrców Syjonu. Był on zatytułowany: ‘Niebezpieczeństwo Żydowskie – Niepokojący Pamflet – Wezwanie do Dochodzenia’. W konkluzji stwierdzał: ‘Bardzo pożądanym jest zbadanie tych rzekomych dokumentów i ich historii…. czyż mamy bez wyjaśnienia zbyć tą sprawę i pozwolić na bezkrytyczny rozgłos tego rodzaju dzieła?’

Potem w 1922 roku, lord Northcliffe odwiedził Palestynę w towarzystwie dziennikarza, Mr J.M.N. Jeffriesa (którego książka ‘Realia Palestyny’ ciągle jest klasycznym dokumentem tego okresu). Stanowili oni parę całkiem różną od redaktorów Timesa i Manchester Guardiana, którzy w Anglii pisali artykuły wstępne o Palestynie, w konsultacji z przywódcą syjonistycznym dr Weizmannem. Będąc na miejscu, lord Northcliffe doszedł do tego samego wniosku, co inni niezależni inwestygatorzy. Pisał: ‘Uważam, że zagwarantowaliśmy Palestynę jako dom dla Żydów bez należytego zastanowienia, pomijając fakt, że mieszka tam 700,000 Arabów, właścicieli tego kraju….. Wydaje się, że Żydzi przekonani są o powszechnym poparciu, a nawet entuzjazmie społeczeństwa angielskiego dla sprawy syjonizmu; powiedziałem im, że tak nie jest, i że powinni nie nadużywać naszej cierpliwości potajemnym sprowadzaniem broni do walki z 700,000 Arabów…. Zanosi się na poważne kłopoty w Palestynie…. tutaj ludzie boją się mówić Żydom prawdę…. Usłyszeli część jej ode mnie’.

Stwierdzając prawdę, lord Northcliffe zgrzeszył dwukrotnie: raz już wkroczył na wzbroniony teren, domagając się ‘dochodzenia’ w sprawie Protokółów. Co więcej, był w stanie ogłosić prawdę w swej masowo czytanej prasie, przez co dla konspiratorów stał się niebezpiecznym człowiekiem. Napotkał na przeszkodę w postaci Mr Wickham Steeda, który był redaktorem Timesa i według relacji dr Weizmanna – zwolennikiem syjonizmu.

W rozgrywce tej, lordowi Northcliffe’owi brakowało jednego atutu. Prawdę o Palestynie chciał ogłosić szczególnie w Timesie, lecz był jedynie jego głównym, a nie wyłącznym właścicielem. Stąd serie artykułów o Palestynie pojawiły się w jego własnych gazetach, lecz Times odmówił ich publikacji. Sam Mr Wickham Steed, choć wysuwał tak ważkie propozycje co do przyszłości Palestyny, wzbraniał się ją odwiedzić i odmówił zamieszczenia opinii przeciwstawnej sprawie syjonizmu.

Powyższe fakty, jak i te które nastąpią, zrelacjonowane są (z zadziwiającą szczerością) w Oficjalnej Historii Timesa (z 1952 roku). Jak podaje ona, Mr Wickham Steed ‘uchylił’ się od propozycji lorda Northcliffe’a towarzyszenia mu w podróży do Palestyny; odnotowuje ona także ‘brak reakcji’ Wickhama Steeda na telegraficzne życzenie lorda Northcliffe’a o zamieszczenie ‘artykułu wstępnego, atakującego stanowisko Balfoura wobec syjonizmu’.

W dalszej lekturze czytelnik proszony jest o zwrócenie szczególnej uwagi na daty.

W maju 1920 roku, z inicjatywy lorda Northcliffe’a, pojawił się w Timesie artykuł o Protokółach. Na początku 1922 roku odwiedził on Palestynę i napisał serię artykułów wspomnianych wyżej. 26-go lutego 1922 roku, gdy prośba jego została zignorowana przez Mr Steeda, opuścił Palestynę. Na konferencji redaktorskiej w dniu 2 marca 1922 roku, lord Northcliffe rozdrażniony postawą opornego redaktora, skrytykował ostro jego politykę edytoralną. Domagał się jego ustąpienia i był zaskoczony, że mimo otwartej nagany Mr Wickham Steed ciągle pozostaje na stanowisku redaktora. Zamiast zrezygnować, redaktor postanowił ‘zasięgnąć opinii prawnika co do trybu dymisji niezgodnej z prawem’. W tym celu zwrócił się do specjalnego doradcy prawnego lorda Northcliffe’a (w dniu 7 marca 1922 roku), który poinformował go, że lord Northcliffe jest ‘nienormalny’, ‘niezdolny do pracy’ i, sądząc z jego wyglądu – ‘długo nie pożyje’, po czym doradził redaktorowi pozostanie na swoim stanowisku! Redaktor pojechał do Francji, aby w Pau spotkać się z lordem Northcliffem, i tam uznawszy, że lord Northcliffe jest nienormalny (31 marca 1922 roku), poinformował dyrektora Timesa o ‘szaleństwie’ lorda Northcliffe’a.

Skoro sugestia o szaleństwie wysunięta została przez redaktora, którego lord Northcliffe chciał usunąć, należałoby także wziąć pod uwagę opinie innych. 3-go maja 1922 roku lord Northcliffe był w Londynie na pożegnalnym obiedzie na cześć odchodzącego redaktora swojej gazety i ‘był w doskonałej formie’. 11 maja 1922 roku wygłosił ‘świetne i rzeczowe’ przemówienie na zebraniu Imperialnego Związku Prasy, gdzie ‘większość uczestników, słyszących o jego ‘nienormalności’ przekonała się, że jest w błędzie’. Kilka dni później lord Northcliffe wysłał naczelnemu dyrektorowi Timesa telegraficzne polecenie zdymisjonowania redaktora. Dyrektor naczelny nie dopatrzył się niczego ‘nienormalnego’ w tym poleceniu i nie ‘wyraził żadnych obaw co do zdrowia Northcliffe’a’. Inny dyrektor, który go wtedy widział, ‘uznał go za równie zdrowego, jak on sam’; ‘w zachowaniu i wyglądzie Northcliffe’a nie zauważył nic niezwykłego’ (24-go maja 1922 roku).

8-go czerwca 1922 roku, będący w Boulogne lord Northcliffe zaprosił Mr Wickhama Steeda na spotkanie w Paryżu. Gdy spotkali się tam 11 czerwca 1922 roku, lord Northcliffe oznajmił Steedowi, że sam ma zamiar przejąć redakcję Timesa. 12-go czerwca 1922 roku, całe towarzystwo udało się do Evian-les-Bains. W drodze na granicy szwajcarskiej, Mr Wickham Steed po kryjomu wprowadził do pociągu lekarza. Po przyjeździe do Szwajcarii, wezwany został anonimowy ‘świetny francuski specjalista chorób nerwowych’, który tego samego wieczoru uznał lorda Northcliffe’a za ‘niepoczytalnego’. Na mocy tego orzeczenia Mr Wickham Steed wysłał do Londynu depeszę, nakazującą Timesowi ignorować polecenia lorda Nortcliffe’a i nie publikować żadnych jego artykułów. 18-go czerwca wyjechał, aby nigdy już nie spotkać się z lordem Northcliffem. Gdy 18-go czerwca 1922 roku lord Northcliffe powrócił do Londynu, został praktycznie odsunięty od kontroli, a nawet odcięty od łączności ze swoimi przedsiębiorstwami (szczególnie z Timesem – odłączono mu telefon). Kierownik postawił przed drzwiami jego pokoju wartę policyjną, uniemożliwiając mu wizytę w biurze Timesa, w razie, gdyby udało mu się tam dotrzeć. Zgodnie z relacją Oficjalnej Historii, wszystko to odbyło się na mocy zaświadczenia wydanego w obcym kraju (Szwajcarii) przez anonimowego (francuskiego) lekarza. Lord Northcliffe umarł 14 sierpnia 1922 roku. Przyczyną jego śmierci w wieku lat pięćdziesięciu siedmiu było, jak ustalono, wrzodowe zapalenie wsierdzia. Po nabożeństwie pochowany został w Westminster Abbey, żegnany przez znaczne grono żałobnych redaktorów.

Tak wygląda historia, jak ją wygrzebałem z oficjalnej publikacji. W tamtych czasach, poza małym kółkiem była ona w ogóle nieznana; ujrzała światło dzienne dopiero trzydzieści lat później w Oficjalnej Historii. Gdyby opublikowano ją w 1922 roku, na pewno wywołałaby mnóstwo pytań. Wątpię, czy istnieje gdziekolwiek podobny precedens usunięcia potężnego, bogatego, zdrowego człowieka w tak tajemniczych okolicznościach.

W tym miejscu, po raz pierwszy występuję jako naoczny świadek opisywanych wydarzeń. W wojnie 1914-1918 byłem jedynie jednym z nieświadomych milionów uczestników, tak że prawdę o niej odkryłem wiele lat później. W 1922 roku znalazłem się chwilowo w tym zamkniętym kółku, choć nie będąc jego członkiem. Patrząc wstecz, widzę siebie zdanego na wyłączne towarzystwo lorda Northcliffe’a (który miał wkrótce umrzeć), całkiem nie mającego pojęcia o syjonizmie, Palestynie, Protokołach i o wielu innych sprawach, w których on zabierał głos. Być może, moje świadectwo warte jest uwagi; nie mnie o tym sądzić.

W 1922 roku byłem młodzieńcem, usiłującym znaleźć swoje miejsce w świecie po świeżych doświadczeniach wojny. Trafiła mi się praca urzędnika w biurze Timesa. W pierwszym tygodniu czerwca, gdy lord Northcliffe gotował się do usunięcia Mr Wickhama Steeda i zastąpienia go na fotelu redaktorskim, wezwano mnie tam i zaproponowano objęcie funkcji sekretarza lorda Northcliffe’a, który przebywał wtedy w Boulogne. Z góry uprzedzono mnie o jego ekscentrycznym sposobie bycia i jego wymaganiach szybkiego spełniania poleceń. Być może z tego względu, jego zachowanie wydawało mi się po prostu odbiciem jego niezwykłej osobowości. Poza tym, nie podejrzewałem nic innego, choć było to na tydzień przed ‘poświadczeniem’ jego niepoczytalności i wynikłym stąd odizolowaniem go.

Dla biegłych moje świadectwo może być mało warte, gdyż wtedy nie miałem w ogóle pojęcia o przejawach stanu ‘nienormalnego’. Tak czy owak, jego zachowanie dokładnie pokrywało się z tym, czego mogłem oczekiwać z informacji jego długoletnich współpracowników. Z małym zastrzeżeniem: lord Northcliffe był przekonany, że ktoś dybie na jego życie i kilka razy o tym wspomniał – szczególnie mówił o próbach otrucia go. Jeśli to ma świadczyć o obłąkaniu, był w istocie obłąkany – lecz tego typu ofiary ’trucizny’ umierają zazwyczaj od szaleństwa, a nie od tego, co zjedzą. Jeśli to założenie jest słuszne, nie był on obłąkany. Pamiętam, że przyszło mi na myśl, iż taki człowiek jak on, może istotnie mieć wielu potężnych wrogów, choć wtedy nie miałem najmniejszego pojęcia, komu mógłby się narazić. Takie nastawienie niewątpliwie czyniło go podejrzliwym wobec otaczających go ludzi, lecz jeśli miał do tego podstawy, trudno mówić tu o obłąkaniu. Gdyby cała ta sprawa wyszła na jaw w odpowiednim czasie, łatwiej byłoby ją wyjaśnić.

Nie mogę wydawać sądu; mogę jedynie zrelacjonować, co wtedy widziałem i myślałem, jako młodzieniec tyleż wiedzący o otaczających go sprawach, co niemowlę o świecie. Gdy wróciłem do Londynu, wypytywał mnie o lorda Northcliffe’a jego brat lord Rothemore i jeden z jego współpracowników, Sir George Sutton. Sądząc z treści ich pytań, musieli już wtedy mieć pewne podejrzenia (po nadejściu ‘zaświadczenia’), lecz te nie dotarły do mojej świadomości, choć byłem jednym z ostatnich ludzi, którzy go widzieli przed orzeczeniem o jego niepoczytalności i przed odsunięciem go od kontroli własnej prasy. O tym nie wiedziałem w czasie tej rozmowy, ani też długo potem. Całą operację otaczała taka mgła tajemnicy, że choć pozostałem pracownikiem Timesa przez następne szesnaście lat, dowiedziałem się o ‘szaleństwie’ i o ‘orzeczeniu’ dopiero trzydzieści lat później z Oficjalnej Historii. Wtedy mogłem ocenić znaczenie i konsekwencje tej sprawy, której byłem mimowolnym świadkiem w wieku lat dwudziestu siedmiu.

Tak pozbyto się lorda Northcliffe’a i odsunięto go od kontroli jego własnej prasy, w krytycznym momencie przed ratyfikacją ‘Mandatu’ przez Ligę Narodów, która zakończyła transakcję Palestyny i przekazała jej dziedzictwo następnym pokoleniom. Opozycja ze strony szeregu poczytnych czasopism mogłaby w tym czasie zmienić bieg wydarzeń. Po śmierci lorda Northcliffe’a rozwiało się niebezpieczeństwo ‘atakowania postawy Balfoura wobec syjonizmu’ przez artykuły Timesa. Odtąd, zgodnie z metodą opisaną w Protokółach, coraz wyraźniejsza stawała się uległość prasy, dochodząca do obecnego stanu, w którym dawno już zapomniano o rzetelnym reportażu i bezstronnych ocenach.

Lorda Northcliffe’a odsunięto od kontroli jego własnej prasy i odizolowano w dniu 18 czerwca 1922 roku; 24-go lipca tegoż roku, na posiedzeniu w Londynie Liga Narodów, wolna teraz od rozgłosu jego protestów, obdarzyła Wielką Brytanię ‘mandatem’ pozwalającym jej pozostać w Palestynie i narzucić jej przemocą syjonizm (oczywiście, nie w ten sposób przedstawiono sprawę opinii publicznej – piszę tu o faktach dokonanych, wypływających z opisywanych wydarzeń).

W tych okolicznościach ‘ratyfikacja mandatu’ była prostą formalnością. Prawdziwą pracę nad sporządzeniem dokumentu i zapewnieniem jego akceptacji wykonano wcześniej. Jego sporządzeniem zajęli się ludzie inspirowani przez dr Weizmanna, a o jego akceptację zadbał on sam, wysiadując w przedsionkach władzy wielu stolic. Członkowie komisji ‘Inquiry’, powołanej przez Mr House, opracowali projekt Statutu Ligii Narodów; autorami Deklaracji Balfoura byli dr Weizmann, Mr Brandeis, rabin Stefan Wise wraz z towarzyszami. Pozostał jedynie do opracowania trzeci zasadniczy dokument, nie mający precedensu w historii. Dr Weizmann oddaje tu formalny hołd lordowi Curzon (ówczesnemu ministrowi Spraw Zagranicznych) przyznając, że ‘nadzorował on prace nad mandatem’, dodając jednak: ‘z naszej strony cenną pomoc okazał nam Mr Ben V. Cohen… jeden z najzdolniejszych projektodawców w Ameryce’. Tak więc w istocie syjoniści amerykańscy (Mr Cohen miał odegrać znaczną rolę w późniejszej fazie tego procesu) opracowali dokument, na mocy którego ‘nowy porządek światowy’ miał dyktować kurs polityki brytyjskiej, użycie brytyjskich sił zbrojnych, i przyszłość Palestyny.

Rola lorda Curzona ograniczyła się do złagodzenia warunków ‘mandatu’, lecz jeśli udało mu się wprowadzić pewne modyfikacje, miały one nikły wpływ na przyszłe wydarzenia. Jako prawdziwy mąż stanu (w odróżnieniu od polityka), mający posturę rzymskiego cezara, był (według dr Weizmanna) ‘całkowicie lojalny wobec przyjętej polityki i zdecydowanie stał przy Deklaracji Balfoura’, lecz znany był jego negatywny stosunek do sprawy, którą obowiązek kazał mu popierać (być może dlatego nigdy nie został premierem, choć miał ku temu kwalifikacje). Udało mu się wykreślić jeden wyraz z projektu. Dr Weizmann i Mr Cohen pragnęli zacząć go słowami: ‘Uznając historyczne prawo Żydów do Palestyny…’ Lord Curzon zaprotestował: ‘Jeśli sformułujecie to w ten sposób, już widzę Weizmanna nagabującego mnie codziennie swoimi prawami czynienia w Palestynie tego, czy owego, czy jeszcze innego! Tego nie chcę’. Tak więc ‘prawa historyczne’ zmieniły się w ‘historyczne związki’, – mniejszą nieścisłość. Jako człowiek nauki, lord Curzon na pewno nie mógł wierzyć, że rosyjscy Chazarowie mają jakiekolwiek związki historyczne z Półwyspem Arabskim.

W czasie trwania prac nad projektem, dr Weizmann wybrał się na jedną jeszcze międzynarodową wycieczkę, aby się upewnić, że wszyscy członkowie Rady Ligii zainaugurują ‘nowy porządek światowy’ oddaniem głosu na ‘Mandat’. Najpierw złożył wizytę włoskiemu ministrowi spraw zagranicznych, niejakiemu signorowi Schanzerowi, który wyraził obawę Watykanu co do przyszłych losów Sali Ostatniej Wieczerzy w Jerozolimie pod panowaniem syjonizmu. Dr Weizmann odparł tonem, jakiego używali jego wspólnicy, mówiąc o świętościach innych: ‘Moja edukacja w sprawach historii Kościoła nie jest na tyle wystarczająca, aby zrozumieć, dlaczego Włosi przywiązują tak wielkie znaczenie do Sali Ostatniej Wieczerzy’ [17]

Dr Weizmannowi udało się uspokoić obawy signora Schanzera i opuścił Rzym z zapewnieniem poparcia Włoch. Po tym wszystko poszło jak z płatka i odtąd w tej żywotnej kwestii, ‘głosy’ Ligii Narodów (później ‘Narodów Zjednoczonych’), były zawsze z góry przesądzone przez potajemne werbowanie, intrygi kuluarowe i ‘nieodpartą presję’. W Berlinie dr Weizmann odwiedził głośnego ministra żydowskiego, dr Waltera Rathenau, zażartego przeciwnika syjonizmu. „Ubolewał on nad próbami przekształcenia Żydów niemieckich w ‘obcy naród, osadzony na piaskach Marchii Brandenburskiej’ – takie było jego zdanie o syjonizmie”. Wkrótce potem dr Rathenau został zamordowany, pozbawiając emancypowanych Żydów europejskich jeszcze jednego orędownika.

Przez podróże i wizyty, dr Weizmann ostatecznie zapewnił sobie z góry głosy wszystkich członków Rady, oprócz Hiszpanii i Brazylii. W Londynie złożył wizytę dygnitarzowi, który miał reprezentować Hiszpanię, i oświadczył mu: ‘Dla Hiszpanii jest to okazja do częściowego spłacenia dawnego długu, należnego Żydom. Możecie choć w części wynagrodzić krzywdy, jakich doznaliśmy od waszych przodków’.

Dr Weizmann rozmyślnie dwukrotnie użył słowa ‘w części’. Jego rozmówca, który powinien dbać o interesy współczesnych mu rodaków, złapał się na ten sam haczyk, który uprzednio zafascynował Balfoura: że Hiszpania ma niespłacony ‘dług’ wobec ‘Żydów’, w których imieniu jego gość miał przemawiać. Ten rzekomy dług Hiszpania może ‘częściowo’ spłacić, podminowując pozycję Arabów w Palestynie. Z punktu widzenia zdrowego rozsądku, powyższa rozmowa przypomina podwieczorek w domu obłąkanych. Tym niemniej, przedstawiciel Hiszpanii obiecał poparcie swojego kraju, a w dodatku także i Brazylii, zamykając tym łańcuch potakiwaczy. Sam dr Weizmann nie był pewien, czy sukces tej wizyty był rezultatem jego własnej elokwencji; czy też nacisku na wyższym szczeblu (tj. ze strony przełożonych hiszpańskiego delegata w Madrycie).

W Anglii, w ostatnim momencie próbowano uniknąć zaangażowania Wlk. Brytanii w to przedsięwzięcie. W Izbie Lordów lordowie Sydenham, Islingtom i Raglan wiedli atak na ‘mandat’ i przeważającą większością głosów przeforsowali wniosek o unieważnienie Deklaracji Balfoura. Niestety, Izba Wyższa, pozbawiona swoich dawnych uprawnień, mogła jedynie protestować; tak że Mr Balfour (wkrótce sam mianowany lordem) bezzwłocznie zapewnił dr Weizmanna: ‘Jakie to ma znaczenie, jeśli kilku głupich lordów wystąpi z takim wnioskiem?’

Te sekretne rozmowy przygotowały scenę do obrad Rady Ligii Narodów w Londynie w dniu 24 lipca 1922 roku, gdzie ‘wszystko poszło jak z płatka, z chwilą gdy Mr Balfour wniósł sprawę ratyfikacji Mandatu Palestyny’. Bez słowa sprzeciwu, Wlk Brytania uzyskała ‘mandat’ na pozostanie w Palestynie i utworzenie tam zbrojnego kordonu dla przyszłych imigrantów syjonistycznych. [18]

Tak więc w 1922 roku, na przyszłości Wlk Brytanii zaciążyło przedsięwzięcie, nie poddane krytyce opinii publicznej, gromadzące przez następne trzydzieści lat rachunki do spłacenia. Także i Ameryka została ponownie zaangażowana w ten proces, choć przez trzydzieści lat jej opinia publiczna nie zdawała sobie z tego sprawy.

Prezydent Wilson już nie żył, a jego partia demokratyczna została odsunięta od władzy. W Białym Domu rządził teraz prezydent Harding, przedstawiciel partii republikańskiej, która powróciła do władzy. Przywróciła ją fala powszechnego rozczarowania wynikami wojny i instynktowne pragnienie trzymania się z dala od ‘uwikłań’ międzynarodowych. Kraj znakomicie dawał sobie radę bez Ligi Narodów i jej sekretnej działalności w świecie.

I oto partia republikańska ponownie wciągnęła kraj w sieć, w którą uwikłała go uprzednio partia demokratyczna. Najwidoczniej kierownicy partyjni – architekci nieszczęść narodowych, uznali za stosowne współzawodniczyć z przeciwną partią o względy wpływowych ugrupowań i kontrolowane przez nie ‘zmienne’ głosy, opisane w dzienniku i powieści Mr House’a.

W czerwcu 1922 roku, jeszcze przed nadaniem Wlk. Brytanii ‘Mandatu Palestyńskiego’ przez Radę Ligii Narodów w Londynie, Kongres Stanów Zjednoczonych zatwierdził wspólną rezolucję obu izb o treści identycznej z Deklaracją Balfoura z 1917 roku. W ten sposób polityka amerykańska znalazła się w pętli syjonistycznego stryczka, a wyborcy amerykańscy nie od razu zdali sobie sprawę, że zwycięstwo którejkolwiek partii nie ma dla nich żadnego znaczenia.

______________________________

17. W 1950 roku syjoniści otworzyli ‘Jaskinię Katastrofy’ na niższym piętrze tego samego budynku, jako miejsce pielgrzymek Żydów. Napis nad wejściem do niej głosi: ‘Wstęp wzbroniony dla osób o słabych nerwach’. Obejrzawszy to miejsce, główny rabin Południowej Afryki napisał: ‘Wiele się robi dla rozwoju i umocnienia nowego kultu Góry Syjon, jako namiastki Ściany Płaczu, gdzie religijne uczucia ludu mogłyby znaleźć emocjonalne ujście. Osobiście widzę w tym coś nie-żydowskiego, co należy raczej do sfery przesądów, a nie do prawdziwej wiary religijnej…. Wstrząsam się na samą myśl, jaki wpływ te apokryficzne opowiadania’ (o cudownych wyleczeniach) ‘ mogą wywrzeć na prostych, pobożnych i przesądnych Żydach z Jemenu. Czy szykuje się nam żydowskie Lourdes? Mam nadzieję, że nie, lecz oznaki są złowieszcze’.

18. Podobne ‘mandaty’, jakie uzyskała Wlk Brytania w Iraku i Transjordanii, a Francja w Syrii, zostały wkrótce zlikwidowane po uzyskaniu przez te kraje niepodległości. Inne z kolei kraje, obdarzone mandatami byłych terytoriów kolonialnych i zamorskich, z czasem uznały je faktycznie za własne posiadłości. Te mandaty od początku miały charakter fikcyjny i służyły jedynie jako przyzwoitka dla pozostałych, wymagających pozorów dobrego towarzystwa. Z tych oszukańczych przedsięwzięć jedynie ‘mandat’ palestyński przetrwał na tyle długo, aby umożliwić syjonistom usadowienie i uzbrojenie się w Palestynie, po czym skończył swoją misję, pozostawiając kraj zdany na łaskę najeźdźców, zdolnych teraz opanować go przemocą. Z oczywistych względów późniejsze ‘Narody Zjednoczone’ nie wskrzesiły terminu ‘Mandat’, zastępując go słowem ‘Powiernictwo’, dla określenia tej samej procedury zmiany właścicieli terytoriów pod fikcją prawa międzynarodowego i legalności.

Fragment książki Douglasa Reeda Kontrowersja Syjonu

TrackBack URI

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: