Wolna Palestyna

23/05/2011

Zbrodnie i fałsz

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 19:55

Prof. Jerzy Robert Nowak, Tygodnik Głos NR 31 (889), 4 sierpnia 2001

W ostatnich miesiącach obserwowaliśmy z pewnym zaskoczeniem niezwykłą aktywność ambasadora w Warszawie – Szewacha Weissa. Ambasador dosłownie dwoił się i troił w wysiłkach dla mentorskiego pouczania Polaków, jak mają przezwyciężyć swą „antysemicką” przeszłość, jak mają się z nią rozliczać. Równocześnie zaś ten sam ambasador wyraźnie nie widział żadnej konieczności jakichkolwiek żydowskich samorozrachunków. Przeciwnie, ostro polemizował z prymasem Polski – Józefem Glempem, gdy ten przypomniał o zbrodniach Żydów-komunistów i zaakcentował potrzebę ich rozliczania. Według Weissa Żyd-komunista automatycznie przestaje być Żydem, więc Żydzi już w ogóle automatycznie przestają być odpowiedzialni za zbrodnie zbolszewizowanych osób żydowskiego pochodzenia. Tę dość prostą próbę wykpienia się od odpowiedzialności za żydowskie zbrodnie oprotestowano już niejednokrotnie w naszej prasie ostatnich paru miesięcy. Ja chciałbym zwrócić tu jednak uwagę na inny typ zbrodni popełnionych przez Żydów, o których Szewach Weiss nie wspomina, a które warto wreszcie rozliczyć, więc nie będę już wracał do tej sprawy. Podejmę natomiast całkiem odmienną kwestię – jakie prawo do wyrokowania na temat Polski i Polaków ma ambasador Szewach Weiss; ambasador Izraela, a więc kraju splamionego jakże wieloma zbrodniami wobec okupowanych przez niego Arabów. Kraju, w którym niemal codziennie giną niewinni mężczyźni, kobiety i dzieci jako ofiary bezprawnych i bezsensownych represji. A zarazem kraju rządzonego właśnie dziś przez premiera-mordercę, nazywanego potocznie „Rzeźnikiem Libanu”. Może pouczający nas ambasador lepiej przyjrzy się temu, co się dzieje w jego własnym kraju, zgodnie z przysłowiem „Medice, cura Te ipsum” (Lekarzu, lecz samego siebie).

Masakra w Deir Jassin

Ambasadora Izraela Szewacha Weissa warto przede wszystkim zapytać, kiedy wreszcie Izrael zdobędzie się na przeprosiny wobec Arabów za popełnioną na nich ludobójczą zbrodnię w Deir Yassin. Zbrodnia ta nie tylko jest solidnie udokumentowana, ale nie ma żadnych wątpliwości, że dokonali jej mordercy z izraelskich band terrorystycznych Irgun, na których czele stał sam późniejszy premier Izraela Menachem Begin. Autorzy tej okrutnej zbrodni nigdy nie zostali ukarani, choć publicznie się nią pysznili, tak jak robił to sam Begin. Dlaczego Szewach Weiss pomija milczeniem zbrodnie popełnione przez Żydów z jego własnego kraju, jak również człowieka, który nawet był premierem Izraela. Przypomnijmy tu nieco szerzej historię tej masakry.

9 kwietnia 1948 roku Żydzi dokonali szczególnie okrutnej rzezi w arabskiej wiosce Deir Jassin. Żydowscy terroryści z Irgunu, dowodzonego przez Menachema Begina, wymordowali tam 254 osoby, głównie kobiety, dzieci i starców. Przez dwa kolejne dni terroryści żydowscy zabijali w okrutny sposób swoje ofiary, niektórym z nich odcinając głowy. Według oficjalnego raportu głównego przedstawiciela Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Jerozolimie, doktora Jacquesa de Reyniera, zamordowano 52 dzieci i rozcięto brzuchy 25 ciężarnych kobiet. Licznym Arabom, masakrując ich, obcięto genitalia. Jacques de Rynier z obrzydzeniem wspominał, jak izraelska dziewczyna chwaliła się przed nim swym nożem, ociekającym krwią (por. „The Globe and Mail” z 2 maja 1998; zob. również opisy masakry w książce D. A. Mc Gowana i M. H. Ellisa „Remembering Deir Yasssin”, New York 1998, s. 48, 49, 51). Oficjalnie władze izraelskie odcięły się od rzezi w Deir Yassin. Premier Ben Gurion publicznie nazwał Begina „Menachemem Hitlerem”. Niemniej Izraelczycy zrobili wszystko, by maksymalnie wykorzystać psychologicznie efekty masakry, puszczając pogłoski o czekających Arabów dalszych rzeziach. Rezultatem był exodus Arabów – 750 tysięcy osób opuściło tereny Palestyny, uciekając przed wojskami izraelskimi.

Bezpośrednio po masakrze Begin posłał telegram gratulacyjny do zdobywców Deir Yassin: „Przyjmijcie gratulacje za ten wspaniały akt podboju. Powiedzcie żołnierzom, że wy tworzycie historię Izraela” (tamże, s. 11). Jeszcze kilkanaście lat później Begin pysznił się efektami masakry w Deir Yassin. Twierdził, że nie byłoby państwa Izrael bez „zwycięstwa” w Deir Yassin. Pisał: „Ogarnięci trwogą Arabowie uciekali, krzycząc „Deir Yassin” (M. Begin, „The Revolt. The Story of the Irgun”, Tel Aviv 1964, s. 162).

Masakra w Deir Yassin wywołała oburzenie światowej opinii publicznej, w tym kręgów najwybitniejszych żydowskich intelektualistów. Grupa czołowych intelektualistów żydowskiego pochodzenia (m. in. Albert Einstein i Hannah Arendt) napiętnowała Begina w liście otwartym, opublikowanym w „New York Times” z 4 grudnia 1948 roku jako faszystę, a jego partię jako faszystowską. Wśród tych myślicieli żydowskich, którzy najostrzej potępili masakrę w Deir Yassin, znalazł się również słynny filozof Martin Buber. W liście napisanym wraz z trzema innymi żydowskimi uczonymi do premiera Ben Guriona apelował, aby Żydzi nie zasiedlali Deir Yassin, aby miejscowość ta na zawsze pozostała niezamieszkała jako „straszny i tragiczny symbol wojny”, a zarazem ostrzeżenie przed takimi „aktami zbrodni” (por. D. A. Mc Gowan i M. H. Ellis, op. cit. s. 11). Sygnatariusze listu do Ben Guriona nie ukrywali, że uważają, iż „Sprawa Deir Yassin jest ciemną plamą na honorze narodu żydowskiego” (tamże).

Zbrodnia w Kafr Kasim

Jednym z drastyczniejszych przykładów masowych zbrodni popełnionych na Arabach był mord w wiosce Kafr Kasim w 1956 roku. Jeden z najbardziej obiektywnych żydowskich badaczy konfliktu bliskowschodniego Alfred M. Lilienthal, tak pisał w bardzo interesującej, a dziś świadomie przemilczanej książce „Druga strona medalu” (Warszawa 1965, s. 298): „W kilka godzin po rozpoczęciu marszu armii izraelskiej na Synaj – 29 października 1956 roku – w Kafr Kasim i innych wsiach „małego trójkąta” w Izraelu ogłoszono godzinę policyjną od 5 po południu do 6 rano. Wiadomość tę przekazano o godzinie 4.45 po południu sołtysowi wioski, który poinformował oficera pełniącego służbę, że wiele osób pracuje jeszcze na polach i nie może być powiadomionych. Oficer zapewnił muchtara, że „wojska pograniczne będą ich pilnować”. Po godzinie 5 po południu wracało z pola 49 wieśniaków, w tym 14 kobiet i małe dzieci w ramionach matek. Wszystkich ich wysiekły karabiny maszynowe. Fakty te ukrywano przez długi czas, a kiedy wreszcie żołnierze straży pogranicznej zostali postawieni przed sądem, śledztwo trwało ponad 2 lata. Zeznania potwierdziły, że major Szmul Malinski – dowódca batalionu straży pogranicznej – wydał rozkaz strzelania, pouczając żołnierzy: „Nie ścierpię mazgajstwa”. Zapytany, jak należy postąpić z kobietami i dziećmi, major odpowiedział: „Niech Allach lituje się nad ich duszami”. Według Lilienthala Sąd Najwyższy Izraela wydał łagodne wyroki na wszystkich winnych oficerów i podoficerów, którzy w końcu już po roku zostali zwolnieni w ramach amnestii (tamże, s. 298).

Przypomnijmy w tym kontekście uwagi izraelskiego profesora Izraela Shahaka: „Faktem bowiem jest, że we wszystkich przypadkach, gdy Żydzi – czy to podczas działań wojskowych, czy w zbliżonych okolicznościach – zabili arabskiego cywila (włączając przypadek masowego mordu w Kafr Qasim (Kasim) w 1956 roku), mordercy najczęściej wypuszczani byli na wolność, a jeśli nawet wymierzono im karę, to była ona zazwyczaj wyjątkowo łagodna lub odraczana na wiele lat, co praktycznie ograniczało ją do zera” (I. Shahak, „Żydowskie dzieje i religia”, Warszawa-Chicago 1997, s. 113).

Życie Arabów nie warte centa

Nawet w związanym z lobby żydowskim kanadyjskim „The Toronto Star” z 20 listopada 1996 r. pojawiła się ostra krytyka skrajnej pogardy dla Palestyńczyków w Izraelu. Barton Gellman pisał w korespondencji z Jerozolimy m. in.: „Izraelski sąd wojskowy skazał czterech żołnierzy za zastrzelenie 18-letniego Palestyńczyka na Brzegu Zachodnim. Potem ogłoszono wyrok: jedna godzina w więzieniu, z zawieszeniem, i kara jednej izraelskiej agory – to jest mniej niż cent. To nie był pierwszy raz, że żołnierze tak gładko wywinęli się za zabicie Araba. Niezależni badacze wyliczyli 1.251 przypadków, w których izraelskie wojska zabiły Palestyńczyków podczas i po powstaniu 1987-1993 na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy.

Wiadomo, że skazano czternastu żołnierzy. Jedenastu otrzymało wyroki z zawieszeniem albo prace społeczne dla osiedla (B. Gellman: Israeli troops fined less than cent for negligent killing of Palestinian, „The Toronto Star”, 20 XI 1996).

Można by dalej przytaczać przykłady dowodzące, jak bardzo mało znaczy dla sądów żydowskich życie Arabów. By przypomnieć choćby opisaną w książce Victora Ostrowskiego i Claire Hoy sprawę przywódcy ruchu żydowskich osadników rabina Mosze Lewingera. Przejeżdżał on samochodem przez Hebron 7 października 1988, gdy ktoś rzucił kamieniem w jego stronę. Rabin Lewinger wyskoczył z samochodu i wystrzelił, zabijając Araba stojącego przed swym zakładem. W sądzie Lewinger komentował swój czyn mówiąc, że miał ten „przywilej” zastrzelić Araba. Za dokonane morderstwo został skazany przez sąd zaledwie na pół roku więzienia w czerwcu1990, arozentuzjazmowany tłum Żydów wyniósł go z sądu na ramionach (V. Ostrovsky, C. Hay: „By Way of Deception, New York 1990, s. 335).

Popierający Lewingera rabin Mosze Tavy Neriah, kierujący słynną szkołą religijną B’Nai Akiva Yasheeva, powiedział w wykładzie udzielającym poparcia Lewingerowi: „To nie jest czas myślenia, lecz czas strzelania na prawo i lewo” (tamże, s. 335).

W trudnej do posądzenia o antyizraelską stronniczość „Gazecie Wyborczej” z 29 stycznia 2001 roku czytamy w tekście zatytułowanym „Licencja na zabijanie”: „Nahum Korman, osadnik żydowski, który w 1996 roku zabił palestyńskie dziecko, wykpił się w okręgowym sądzie jerozolimskim sześcioma miesiącami prac społecznych na rzecz swego osiedla oraz grzywną. Ojciec zabitego określił wyrok krótko: „licencja na zabijanie”. (…) – To jasny sygnał dla osadników, że życie Palestyńczyka jest niewiele warte. Mogą bezkarnie zabijać Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu Jordanu – powiedział „Gazecie” Tomer Feffer, rzecznik izraelskiej organizacji obrony praw człowieka B’Tselem (…) Organizacja B’Tselem twierdzi, że przypadków łamania praw człowieka wobec Palestyńczyków na terenach Autonomii i Izraela są dziesiątki. Policja często nie zadaje sobie nawet trudu, by wszcząć śledztwo. Niezwykle rzadko sprawca Izraelczyk staje przed sądem, a jeśli już, to z reguły zostaje uniewinniony lub skazany na łagodną karę (…). Nawet gdy sporadycznie dochodziło do poważniejszych wyroków wobec Izraelczyków, interweniował prezydent i korzystał z prawa łaski„.

Czy Żydzi kiedyś przeproszą Arabów za te dyskryminacyjne praktyki, za licencję na zabijanie?

Zbrodnicza przeszłość premiera Szarona

Jeśli ambasadora Weissa tak bardzo interesują rozliczenia ze zbrodniami, to ma w związku z tym interesujący przypadek u siebie w kraju. Jest nim obecny premier Izraela Ariel Szaron. W różnych publikacjach niejednokrotnie przypominano zbrodnie popełnione przez Szarona w przeszłości w odniesieniu do zupełnie niewinnych Arabów. Przypomnę tu choćby to, co pisał na temat Szarona b. agent Mossadu Victor Ostrovsky w wydanej w 1990 roku książce napisanej wspólnie z Claire Hay pt. „By Way of Deception” (New York 1990, s. 317). Ostrovsky pisał tam: „Ariel Szaron już jako 25-letni dowódca dowodził raidem komanda, które zabiło grupę niewinnych Jordańczyków, zmuszając premiera Ben Guriona do publicznych przeprosin”. Grażyna Dziedzińska z kolei pisała w „Naszej Polsce” z 25 października 1990, że oddział Szarona jest odpowiedzialny za okrutną pacyfikację jordańskiej wioski Kibya w latach 50-tych, wysadzenie wtedy w powietrze 46 domów palestyńskich wraz z przebywającymi w nich 60 osobami, w tym kobietami i dziećmi. Szarona oskarżono również o zbrodnie wojenne popełnione na jeńcach egipskich w 1956 roku. Z takim oskarżeniem wystąpił publicznie między innymi były deputowany do Knesetu Uri Awneri (wg korespondencji E. Nejmana z Tel Awiwu, „Trybuna” z 16 sierpnia 1995).

Premiera Szarona szczególnie obciąża dokonana przy jego przyzwoleniu i wsparciu masakra w dwóch obozach uchodźców palestyńskich w Sabrze i Szatili w 1982 roku. Libańscy falangiści wymordowali wówczas w bestialski sposób ponad 1.000 bezbronnych Palestyńczyków: kobiet, starców i dzieci. Izraelskie wojska ułatwiły całą rzeź, oświetlając teren masakry reflektorami i rakietami i blokując ofiarom drogi ucieczki. Masakra w Sabrze i Szatili wywołała masowe manifestacje protestu tysięcy Izraelczyków i generał Szaron został ukarany zdjęciem go z dowództwa. Odtąd wielu nazywało Szarona „Rzeźnikiem z Libanu”.

Nawet słynny „jastrząb” z „Gazety Wyborczej” Dawid Warszawski przyznawał w jej numerze z 6-7 stycznia 2001, że: „Wybór Szarona na pewno zaś oznaczałby oddanie fotela premiera człowiekowi, który w 1982 roku, okłamując zarówno rząd, którego był członkiem, jak i cały naród, wplątał Izrael w krwawą wojnę w Libanie. Kosztowała ona życie ponad tysiąc Izraelczyków, wielokroć więcej ofiar po stronie arabskiej (…) Wreszcie byłby to wybór człowieka, który odpowiada za dopuszczenie do masakry w Sabra i Szatili (…)”.

W lecie 2001 w popularnym programie telewizyjnym „Panorama” brytyjskiej BBC przypomniano rolę Szarona w umożliwieniu krwawego spacyfikowania obozów palestyńskich w Sabrze i Szatili i zaapelowano o postawienie go przed Trybunałem Międzynarodowym w Hadze. Zachęciło to Palestyńczyków do wytoczenia Szaronowi procesu przed sądem w Brukseli. Mogli to zrobić, bo belgijskie prawo karne umożliwia karanie zbrodniarzy wojennych bez względu na ich narodowość i miejsce popełnienia przestępstwa.

Bezkarność morderców

Szczególnie szokującą wydaje się właśnie ta niebywała bezkarność wpływowych żydowskich morderców z Izraela. Wspomniani wyżej premierzy Izraela, mający na swych rękach krew wielu niewinnych Arabów, stanowią swoisty czubek góry lodowej na tle jakże dużej ilości zbrodni popełnionych na Arabach. Zbrodni nigdy nie ukaranych, zbrodni, których sprawcy dalej, jak gdyby nic się nie stało, wspinali się po kolejnych stopniach kariery w Izraelu. Bo zabili tylko… Arabów. Jakże wymowna pod tym względem jest opisana przez prof. Izraela Shahaka historia Szmula Lahisa. Profesor Shahak przypomniał, że był to człowiek „odpowiedzialny za masakrę od 50 do 75 arabskich wieśniaków uwięzionych w meczecie po tym, jak ich wioska została zdobyta przez armię izraelską w czasie wojny 1948-49 roku„. Według prof. Shahaka: „Lahis stanął przed sądem, odbyła się „formalna” rozprawa, po czym został on przez Ben Guriona ułaskawiony. Z czasem stał się szanowanym adwokatem, a pod koniec lat 70. został mianowany Dyrektorem Generalnym Agencji Żydowskiej (która w rzeczywistości jest organem wykonawczym ruchu syjonistycznego). Na początku 1978 roku przez prasę izraelską przetoczyła się dyskusja na temat przeszłości Lahisa, lecz nikt, ani rabini, ani uczeni w Piśmie, nie zakwestionowali samego ułaskawienia, jak i kwalifikacji Lahisa na to stanowisko. Nominacja nie została cofnięta” (I. Shahak, „Żydowskie dzieje i religia”, Warszawa-Chicago 1994, s. 155).

Masakra w Kanie

19 kwietnia 1996 r. prasa poinformowała, że w wyniku izraelskiego bombardowania szyickiej wioski Kana w Libanie zginęło co najmniej 101 cywilów, w większości kobiet i dzieci (por. Masakra w Kanie, „Rzeczpospolita” z 19 kwietnia 1994). W rezultacie masakry w Kanie 30 dzieci arabskich przeżyło, ale bez rąk i bez nóg. Na łamach brytyjskiego „The Independent” ukazał się wstrząsający artykuł dziennikarza Roberta Fiska, naocznego świadka masakry. Fisk pisał m. in.: „Kana, południowy Liban. – To była masakra. Od czasów Sabry i Szatili nie widziałem niewinnych ludzi tak pomordowanych. Libańscy uchodźcy: kobiety, dzieci i mężczyźni leżeli stertami ciał, z urwanymi rękami i nogami, bez głów, rozczłonkowani. Było ich ponad stu (…) dziewczyna trzymała w rękach ciało siwowłosego mężczyzny, kołysała je wciąż w swych ramionach, z bezsilnym płaczem wypowiadając wciąż te same słowa: „Mój ojciec, mój ojciec” (…) Izraelska rzeź cywilów w tej straszliwej dziesięciodniowej ofensywie była tak bezwzględna, tak dzika, że nikt w Libanie nie zapomni tej masakry. W sobotę zaatakowano ambulans, dzień wcześniej zabito siostry miłosierdzia w Yohmor, cztery dni temu izraelska rakieta oderwała głowę 2-letniej dziewczynki. Wczoraj rano Izraelczycy zamordowali 12-osobową rodzinę – najmłodszym jej członkiem było 4-letnie dziecko, gdy pilot izraelskiego helikoptera wystrzelił rakiety w ich dom” (R. Fisk: Massacre in Sanctuary. Eyewitness, „The Independent„, 19 kwietnia 1996).

Publicysta izraelskiego dziennika Haaretz Ari Shavit we wstrząsającym artykule dał wyraz swemu oburzeniu z powodu barbarzyńskiej masakry, popełnionej przez żołnierzy jego narodu, pisząc m. in.: „Zabiliśmy 170 ludzi w Libanie w ostatnim miesiącu. Większość z nich była uchodźcami. Wielką część pośród nich stanowiły kobiety, dzieci i starcy. 9 cywili, w tym 2-letnie dziecko i 100-letni staruszek, zostało zabitych we wsi Sachmor. Jedenaście cywili, w tym siedmioro dzieci, zabito w mieście Nabatiyeh. (…) We wsi Kana zabito 102 osoby (…) Jak łatwo zabiliśmy ich, bez wylania łzy, bez powołania komisji śledczej – bez zapełnienia ulic demonstracjami protestu (…) Masakra jest masakrą. Nawet jeśli to jest masakra izraelska” (por. A. Shavit: How Easily We Killed Them, „The New York Times”, 27 maja 1996).

Grabież ziemi arabskiej

Ucieczka 750 tysięcy Arabów z terenów zagarniętych przez Izrael w 1948 roku i kolejne ucieczki uchodźców arabskich po przegranej wojnie z Izraelem w 1967 roku umożliwiły szybkie przejęcie ich ziem w ręce żydowskie. Systematycznie grabiono również i mienie tych Arabów, którzy pozostali w Izraelu, poddając ich różnorodnym formom dyskryminacji. Niejednokrotnie izraelskie kibuce dokonywały różnorodnych samowolnych „konfiskat” pól uprawnych sąsiednich wiosek arabskich (wg A. M. Lilienthala: „Druga strona medalu”, Warszawa 1965, s. 292). Korespondent francuskiej agencji AFP w Tel Awiwie Mariusz Schattner opisał, jak w 1967 roku władze izraelskie zaczęły przeprowadzać „oczyszczanie” wschodniej Jerozolimy z Arabów: „10 czerwca izraelskie spychacze zaczęły równać z ziemią arabską dzielnicę Mograbis, by opróżnić obszerny plac przed Ścianą Płaczu. Ponad sto rodzin arabskich zostało siłą wyrzuconych z domów, dano im trzy godziny na wyprowadzenie się. 27 czerwca Kneset przyjął poprawkę podporządkowującą wschodnią część miasta administracji izraelskiej, co oznaczało aneksję. Nowe granice miasta zostały wyznaczone tak, aby objąć jak najwięcej terenów i jak najmniej Palestyńczyków” (M. Schattner: Wojna, świętość, mit, „Gazeta Wyborcza” 6-7 stycznia 2001). Adwokatka z Jaffy Tarrid Jahszan mówiła w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” o przerażających wręcz przejawach dyskryminowania Palestyńczyków w Izraelu, zapytując: „Czy możesz sobie wyobrazić uzasadnienie dla prawa, które mówi, że Arabom nie wolno budować w Jaffie domów, więcej – nie wolno im swoich domów remontować? Tak było tutaj w latach 70.” (wywiad A. Grupińskiej z T. Jahszab: Jestem palestyńską Izraelką, „Tygodnik Powszechny” 15 X 2000).

W okresie od 1977 roku do początku lat dziewięćdziesiątych znacząco przyspieszono tworzenie nowych osiedli żydowskich na okupowanych obszarach arabskich. Już w 1994 roku istniało tam ponad 140 takich osiedli z 120 tysiącami mieszkańców. Marek Karolkiewicz pisał na łamach lewicowego „Przeglądu” z 23 kwietnia 2001: „Nawet „umiarkowany” Ehud Barak nie zaprzestał budować osiedli żydowskich na terenach okupowanych. Strefa Gazy nazywana jest „więzieniem” o powierzchni365 kmkw. z widokiem na morze”. Na tym skrawku ziemi jednym z najbardziej zaludnionych na świecie, wegetuje 1,1 mln Palestyńczyków. Bezrobocie sięga 60%, a ponad jedna trzecia gruntów, najlepsze pola, źródła, plantacje i winnice, należą do zaledwie 7 tys. osadników żydowskich. W Wielkanoc w Rafah na granicy z Egiptem Izraelczycy zrównali z ziemią obóz dla uchodźców, aby wojskowi z pobliskiego posterunku mieli lepsze pole widzenia. „Ogłosili przez megafony, że mamy opuścić swe domy, zaraz potem przyjechały buldożery. Zostało mi tylko to, co mam na sobie. Żołnierze nie pozwolili nawet szukać resztek dobytku, mówi zrozpaczony Mohamet Kiszte”. Polityka budowania osiedli żydowskich na terenach palestyńskich jest stałym jątrzącym źródłem konfliktów. Szczególnie jaskrawym tego przykładem jest wybuchowa sytuacja w Hebronie. W samym centrum miasta mieszka tam 300 radykalnych, wręcz ekstremistycznych Żydów pod ochroną armii pośród ponad 100 tysięcy Palestyńczyków. Nierzadko ufni we wsparcie przeważających militarnie wojsk Izraela osadnicy żydowscy podejmują prowokacyjne akcje zbrojne wobec Arabów. I tak na przykład w sobotę 14 lipca 2001 „osadnicy otworzyli ogień do grupy Palestyńczyków, raniąc ciężko ośmioletnią dziewczynkę” (por. „Wojna – matka błędów”, „Gazeta Wyborcza” z 16 lipca 2001).

Żydowski naukowiec z Kalifornii, Melford E. Spiro z oburzeniem piętnował podwójne standardy moralne stosowane przez przywódców żydowskich w USA, które równocześnie krytykują i usprawiedliwiają najbardziej niegodziwe nawet akcje izraelskie wobec Palestyńczyków. Tu wyliczył m. in. konfiskaty ziemi arabskiej, tworzenie na terenach arabskich nowych osiedli żydowskich, wysadzanie w powietrze domów rodzin podejrzanych o terroryzm, ranienie i zabijanie protestujących przez izraelską policję, usuwanie i zmuszanie do przymusowego wygnania palestyńskich burmistrzów (por. prestiżowy żydowski periodyk w USA „Commentary” z grudnia 1982, s. 74).

Żydzi, którzy zagrabili tak wiele mienia, ani myślą o zwrocie domów i gruntów bezwzględnie wypędzonych przez nich Palestyńczykom. I żaden senator i kongresman amerykański nie gardłuje o naprawie krzywdy setek tysięcy arabskich ofiar żydowskich grabieży, wegetujących w obozach. Nikt nie słyszy też o pozwach Arabów przeciw Żydom do sądów w Nowym Jorku czy Chicago.

Rasistowski kraj

B. minister w rządzie Rabina – Szulamit Aloni, odpowiadając na pytanie redakcji „Tygodnika Powszechnego”, dlaczego od 1948 roku nie udało się choć trochę zmniejszyć ogromnej przepaści między Arabami izraelskimi a Żydami, powiedziała: „Bo oni są mniejszością, żyją w osobnych enklawach, a Żydów niespecjalnie obchodzi, że w jakiejś wiosce arabskiej nie ma wody, że arabskie szkoły są tak biedne, że szkół nie przypominają”. Na kolejne pytanie redakcji „Tygodnika Powszechnego”, dlaczego kolejne rządy izraelskie nie zmieniają tej sytuacji, Aloni odpowiedziała: „Bo ciągle potrzebne są im pieniądze na nowe osiedla (dla Żydów – J.R.N.) na Zachodnim Brzegu! Zabraliśmy im ziemię, nie daliśmy nic. Mamy tu 30 wiosek, z których ludzie uciekli w 48 roku i do dziś żyją w obozach przejściowych! A tam nie mają nic, absolutnie nic! Tak, to jest rasistowski kraj!” (Z wywiadu z S. Aloni, „Tygodnik Powszechny” 21 marca 1999).

Bardzo podobnie ocenił atmosferę w Izraelu słynny skrzypek pochodzenia żydowskiego Yehudi Menuhin. W wywiadzie dla francuskiego „Le Figaro” w styczniu 1998 r. Menuhin, krytykując zaborczą izraelską politykę aneksji, powiedział: „Jest rzeczą zdumiewającą, do jakiego stopnia pewne rzeczy nie zanikają całkowicie. Tak jak choroba, która wczoraj dominowała w nazistowskich Niemczech, a dziś postępuje w tym kraju (Izraelu)„. Wypowiedź Menuhina wywołała wściekłą ripostę Efraima Zuroffa, izraelskiego dyrektora Centrum Szymona Wiesenthala, który stwierdził, że porównanie przez skrzypka Izraela z nazistowskimi Niemcami „graniczy z obscenicznością” (wg tekstu w kanadyjskim „The Toronto Star” z 23 stycznia 1998: „Atmosphere in Izrael Nazi – like, violinist says”.)

Warto przypomnieć, że nawet w Izraelu znalazł się odważny i bezkompromisowy myśliciel, filozof i etyk Jeszajau Lejbowicz, który publicznie nazwał izraelskie wojsko „judeo-nazistami”, a demokrację izraelską „hucpowatym kłamstwem” (wg A. Grupińskiej: Szatański mędrzec, „Gazeta Wyborcza” z 26 sierpnia 1994). Przypomnijmy, że Lejbowicz, autor kilkudziesięciu książek, był nazwany kiedyś przez prezydenta Izraela Ezera Weizmana „kompasem moralnym i sumieniem duchowym Izraelczyków”. Przyznanie Lejbowiczowi prestiżowej Nagrody Izraela w 1993 roku wywołało tak gwałtowną krytykę ze strony premiera I. Rabina, że myśliciel zrezygnował z nagrody.

Czas fanatyków

Lata dziewięćdziesiąte przyniosły bardzo wiele wydarzeń dowodzących skrajnego wręcz szowinizmu i fanatyzmu religijnego w wielu liczących się środowiskach Izraela. Siewcą szczególnie fanatycznych idei rasistowskich w Izraelu stał się rabin Meir Kahane z USA, który po przybyciu do Izraela założył szowinistyczną partię Kah, która w pewnym momencie uzyskała poparcie aż 8 procent mieszkańców kraju. Sam Kahane został deputowanym do Knesetu. Dziennikarz Henryk Szafir tak pisał o programie partii Kahane w korespondencji z Tel Awiwu do RWE: „Jej program był prosty: ziemia Izraela przeznaczona jest tylko i wyłącznie dla Żydów, a cel uświęca środki. Hebron, Ramallah, Nabullays, Tulkarm i inne miasta palestyńskie zaczęły przypominać Dziki Zachód. Kahaniści, wykorzystując alibi, jakim był arabski terror, sami zaczęli siać postrach i przerażenie wśród mieszkańców arabskich wsi i miasteczek. Dzisiaj wiadomo już, że w tym czasie wielu Palestyńczyków zostało zabitych w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach. Potem przyszły zamachy na burmistrzów arabskich miast, lincze i pogromy. Wielu członków żydowskiego podziemia zostało aresztowanych, ale po kilku latach prawie wszystkich ułaskawiono” (H. Szafir: Terror w Izraelu, „Tygodnik Solidarność” z 25 marca 1994).

25 lutego 1994 doszło do szczególnie fanatycznego przejawu rasistowskiej nienawiści do Arabów. Żydowski lekarz Baruch Goldstein otworzył ogień z pistoletu maszynowego do tłumu Arabów modlących się w „Grocie patriarchów” w Hebronie, zabijając 29 osób. Morderca, doktor Goldstein, był członkiem jawnie rasistowskiej organizacji Kach, która głosi, tak jak to dosłownie powiedział sam Goldstein na krótko przed śmiercią: „Arabowie to zaraza”.

Fanatyczny rasistowski morderca miał uroczysty pogrzeb z udziałem ponad 1.000 ludzi. Nad jego grobem wciąż gromadzą się tłumy jego zwolenników i wielbicieli; często przyjeżdżają grupowo, autobusami turystycznymi (wg M. R. Cohn: Gravesite tribute to mass killer split Israel, kanadyjska „The Toronto Star” z 22 czerwca 1998). Dodajmy, że w USA powstało szereg fundacji noszących imię Goldsteina. Na terenie komunalnym wzniesiono pomnik na grobie mordercy, który stał się idolem wszystkich żydowskich rasistów i szowinistów i został przez nich uznany za świętego. Izraelski pisarz Amos Oz pisał na łamach „Gazety Wyborczej” z 2-3 listopada 1996: „Haniebny monument Barucha Goldsteina, z każdym dniem, z każdą godziną przyciągający nowych czcicieli i pielgrzymów, to (…) zachęta do dalszego przelewania krwi niewinnych ofiar”.

Niektórzy fanatyczni politycy izraelscy dalej gotowi są do najskrajniejszych represji wobec traktowanych jako podludzi Arabów. Według żydowskiej „Jewish Chronicle” z 4 października 1996 izraelski polityk Rehavam Ze’evi, przywódca partii Moledet zażądał deportowania dwóch milionów arabskich  mieszkańców Zachodniego Brzegu i Gazy, a jeśli zajdzie potrzeba, to także wysiedlenia 800 tysięcy arabskich obywateli Izraela.

W początkach bieżącego roku prasa poinformowała o skrajnie ekstremistycznych wypowiedziach rabina Josefa Ovadii, duchownego przywódcy partii Szas, trzeciej co do wielkości w izraelskim Knesecie (17 mandatów) i ważnego koalicjanta w rządzie A. Szarona. Ovadia publicznie wzywał do eksterminacji wszystkich Arabów jako nacji, akcentując, że „Bóg zemści się na nich śmiertelnie, zniszczy ich nasienie”. Ten sam rabin znany był z publicznych ataków na premiera Baraka, w których oskarżał go o zawieranie pokoju z jadowitymi „wężami” (Palestyńczykami). Rabin Ovadia twierdzi, że Bóg żałuje każdego dnia, że stworzył Arabów (wg kanadyjskiej „The Gazette. Montreal”, 7 sierpnia 2000).

Wydaje się, że ambasador Izraela Szewach Weiss właśnie w tak piętnowanej przezeń Polsce znaleźć mógłby budujące przykłady atmosfery dialogu i tolerancji. Przecież w Polsce ludzie typu Ovadii nie mieliby szans na wejście do Sejmu lub na przywództwo duchowe jakiejkolwiek liczącej się partii.

http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_57.html

Reklamy
TrackBack URI

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: