Wolna Palestyna

20/08/2011

Propokojowe ruchy w Izraelu

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 13:29

Michał Lipa

Oczy świata skupione są dziś na Flotylli Wolności, próbującej przełamać izraelską blokadę Strefy Gazy. Rzadko jednak mówi się o tym, że w samym Izraelu istnieje cała mozaika propokojowych ruchów społeczno-politycznych i inicjatyw, wspieranych przez wielu intelektualistów i artystów. Funkcjonując w zmilitaryzowanym państwie, będącym w stanie wojny od 1948 r., ludzie ci – ryzykując pozycję i karierę – próbują wpłynąć na twardą politykę kolejnych rządów wobec Palestyńczyków, których niepodległość ma się ważyć podczas wrześniowych obrad ONZ.

Pokój Teraz

Jedną z najstarszych i najbardziej znanych tego typu organizacji jest Shalom Achshav, Pokój Teraz, założona m.in. przez wybitnego izraelskiego pisarza Amosa Oza. Istnieje od 1978 r., kiedy krystalizowało się porozumienie pokojowe między Kairem a Jerozolimą. Nie przypadkiem wtedy, gdyż osadnicze pomysły Ariela Szarona (ówczesnego ministra rolnictwa) na Synaju mogły przekreślić szanse na porozumienie z największym państwem arabskim.

Misją organizacji, której przewodzi Yariv Oppenheimer, jest propagowanie pokoju i demokracji poprzez kampanie edukacyjne i działalność oddolną, oparte na ideach dwupaństwowego rozwiązania (two-state solution). 10 tys. aktywistów Shalom Achshav jest odpowiedzialnych za konferencje, akcje monitorujące żydowskie osadnictwo, petycje oraz demonstracje w Izraelu i na terytoriach okupowanych. O tym, że nawoływanie do pokoju może być niebezpieczne, świadczy śmierć jednego z działaczy, który zginął w trakcie manifestacji w 1983 r. od granatu rzuconego przez prawicowego ekstremistę. Nikt wówczas nie przypuszczał, że kilkanaście lat później, w 1995 r., zostanie zastrzelony premier Izraela – Icchak Rabin. Była to kara za podpisanie porozumienia z Organizacją Wyzwolenia Palestyny.

Powodów do działań nigdy nie brakowało, tym bardziej że akcja osadnicza na Zachodnim Brzegu Jordanu, przeciwko której protestują izraelscy aktywiści, trwa od dawna. Samo określenie „osiedla” jest zresztą mylące. Mowa raczej o miasteczkach zamieszkanych przez ludzi przekonanych o świętości i żydowskości biblijnych ziem Judei i Samarii. Ludzie ci nie oddadzą raz zdobytej ziemi dobrowolnie, a żyje ich tam obecnie ponad pół miliona.

Gdy wybuchła pierwsza intifada (1987 r.), w trakcie rokowań pokojowych na początku lat 90. XX w., jak również na początku XXI w., kiedy po raz kolejny doszło do palestyńskiego powstania, aktywiści Shalom Achshav nie szczędzili wysiłków, aby wspierać negocjacje i sprawiedliwe rozwiązanie konfliktu. Miałoby nim być spełnienie niektórych postulatów strony palestyńskiej. Te mniej skrajne, niewzywające do likwidacji Izraela, nie są bowiem wygórowane, jednak nawet ich spełnienie staje się coraz mniej możliwe, ponieważ miasteczka żydowskie wciąż się powiększają. To dlatego jednym z podstawowych działań organizacji jest monitorowanie rozbudowy żydowskich osad na terytoriach okupowanych. Dane na ten temat przedstawiane są izraelskiej opinii publicznej i politykom. Korzystają z nich również Amerykanie, którzy dzięki temu wiedzą, na ile izraelskie obietnice zaprzestania rozbudowy miasteczek pokrywają się z rzeczywistością.

Shalom Achshav ma tylu sympatyków, ilu przeciwników. Krytykę wywołuje głównie fakt, że izraelscy bojownicy na rzecz pokoju rzadko potępiają palestyńską przemoc, a swoją działalnością – jak twierdzą antagoniści – negatywnie wpływają na bezpieczeństwo państwa. Pod lupą są także środki finansowe zasilające konta organizacji, co niejednokrotnie skutkowało oskarżeniami o szpiegostwo. Dziś wiadomo, że część funduszy pochodzi z Europy oraz od amerykańskich Żydów.

Sam Amos Oz stępił z wiekiem swe pacyfistyczne poglądy, domagając się, aby działacze Shalom Achshav nie tylko walczyli o wolną Palestynę, lecz także wspierali prawo Izraelczyków do samoobrony przed zbrojną działalnością takich ugrupowań jak libański Hezbollah. Zwrot na prawo widoczny jest również u innych – zwłaszcza w XXI w., kiedy nadzieje na powodzenie procesu pokojowego roztopiły się w rzeczywistości politycznej.

Adwokaci porozumienia z Oslo

Są jednak i tacy, którym trudno się pogodzić z fiaskiem procesu pokojowego. Wiele ruchów zainicjowało działalność tuż przed lub po utworzeniu Autonomii Palestyńskiej. Jednym z nich jest Gush Shalom (Blok na rzecz Pokoju) – lewicowa organizacja założona w 1993 r. przez dziennikarza Uriego Awneriego. Ruch ten jest w swych postulatach radykalniejszy od Shalom Achshav. Domaga się bowiem – oprócz utworzenia niepodległej Palestyny w granicach sprzed 1967 r. – prawa powrotu dla Palestyńczyków oraz podziału Jerozolimy, co dla wielu Izraelczyków jest bluźnierstwem. Działacze Gush Shalom propagują też bojkot produktów wytworzonych przez żydowskich osadników i aktywnie wspierają żołnierzy odmawiających pełnienia służby na terytoriach okupowanych, w czym sekundują im kobiety z ugrupowania Bat Shalom. Awneri ostro krytykował inwazję na Strefę Gazy z przełomu 2008 i 2009 r., którą uznał za podyktowaną względami politycznymi. Nieco później bowiem odbywały się wybory, w związku z czym zarówno premier Ehud Olmert z Kadimy, jak i Ehud Barak z Partii Pracy chcieli – według lidera Gush Shalom – poprawić swą nadwątloną pozycję poprzez twardą postawę wobec Hamasu. Przypomnijmy, że wskutek trzytygodniowych nalotów zginęło ok. 1,5 tys. Palestyńczyków, w większości cywilów.

Kolejną akcją istotną dla izraelsko-palestyńskiego pojednania jest tzw. Inicjatywa Genewska, zapoczątkowana w pierwszych latach minionej dekady przez jednego z architektów porozumień z Oslo oraz byłego palestyńskiego ministra. Inicjatywa Genewska to właściwie obywatelski plan porozumienia, wynegocjowany przez setki działaczy izraelskich i palestyńskich, zakładający powstanie na terenach okupowanych niepodległej Palestyny (wzięto pod uwagę wymianę ziem) i podział Jerozolimy, która miałaby się stać stolicą obydwu państw. Plan reguluje też wiele szczegółowych rozwiązań – w tym kwestie uchodźców palestyńskich, podziału wód, granic i bezpieczeństwa.

Niektóre akcje społeczne – np. Dolina Pokojowej Inicjatywy – koncentrują się na konkretniejszych, bardziej przyziemnych rozwiązaniach ekonomicznych. Aktywiści postulują pełną integrację gospodarczą na rzecz budowy podstaw pokojowej koegzystencji. Zarówno izraelscy, jak i palestyńscy działacze ruchu (głównie drobni przedsiębiorcy) promują zintegrowaną turystykę (podróżowanie po Izraelu i Autonomii Palestyńskiej), jak również konieczność nauki języków hebrajskiego i arabskiego przez ludność izraelską i palestyńską. Innymi przykładami tego typu ruchów są Arabsko-Izraelska Izba Handlowa oraz organizacja Ta’ayush (Współistnienie), której członkowie walczą z nietolerancją, rasizmem i segregacją etniczną w Izraelu – czyli z tym, co niektórzy nazywają izraelskim apartheidem.

Obywatelską pracą u podstaw zajmują się z kolei grupy skupiające wysiłki na edukacji, nauce, kulturze oraz konkretnych rozwiązaniach o charakterze lokalnym, jak również wdrażaniu w życie idei dialogu. Wśród nich wyróżnia się organizacja jednocząca żydowskie i arabskie rodziny, które w trakcie konfliktu straciły krewnych i przyjaciół. Forum Rodzin, założone w 1994 r. przez Icchaka Frankenthala, który stracił syna w zamachu, działa na rzecz przełamywania bariery niezrozumienia i nienawiści poprzez wzajemne wsparcie i dzielenie się traumatycznymi doświadczeniami. Jego członkowie spotykają się regularnie, organizują wykłady i seminaria. Opracowali też program edukacyjny skierowany do szkół średnich, w którym uczestniczą żydowscy i arabscy uczniowie – rokrocznie ok. 40 tys. osób. Angażują w te inicjatywy media oraz artystów, aby za pomocą sztuki i kultury popularnej (np. kreskówek, seriali) promować idee pojednania oraz wzajemnego zrozumienia.

Zbuntowani żołnierze

Na szczególną uwagę zasługują też ci, którzy jako cywile odmawiają służby wojskowej, a także zbuntowani żołnierze. Tym bardziej, że odmowa wykonania rozkazu skutkuje dotkliwymi sankcjami – nie wyłączając więzienia. Grupy zrzeszające pacyfistów (np. Yesh Gvul) sprzeciwiających się służbie wojskowej istnieją od dawna. Szczególny ich wysyp nastąpił na początku lat 80. XX w., kiedy Izrael toczył wojnę w Libanie (o inwazji na Liban opowiada z punktu widzenia szeregowego żołnierza świetny film „Walc z Baszirem” Ariego Folmana). Jednak dopiero niedawno upowszechniło się zjawisko niesubordynacji w szeregach izraelskiej armii. Przykładów przybywa. Jednym z pierwszych zbiorowych buntów był „List kombatantów” z 2002 r., podpisany przez 51 rezerwistów i oficerów. Odmówili oni udziału w akcjach poza terytorium Izraela sprzed 1967 r., których celem miałoby być zdominowanie, wypędzenie, ograniczenie dostaw podstawowych produktów oraz upokorzenie ludności arabskiej. Tak narodziła się organizacja Ometz Le’Sarev (Odwaga Odmowy), zrzeszająca setki żołnierzy i oficerów, którzy uważają, że odmowa służby na terytoriach okupowanych jest zgodna z wartościami syjonistycznymi.

Na dalsze tego typu akcje nie trzeba było długo czekać. W połowie 2003 r. podobny list podpisało 27 pilotów sprzeciwiających się bombardowaniu obiektów, w których schronili się ścigani przez Izrael bojownicy. Piloci stwierdzili, że akcje te są niezgodne z etyką wojskową, gdyż ich skutkiem ubocznym jest śmierć cywilów. Piloci uznali tym samym, że cel, jakim jest zabicie niebezpiecznego działacza Hamasu, nie uświęca środków, czyli bombardowania i ostrzeliwania miejsca jego potencjalnej kryjówki. Kolejny był „List komandosów” podpisany pod koniec 2003 r. przez kilkunastu członków jednej z elitarnych jednostek, którzy – podobnie jak poprzednicy – odmówili okupacji terytoriów palestyńskich oraz uczestnictwa w zbrojnych działaniach przeciwko ludności cywilnej.

Wreszcie w 2004 r. powstała organizacja Shovrim Shtika (Przełamywanie Milczenia), zrzeszająca żołnierzy odbywających służbę na terytoriach palestyńskich podczas drugiej intifady i później (np. w trakcie inwazji na Strefę Gazy). Jej misją jest zbieranie wspomnień i świadectw tych żołnierzy, którzy zorientowali się, że realia konfliktu izraelsko-palestyńskiego odbiegają od oficjalnej propagandy, jaką karmi się izraelskie społeczeństwo. Są one dostępne – w języku angielskim – na stronie internetowej grupy, http://www.breakingthesilence.org.il. Wszystkim tego typu akcjom sprzyjają niektórzy intelektualiści i artyści, w związku z czym coraz trudniej ukrywać je przed opinią publiczną. Jest zatem szansa, że w którymś momencie izraelskie społeczeństwo powie „dość” i wymieni dotychczasowe elity.

Autor jest doktorantem na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ. Zajmuje się m.in. procesami społeczno-gospodarczymi na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Publicysta portalu Mojeopinie.pl.

Tekst ukazał się w tygodniku „Przegląd”.

Advertisements
TrackBack URI

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: