Wolna Palestyna

26/12/2011

Rozmowa przy kawie – wywiad Christophera Bollyna z Royem Tovem

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 18:49

Krzyż nad Betlejem: Wspomnienia uchodźcy

Amerykanie są zazwyczaj dość naiwni, jeśli chodzi o realia panujące w rządzącym się syjonistycznymi pryncypiami Izraelu. Ta powszechna ignorancja co do tego państwa ma swe przyczyny w zupełnym braku rzetelnej informacji na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie. Poglądy większości Amerykanów zostały ukształtowane przez ciągłą konsumpcję wiadomości i rozrywki, podawanych przez Hollywood i kontrolowane przez syjonistów media. Efekt tego jest taki, że znaczna część amerykańskiego społeczeństwa ma spaczony punkt widzenia na temat bliskowschodnich realiów. Przed 11 września 2001 ta ignorancja mogła nie wydawać się sprawą nazbyt istotną, lecz teraz, kiedy Stany Zjednoczone uwikłane są w dwie długotrwałe wojny na Bliskim Wschodzie, Amerykanie nie nie mogą sobie dłużej pozwolić na błogosławioną ignorancję w kwestii syjonistycznego państwa Izrael i jego kryminalnych powiązań, będących przyczyną konfliktu w regionie bliskowschodnim.

Krzyż nad Betlejem to niezwykła książka o państwie Izrael, napisana przez wykształconego izraelskiego dysydenta, który zostawszy chrześcijaninem pisze pod imieniem Ro’i (Roy) Tov. Kariera naukowa w najlepszych jednostkach badawczych i służba w ściśle tajnych jednostkach wojskowych dostarczyły mu możliwości poczynienia unikalnych spostrzeżeń. Jednakże doświadczenia te uczyniły zeń człowieka podejrzanego w oczach syjonistycznego państwa, gdy spróbował opuścić Izrael i napisać krytyczną wobec niego książkę. Kiedy Tov odmówił powrotu do Izraela, Mossad obrał go jako cel do likwidacji.

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem „Krzyż nad Betlejem” jako książkę stanowiącą unikalny dokument, odkrywający ukrytą prawdę o państwie Izrael. Przeprowadziłem poniższy wywiad z autorem pod koniec listopada 2010. Zarówno Roy jak i ja sugerujemy, byście poprosili wasze publiczne biblioteki o nabycie kopii jego książki.

Christopher Bollyn: Chciałbym cię zapytać o emigrację twej rodziny do Izraela. Zacznijmy od pytania, czy twoja rodzina od początku miała syjonistyczne zapatrywania? Czy odpowiadała ci ich decyzja o przeniesieniu do Izraela, czy raczej wolałeś zostać w Argentynie?

Roy Tov: Moi dziadkowie wyemigrowali do Południowej Ameryki z Niemiec i Polski na początku XX wieku. Niektórzy z ich synów wyemigrowali do Izraela, a moi rodzice zdecydowali się później do nich dołączyć. Pierwszy raz usłyszałem o syjonizmie podczas wizyty w ambasadzie przed podróżą. Byłem bardzo nieszczęśliwy, głównie z powodu pewności, że zostanę przeniesiony do miejsca, w którym toczy się wojna. Żadne dziecko nie może się z tym godzić, lecz mnie nikt nie pytał o zdanie.

Christopher Bollyn: Ile miałeś lat, kiedy zdecydowałeś się zainteresować naukami Jezusa Chrystusa? Czy dostrzegałeś konflikt między tym, czego uczono cię w kibucu, a słowami Jezusa? Czy miałeś możliwość rozmawiania otwarcie o słowach Jezusa ze swymi przyjaciółmi, czy czułeś, że lepiej będzie zachować swe przekonania dla siebie? Czy wiara w Chrystusa uczyniła cię heretykiem w oczach świeckich Żydów, którzy nie są związani naukami religijnymi rabinów?

Roy Tov: Pozwól, że zacznę od pewnej anegdoty. Obecnie żyję w Boliwii, kraju, który udzielił mi azylu politycznego. Tutejsi ludzie nie posiadają poczucia czasu. Kiedyś byłem zmuszony trzy godziny czekać na umówione spotkanie, a druga strona nawet nie przeprosiła za spóźnienie. Lecz kiedy publicznie przemawiam, ludzie chcą znać dokładną sekundę, w której nawróciłem się na chrześcijaństwo. To nie działa w ten sposób. To proces rozłożony w czasie. W „Krzyżu nad Betlejem” opisałem pewne znaczące zdarzenia: spotkanie z biskupem w Rzymie, z rybakiem nad morzem. Były też inne, o których nie mogę jednak mówić, bo moi nauczyciele wciąż mogliby zostać zidentyfikowani.

Jednak w „Krzyżu nad Betlejem” wyeksponowałem sprawę bardzo istotną, mianowicie negatywną stronę judaizmu. Poznawszy zło, zwróciłem się w kierunku Dobra, a tam właśnie był Chrystus.

Już na samym początku tej drogi byłem świadom, jaki los mnie czeka, jeśli zostanę zdemaskowany. Opisuję w swej książce, że kiedy byłem na studiach, pozwoliłem sobie na mały żart, za który omal drogo nie zapłaciłem. Jako że numer mego wewnętrznego paszportu zaczynał się od cyfr 111, powiedziałem memu przyjacielowi, informatorowi Shin Bet, że noszę znak trójcy. Jednak i tak w końcowym rozrachunku przyszło mi za to drogo zapłacić, wszak teraz doświadczam losu uchodźcy.

Rzeczą trudną do zrozumienia dla ludzi spoza Izraela jest to, że w tym kraju nawet życie świeckich Żydów jest regulowane przez faryzejskich rabinów. Izraelowi brak tak konstytucji, jak odpowiedniej świeckiej legislacji.

Christopher Bollyn: “Krzyż nad Betlejem” to niezwykła książka, pełna krytycznych uwag wobec państwa Izrael i jego społeczeństwa, poczynionych przez niezwykle inteligentnego, dobrze zorientowanego obserwatora. Czytając twą książkę można odnieść wrażenie, że byłeś ścigany, śledzony i przeznaczony przez Mossad do fizycznej eliminacji tylko za to, że planowałeś napisać książkę o swym życiu i doświadczeniach w Izraelu. Czy również i ty tak to postrzegasz? Jeśli tak, to co twój przypadek mówi nam o państwie Izrael i jak rozumiane jest tam pojecie wolności słowa?

Roy Tov: Dziękuję. Jak zawsze, rzeczywistość bywa bardziej złożona. Powodem prześladowań względem mej osoby było nie tylko popełnienie „Krzyża nad Betlejem”. W książce opisuję, jak zostałem zaproszony przez „Dow Chemical” do ich europejskiej siedziby i poproszony o przekazanie Izraelowi tajnej technologii, którą opracowano do budowy amerykańskich pocisków. W Izraelu skontaktowałem się z człowiekiem o nazwisku Uzi Eilam – w tym czasie szefem Mashmam (Centrum Kontroli Operacji Specjalnych przy izraelskim ministerstwie obrony). Efekt całego zajścia był taki, że ministerstwo obrony odkryło, że byłem chrześcijaninem, który od lat miał dostęp do poufnych informacji. Byłem za to prześladowany na różne sposoby aż do roku 2002, kiedy to nieoczekiwanie wysłano mnie do Betlejem. Tam wziąłem udział w operacji „Tarcza Ochronna”, sprawdzano wtedy mą lojalność. To była też moja pierwsza poważna próba jako chrześcijanina (lub też bardziej ściśle: wszystko, co przeżyłem do tej pory, straciło na znaczeniu), i przeszedłem ten test znakomicie. „Krzyż nad Betlejem” opisuje detale, więc tylko nadmienię, że większość izraelskich oficerów – mych kolegów – określiłaby moje działania jako zdradzieckie, mimo że nie złamałem żadnego prawa. Na domiar złego zdecydowałem się opublikować książkę.

Prawa człowieka nie są należycie respektowane w Izraelu, ponieważ kraj ten nie posiada konstytucji. Smutny jest też fakt, że zapewnienie praw człowieka i stworzenie państwa palestyńskiego były warunkami, od których spełnienia zależało uznanie suwerenności Izraela, w czasie, kiedy powstawał. Jako że państwo to nie wypełniło żadnego z nich, straciło swój status państwa legalnie istniejącego. Mówimy tu o nielegalnym państwie, które 16 października 2009 zostało uznane przez komisję do spraw praw człowieka przy ONZ za organizację szerzącą terror (zob Artykuł 1690 raportu Goldstone’a i inne).

Christopher Bollyn: Napisałeś, że izraelscy obywatele są inwigilowani przez Mossad i Shin Bet w ten sam sposób, co mieszkańcy wschodnich Niemiec przez Stasi czy mieszkańcy Związku Sowieckiego przez KGB. Czy tajne służby w Izraelu są najwyżej w hierarchii sprawowania realnej władzy? Komu naprawdę służą? Czy otrzymują rozkazy od rodziny Rothschildów, magnatów finansowych, którzy odegrali wiodącą rolę w organizowaniu i kreowaniu państwa Izrael?

Roy Tov: Tego można dowiedzieć się nie tylko z mych publikacji. Shin Bet samo to przyznało. Po zamordowaniu Rabina, Avishai Raviv, agitator pracujący dla Shin Bet, pojawił się w sądzie. To wtedy dowiedzieliśmy się o „Haagaf Hayehudi” (żydowskim departamencie Shin Bet) i o tym, że Avishai popychał Yigal Amira do popełnienia tej ohydnej zbrodni w imię nienawiści, wojny i czerpiących z niej korzyści bankierów. Takie są fakty: Izrael jest państwem policyjnym, rządzonym przez organizacje utrzymujące sieć „politruków”.

Przechadzając się śródmieściem Tel Avivu – miasta, które bardzo sobie upodobałem, wbrew wszystkim burzliwym przejściom, jakich tam doznałem – zobaczysz, że bulwar Rothschilda to jedno z najpiękniejszych miejsc w mieście. Lecz przerzucanie całej winy na małą rodzinę byłoby dość naiwne. Ludzie pojawiający się na kartach „Krzyża nad Betlejem” jako „Isaacsons” są bardzo bogaci i wpływowi – “Rahamim” był osobistym przyjacielem Yitzhaka Rabina – lecz bardzo niewielu wie o ich istnieniu. Ci najbogatsi pozostają w cieniu, dla własnego bezpieczeństwa.

Wyznaczanie głównych celów jest dokonywane przez niewielką klikę, jeśli chcesz, możesz zwać ich „Mędrcami Syjonu”, w jej skład wchodzą ludzie z Izraela i spoza jego granic. Lecz jeśli jakiś członek zmieni zdanie w sposób przez innych postrzegany jako niebezpieczny – zobacz przypadek Rabina – wtedy staje się on zbędny. Realizacja celów jest powierzana różnorakim służbom, w zależności od ich natury. Niektóre z nich to organizacje z natury kryminalne – jak choćby Mossad – inne są finansowe, handlowe, polityczne, naukowe i tak dalej. Wracając do początku twego pytania, „Krzyż nad Betlejem” ukazuje metody używane przez te instytucje z operacyjnego punktu widzenia i jako taki jest czymś unikalnym. „Łowca szpiegów” i „CIA diary” czynią to podobnie, lecz one prezentują punkt widzenia organizacji kryminalnych (zarówno MI5 jak i CIA gwałciły prawa człowieka).

Christopher Bollyn: Zawarta w “Krzyżu nad Betlejem” twoja analiza faryzejskich struktur władzy i sposobu, w jaki talmudystyczni rabini ukradli Biblię ludowi, jest znakomita. Napisałeś:

Razem z obcymi doktrynami przyniesionymi z Babilonu, faryzeusze zaadoptowali hinduski symbol duchowej siły jako swój własny. By przypochlebić się ludowi, nazwali go Gwiazdą Dawida, lub raczej w wolnym tłumaczeniu z hebrajskiego: „tarczą Dawida”. By jakoś uzasadnić hołdowanie obcym wierzeniom, zaczęli utrzymywać, że otrzymali go drogą przekazu ustnego od Mojżesza na Synaju – fałszywe twierdzenie, nieposiadające pokrycia w słowach Biblii. Bez zrozumienia tej ustnej tradycji, jak twierdzą, nie można zinterpretować poprawnie Biblii. Tak więc faryzeusze ukradli Biblię ludowi. Jezus starał się wyjaśnić, że właściwa interpretacja rodzi się z wiary i miłości, a nie monstrualnego aparatu stworzonego przez rabinów i ukierunkowanego na osobistą wygodę. Jezus twierdził, że ludzie są równi, na wiele lat przed tym, zanim fałszywe doktryny socjalizmu stały się parodią tej idei.

Dalej stwierdzasz, że chrześcijaństwo stanowi poważną groźbę dla struktur władzy, w jakich usadowili się dzisiejsi faryzeusze:

Zdałem sobie sprawę, że chrześcijaństwo stanowi poważną groźbę dla żydowskiego kierownictwa. Uniwersalna religia zajmuje się zbawieniem i odkupieniem duszy ludzkiej. Judaizm mówi o zbawieniu etnicznym, pod warunkiem, że grupa wypełnia 613 mojżeszowych nakazów, o których mówi Pentateuch, pięć pierwszych ksiąg Biblii. Wypełnianie prawa jest egzekwowane i monitorowane przez grupę gorliwych kapłanów. W istocie pozycja jednostki zależy od osądu kapłana. W rezultacie daje to potężne narzędzie kontroli nad całą populacją. Ponieważ większość społeczeństwa nie poucza się w kwestiach prawnych, a wartości moralne – które mogłyby posłużyć jako ogólne wytyczne – również nie są im przekazywane, może ona łatwo, w każdej chwili, być poddawana manipulacjom służącym bieżącym celom politycznym kapłanów.

Jezus zerwał z tą linią rozumowania. Nauczał o osobistym odkupieniu opartym na wierze i miłości, o bezpośrednim dostępie do Boga poprzez nasze modlitwy, a więc będącym niezależnym od kapłanów. Mówił o lepszym społeczeństwie, Królestwie Bożym, społeczeństwie opartym na sprawiedliwości i miłości. Takie społeczeństwo może istnieć w ramach współczesnego modelu państwa, lecz doprowadziłoby do utraty władzy przez garstkę ludzi, których władza prosperuje w warunkach modelu rządu faryzeuszy.

Okupacja Palestyny przez Izrael to główny problem na Bliskim Wschodzie, a faryzejskie państwo Izrael jest przyczyną nierozwiązywalnego węzła gordyjskiego w Ziemi Świętej. Na kartach swej książki wskazujesz sedno problemu: nikczemni ludzie, którzy mienią się autorytetami prawa mojżeszowego, ukradli Biblię narodowi żydowskiemu i kontrolują go, zamknąwszy w rabinicznym „Auschwitzu dla umysłu”.

Ty zdołałeś zbiec przed uściskiem faryzeuszy, lecz miliony Żydów i Izraelitów wciąż tkwi w ich rabinicznym więzieniu. Czy w twoim przekonaniu Jeszua (aramejskie imię Jezusa) to jedyna droga do wyzwolenia ludu żydowskiego od zniewalających go fałszywych dogmatów faryzeuszy?

Roy Tov: Bardzo staram się zachować dystans od fałszywych nauk i nagannej kultury mych rodaków, jednak pozwól, że odpowiem na to pytanie zadając inne. Czy gdyby poza Jeszuą istniała jakakolwiek odpowiedź na ich fałszywy dogmat, czy nie sądzisz, że w ciągu ponad 2700 lat, które upłynęły od czasu, kiedy prorok Izajasz (Isza’ajahu z hebrajskiego można tłumaczyć jako „Boże Zbawienie) potępił politeistyczne praktyki i idolatrię i wyraźnie przepowiedział Jeszuę i Nowe Przymierze, Żydzi znaleźliby tę odpowiedź? Komunizm nie jest odpowiedzią. Syjonizm nie jest odpowiedzią. Kibbutzim nie są odpowiedzią. Izraelskie Siły Zbrojne i ich broń nuklearna nie są odpowiedzią. Szpiegowanie, mordowanie i okaleczanie politycznych przeciwników nie są odpowiedzią. Jedyną odpowiedzią jest Miłość i Wiara, które przyniósł nam Jezus.

Christopher Bollyn: W “Krzyżu nad Betlejem” opisałeś, jak podczas kursu biblijnego w szkole w kibucu omijano te części Pisma, które nie pasowały do izraelskiego światopoglądu: Nawet w mojej quasi-komunistycznej szkole średniej – która rościła sobie miano świeckiej – omijaliśmy rozdział pięćdziesiąty trzeci księgi Izajasza, który zawiera najbardziej przejrzyste i dokładne nawiązanie do Jezusa, Jego czynów i Nowego Przymierza w Starym Testamencie.

Unikanie Pisma, świadectwa i dowodu, niepasującego do z góry obranego założenia, to oczywisty objaw intelektualnej nieuczciwości. Unikanie przez zachodnie media niewygodnych faktów o Izraelu to powszechna praktyka. Podczas gdy dysydenci z krajów takich jak Chiny czy Birma są na pierwszych stronach zachodnich gazet i honorowani są nagrodą Nobla, dysydenci z Izraela tacy jak Mordechaj Vanunu i ty są kompletnie ignorowani. Dlaczego tak jest?

Twoja krytyka izraelskiej polityki dyskryminacji i braku poszanowania wartości demokratycznych zasługują na wysłuchanie. Rewelacje Mordechaja Vanunu o izraelskim programie mają ogromne znaczenie, niemniej jednak zachodnie media udają, że izraelscy dysydenci tacy jak ty i Vanunu nawet nie istnieją. Co takie zachowanie może mówić o proizraelskiej stronniczości zachodnich mediów i kultywowanej wśród tych społeczeństw ignorancji w kwestii syjonizmu i izraelskiej rzeczywistości?

Roy Tov: Kilka lat temu formalnie otrzymałem azyl polityczny na podstawie ustawy genewskiej o uchodźcach z 1951 r., po nieudanej próbie zamachu na moją osobę, dokonanej przez Izrael. Miałem miejsce w kościele i otwarcie nauczałem. Nie mając większych nadziei na publikację „Krzyża nad Betlejem”, jednak wciąż pracowałem nad manuskryptem, który teraz bardzo dobrze się czyta, co, zważywszy na fakt, że angielski nie jest mym ojczystym ani studiowanym systematycznie językiem, było dla mnie nie lada osiągnięciem. Nie miałem złudzeń co do tego, czy uda mi się znaleźć na pierwszej stronie „New York Timesa”, spodziewałem się jednak wolności słowa, rzeczy niebywałej wobec tego, czego izraelski obywatel mógłby oczekiwać. Wielu ludzi z mego otoczenia mówiło o mej charyzmie; Izrael spanikował.

W lipcu 2009 zostałem zdradziecko i brutalnie zaatakowany i prawie uduszony przez izraelskich agentów i ich miejscowych pomagierów. Prawie wszystko, co miałem, zostało skradzione, również moje dokumenty (jednak ukryty manuskrypt „Krzyża nad Betlejem” przetrwał). Napastnicy, wspaniałomyślnie darując mi życie, zadowolili się jedynie nieodwracalnym uszkodzeniem mej krtani. Teraz jestem w stanie mówić tylko szeptem, przez krótkie okresy czasu, najprawdopodobniej stracę w ogóle możliwość mówienia.

Rabin określił Szymona Peresa jako “niezmordowanego konspiratora” i podobnie wyraził się o Shin Bet i o ich skłonności do „pichcenia danych”. Drogo za to zapłacił, lecz miał absolutną rację. Syjonistyczno-faryzejska koteria nie cofnie się przed niczym, co może okazać się użyteczne w jej wojennym biznesie. Jedną z tych rzeczy jest kontrola nad mediami głównego nurtu; to osiągane jest na różne sposoby – moja historia rzuca pewne światło na ich naturę.

Christopher Bollyn: W epilogu swej opowieści stwierdzasz: Może prześladujące mnie przestępcze struktury przestaną istnieć. Może przybiorą formę przyzwoitej cywilizacji. W każdym razie nie przestaną istnieć w obecnym kontekście prawnym. Historia uczy, że przestępcze reżimy nie pozostają przy władzy na zawsze.

Na tym etapie rozwoju wydarzeń jakie są szanse, że Izrael zmieni się w przyzwoitą cywilizację i jakie są szanse na to, że syjonistyczne państwo przestanie istnieć? Jaki rozwój wypadków jest według ciebie bardziej prawdopodobny? Czy uważasz, że istnieje szansa na demokratyczne państwo w Palestynie, w którym żydzi, muzułmanie, chrześcijanie i wszystkie grupy etniczne mogą żyć razem?

Roy Tov: Uznaję definicję państwa Izrael, jaką określiła Rada Praw Człowieka przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, jako byt szerzący terror. Co więcej, państwo Izrael istnieje z jawnym złamaniem warunków, pod jakimi ONZ powołało Izrael do istnienia, uznało jego suwerenność. Łamanie tych warunków objawia się nie tylko w granicach tego państwa. Jawnym tego przykładem była próba zamordowania Khaleda Mashala, wtedy to Izrael został zmuszony uznać swe przestępstwo i dostarczyć antidotum. Beniamin Netanyahu podpisał rozkaz, by popełnić to przestępstwo i w ten sposób stał się pierwszym szeroko znanym bio-terrorystą.

W takich warunkach możemy żądać tylko skruchy ze strony Izraela. I nie mam tu na myśli spotkania o północy w ciemnym zaułku, gdzie jakiś Izraelita prosiłby o wybaczenie przypadkowo spotkanego przedstawiciela milionów ofiar. To za mało. Izrael musi w pełni odpowiedzieć za zbrodnie popełnione poza i w jego granicach. Co więcej, musi dokonać demontażu organizacji terrorystycznych, które umożliwiają mu dokonywanie tych zbrodni, poczynając od pięciu agencji wywiadowczych. Ich agenci muszą być postawieni przed międzynarodowym trybunałem i odpowiedzieć za swe zbrodnie. Izrael musi przestać traktować etnicznych Żydów żyjących na świecie jako własności syjonistyczno-faryzejskiej kliki i automatycznie wymagać, by służyli jako informatorzy jego agencji. Musi zacząć traktować wszystkie istoty ludzkie jako równe stworzenia boże.

Pozwólcie mi zakończyć ten wywiad następującym pytaniem: przy całej swej arogancji i dufności we własną siłę oraz poczuciu moralnej wyższości, czy państwo Izrael jest w stanie wrócić życie choć jednej ze swych ofiar?

Źródło: roytov.com

Advertisements
TrackBack URI

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: