Wolna Palestyna

13/03/2011

Izrael Shahak: Żydowskie dzieje i religia – Talmud i mechanizmy obronne

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 01:17

TOTALITARNA HISTORIA

Izrael Szahak

Była wszakże jedna dziedzina, wobec której nie wolno było żydom pozostawać obojętnymi – chodzi o pisma, w których chrześcijanie atakowali wersety Talmudu i literatury talmudycznej o charakterze antychrześcijańskim, albo ogólniej, wymierzone przeciwko gojom. Warto nadmienić, że kwestie te pojawiły się w dziejach stosunków żydowsko-chrześcijańskich stosunkowo późno, bo dopiero w XIII stuleciu. (Wcześniej autorzy chrześcijańscy atakowali judaizm, posługując się bądź argumentami biblijnymi, bądź bardziej ogólnymi, i to tak, jakby byli kompletnymi ignorantami, jeśli chodzi o Talmud). Kampania chrześcijan przeciw Talmudowi została prawdopodobnie wszczęta z chwilą przejścia na chrześcijaństwo części żydów oczytanych w Talmudzie i prawdziwie zafascynowanych filozofią chrześcijańską, zwłaszcza jej arystotelesowskim (a więc uniwersalnym) charakterem.

Trzeba na wstępie przyznać, że zarówno Talmud, jak i pisma talmudyczne – choć przesiąknięte są negatywnym nastawieniem wobec nie-żydów, czym zajmiemy się obszerniej w rozdziale V – zawierają szereg szczególnie obraźliwych stwierdzeń i przypowieści skierowanych wyraźnie przeciwko chrześcijaństwu.

Przykładowo, nie szczędząc obelżywych insynuacji dotyczących życia seksualnego Jezusa, Talmud stwierdza ponadto, iż Jezus będzie za karę gotować się w piekle zanurzony w ekskrementach – takie stwierdzenie znalazło się w Talmudzie z pewnością nie po to, by pozyskać dlań sympatię pobożnych chrześcijan. Albo inny ustęp, w którym nakazuje się żydom, by palili – koniecznie w miejscu publicznym – każdy egzemplarz Nowego Testamentu, jaki wpadnie im w ręce. (Nakaz ten jest nie tylko aktualny, ale nadal praktykowany; i tak, 23 marca 1980 roku spalono w Jerozolimie, ceremonialnie i publicznie pod auspicjami Jad Le’achim, żydowskiej organizacji religijnej, subsydiowanej przez izraelskie Ministerstwo d/s Wyznań, setki egzemplarzy Nowego Testamentu).

W każdym razie, silny i dobrze przygotowany atak na judaizm talmudyczny rozpoczął się w Europie już w XIII wieku.

Abstrahując od ignoranckich kalumni i oszczerstw rzucanych przez nieoświeconych mnichów z małych prowincjonalnych miasteczek, skupmy się na serii uczonych dysput, toczonych na najznakomitszych uniwersytetach europejskich i prowadzonych w sposób na tyle uczciwy, na ile pozwalała ówczesna wiedza.

Jaka była żydowska – a raczej rabiniczna – riposta? Najprostsza polegała na użyciu od dawna wypróbowanej broni, mianowicie przekupstwa i wpływów. W owych czasach w większości krajów europejskich za pomocą łapówki można było załatwić dowolną sprawę. Zasada ta nigdzie nie była tak rozpowszechniona jak w Rzymie epoki renesansowych papieży. W 1480 roku, za panowania papieża Sykstusa IV, opublikowano „Editio Princeps” do kompletnego Kodeksu Prawa Talmudycznego oraz „Miszne Tora” Majmonidesa – księgi, w której roiło się nie tylko od obraźliwych napaści na innowierców, lecz także od napastliwych ataków wymierzonych przeciw chrześcijaństwu i samemu Jezusowi (za każdym razem po użyciu imienia Jezus autor dodawał: „Niechaj sczeźnie imię tego niegodziwca”). Warto może nadmienić, że papież Sykstus IV był człowiekiem nadzwyczaj aktywnym politycznie, mającym nieprzerwanie pilne potrzeby finansowe. (Kilka lat wcześniej opublikowano w Rzymie jedyne „pełne” wydanie „Złotego osła” pióra Apulejusza, zawierające ostre ataki na chrześcijaństwo.) Aleksander VI Borgia był pod tym względem również niezwykle liberalny.

Nawet w owej epoce, ale także i wcześniej, istniały kraje, w których od czasu do czasu wybuchały fale antytalmudycznych prześladowań. Jednakże bardziej konsekwentna i zakrojona na szerszą skalę napaść pojawiła się wraz z nadejściem reformacji i kontrreformacji, które wymusiły na chrześcijańskich uczonych większą uczciwość intelektualną, jak również lepszą znajomość hebrajskiego. Począwszy od wieku XVI, w niektórych krajach cała literatura talmudyczna, włącznie z samym Talmudem, podlegała chrześcijańskiej cenzurze. W Rosji trwało to aż do 1917 roku. Niektórzy cenzorzy, jak na przykład w Holandii, byli dość liberalni, inni znowu zawzięci i srodzy; obraźliwe wersety musiały być usuwane bądź modyfikowane.

Wszystkie współczesne studia nad judaizmem, a szczególnie te dokonywane przez żydów, wywodzą się z tamtego konfliktu, i do dziś dnia noszą wyraźnie jego ślady: kłamstwo, apologetyczne bądź napastliwe polemiki, obojętność a czasem wręcz wrogość wobec dążenia do prawdy. Prawie wszystkie tzw. żydowskie studia nad judaizmem od tamtego okresu aż po dzień dzisiejszy są polemikami z wrogiem zewnętrznym, a nie rozważaniami nad wewnętrzną naturą samego zjawiska.

Zauważmy, że takie podejście do historiografii cechowało wszystkie znane społeczeństwa (za wyjątkiem starożytnych Greków, u których pierwsi liberalni historycy atakowani byli przez późniejszych sofistów za nie dość głęboki patriotyzm!). Tak samo postępowali pierwsi historycy katoliccy i protestanccy, polemizując między sobą. Podobnie było z pierwszymi europejskimi historiami narodowymi, przesiąkniętymi do cna skrajnym nacjonalizmem i pogardą dla narodów ościennych. Jednakże prędzej czy później pojawiły się próby zrozumienia własnych adwersarzy religijnych czy narodowych, a wraz z nimi tendencje do poddawania wnikliwej krytyce pewnych ważnych aspektów własnej historii; oba te kierunki istniały równocześnie. Historiografia – jak to zgrabnie określił Pieter Geyl – powinna być „niekończącym się sporem”, a nie ciągiem wojen i konfliktów.

Prawdziwą jest tylko historiografia aspirująca do poprawności i prawdy; staje się ona dzięki temu potężnym instrumentem humanizmu i samokształcenia.

Z tego właśnie powodu współczesne reżymy totalitarne przepisują historię bądź karzą swoich historyków. Totalitarną historię pisze się niejako na zamówienie totalitarnego społeczeństwa, bo tworzenie historii totalitarnej nie odbywa się pod przymusem wywieranym z góry, lecz przeciwnie, pod presją dołu, która jest o wiele bardziej skuteczna. Coś takiego stało się właśnie z historią żydowską. Jej totalitarność stanowi dla nas podstawową przeszkodę.

MECHANIZMY OBRONNE

Jakich mechanizmów (prócz łapówek) używali żydzi do odpierania ataków na Talmud i pozostałą literaturę religijną? Można tu wymienić szereg metod, z których każda rodzi poważne konsekwencje odbijające się na aktualnej polityce Izraela. Być może częste posługiwanie się analogiami do ruchów „beginistycznych” czy „syjonistycznych” jest dla kogoś nużące, jednak uważnemu, znającemu realia Bliskiego Wschodu czytelnikowi takie skojarzenia cisną się na myśl same.

Pierwszy mechanizm, który chciałbym omówić, nazwijmy: „potajemny bunt i jawne posłuszeństwo”. Jak już zaznaczyłem, presja zewnętrzna była tak ogromna, iż wersety Talmudu, które otwarcie atakowały chrześcijaństwo bądź nie-żydów, musiały być albo usunięte, albo zmienione. A oto co w takiej sytuacji uczyniono: niektóre, te najbardziej obraźliwe fragmenty zostały rzeczywiście fizycznie usunięte z wszystkich pism publikowanych w Europie począwszy od połowy wieku XVI. W innych ustępach znajdujące się w oryginalnych manuskryptach i starodrukach, a także w wydaniach publikowanych w krajach muzułmańskich, wyrażenia takie jak: „innowierca”, „nie-żyd”, „obcy” (goy, eino yehudi, nokhri) – zostały zastąpione takimi słowami jak: „bałwochwalca”, „poganin” czy nawet Kananejczyk lub Samarytanin. Użycie tych określeń mogło być od biedy usprawiedliwione, jednakże żydowscy czytelnicy dobrze wiedzieli, że są to jedynie eufemizmy oryginalnych pojęć.

W miarę jak nasilały się ataki, obrona stawała się coraz bardziej wyszukana, co prowadziło niejednokrotnie do tragicznych skutków. W pewnych okresach rosyjskiego caratu cenzura się zaostrzała i domyśliwszy się prawdziwego znaczenia terminów zastępczych zakazywała ich używania również. W tej sytuacji władze rabiniczne zastępowały drażliwe słowa innymi, jak np: „Arab” czy „muzułmanin” (w języku hebrajskim słowo Yishma’eli oddaje oba znaczenia) albo niekiedy „Egipcjanin”, spodziewając się, i słusznie, że carski cenzor nie dopatrzy się w nich niczego zdrożnego. Równocześnie w formie manuskryptu krążyły w obiegu wykazy „Talmudycznych przeoczeń”, w których wyjaśniano prawdziwe znaczenie nowych pojęć i wskazywano wszystkie „przeoczenia”. Strona tytułowa każdego tomu literatury talmudycznej poprzedzona była oświadczeniem, w którym zastrzegano uroczyście, czasem wręcz pod przysięgą, że wszelkie obraźliwe epitety znajdujące się w piśmie skierowane są wyłącznie przeciwko „bałwochwalcom” starożytnym bądź wymarłym już plemionom Kananejczyków, w żadnym jednak wypadku nie są one wymierzone przeciwko „ludziom, których ziemię teraz zamieszkujemy”. Wkrótce po podbiciu Indii przez Brytyjczyków rabini wpadli na przebiegły pomysł i zaczęli głosić, iż wszelakie określenia odbierane jako obraźliwe używane są wyłącznie w odniesieniu do Hindusów. Za chłopców do bicia służyli także niekiedy australijscy Aborygeni.

Widać więc jasno, że od początku do końca były to rozmyślne kłamstwa. Po ustanowieniu Izraela, gdy rabini poczuli się już bezpiecznie, wszystkie te szkalujące i obraźliwe wersety zostały bez wahania przywrócone we wszystkich nowych edycjach pism. (W związku z ogromnymi kosztami, jakich wymaga druk nowych wydań, znaczną część literatury talmudycznej, jak również sam Talmud przedrukowywuje się ze starych edycji. Z tego właśnie powodu wydano w Izraelu popularną, a więc tanią wersję „Talmudycznych przeoczeń”, zatytułowaną „Hesronot Szas”). W ten sposób można bez skrępowania czytać – a żydowskie dzieci są tego uczone w szkołach – wersety, w których nakazuje się, by każdy żyd przechodząc obok cmentarza, na którym znajdują się groby żydów, wypowiadał słowa błogosławieństwa, przeklinając równocześnie od najgorszych matki spoczywających na cmentarzu nie-żydów. W starych wydaniach przekleństwo było pominięte, albo zastępowano je jakimś synonimem określenia „nie-żyd”. W nowej izraelskiej edycji pod redakcją rabina Adina Steinsalza (do której dołączono objaśnienie po hebrajsku i przypisy do aramejskiej części tekstu, aby szkolni uczniowie nie mieli żadnych wątpliwości) przywrócono niedwuznaczne pojęcia „goj” i „obcy”.

Pod wpływem nacisków z zewnątrz rabini chytrze usunęli lub zmodyfikowali pewne wersety, nie zmieniając jednak ich oryginalnego znaczenia. Jest faktem niezbitym, i o tym muszą pamiętać wszyscy, żydzi i nie-żydzi, że na przestrzeni wielu wieków nasze totalitarne społeczeństwo stworzyło barbarzyński, wręcz nieludzki sposób zatruwania umysłów swoich własnych członków, i pod tym względem nic się do dzisiaj nie zmieniło. (Nie da się tego postępowania wytłumaczyć wyłącznie reakcją na antysemityzm i prześladowania żydów; są to nikomu niepotrzebne akty barbarzyństwa, popełniane przez jednych ludzi wobec innych. Pobożny żyd, który przyjechał po raz pierwszy, powiedzmy, do Australii, przechodząc, dajmy na to, obok cmentarza dla Aborygenów musi – gdyż jest to jego obowiązkiem wobec Boga – przekląć matki pochowanych tam ludzi).

Bez uświadomienia sobie tych ważnych faktów społecznych wszyscy stajemy się współwinnymi oszustwa i współsprawcami procesu zatruwania umysłów, tak obecnego, jak i przyszłych pokoleń, biorąc na siebie wszystkie tego konsekwencje.

OSZUSTWO TRWA

Współcześni uczeni judaiści nie tylko te oszustwa kontynuują, lecz na dodatek przy użyciu wypróbowanych metod rabinicznych „udoskonalają”, zarówno gdy chodzi o ich zuchwałość, jak i stopień zakłamania. Pominę tutaj różne historyczne wywody na temat antysemityzmu, jako nie warte poważnych rozważań, podam zaś trzy przykłady szczegółowe i jeden ogólny współcześnie dokonywanych oszustw.

W 1962 roku opublikowana została część wspomnianego uprzednio kodeksu Majmonidesa, nazywana Księgą Wiedzy. Zawiera ona podstawowe zasady żydowskiej wiary i praktyki.

Księga ta ukazała się w wydaniu dwujęzycznym – na jednej stronie znajduje się tekst hebrajski, na sąsiedniej jego angielskie tłumaczenie. Tekst hebrajski odtworzony został w jego oryginalnym brzmieniu, włącznie z nakazem eksterminacji niewiernych żydów: „Obowiązkiem jest tępienie ich własnymi rękoma”.

W tłumaczeniu angielskim tekst ten został nieco zmiękczony i brzmi następująco: „Obowiązkiem jest poczynić wszelkie możliwe kroki, aby ich zniszczyć”. Dalej tekst hebrajski podaje listę tych, których należy rozumieć pod pojęciem „niewiernych”, a którzy mają zostać wytępieni: „Jezus z Nazaretu i jego uczniowie, oraz Tzadoq i Baitos, wraz ze swoimi uczniami, niechaj imię tych niegodziwców zniknie z powierzchni ziemi”. W angielskim przekładzie na stronie obok nie ma w ogóle tego zdania. Co więcej, pomimo iż książka ta cieszy się w kręgach uczonych z krajów anglojęzycznych znaczną popularnością, i żaden z nich, o ile mi wiadomo, nie zaprotestował przeciwko temu jawnemu fałszerstwu.

Drugi przykład pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, i znowu chodzi o angielski przekład księgi Majmonidesa, który, jak wiadomo, prócz zajmowania się kodyfikacją Talmudu, parał się filozofią, i jego Przewodnik błądzących jest słusznie uważany za jedną z najważniejszych prac na temat żydowskiej filozofii religijnej i dzięki temu szeroko znany nawet dzisiaj. Tak się niefortunnie składa, że Majmonides nie tylko miał niechętny stosunek do chrześcijan i nie-żydów, lecz był także rasistą występującym przeciwko Czarnym. Pod koniec swego „Przewodnika” w jednym z głównych jego rozdziałów (część III, rozdział 51) Majmonides opisuje, jak to poszczególne ludy i narody mogą uzyskać (bądź nie) prawdziwe błogosławieństwo Boże. Pośród tych, którzy nie zasługują na taki zaszczyt, są:

Niektórzy Turkowie, to jest przedstawiciele rasy mongolskiej i nomadzi z północy, a także Czarni i nomadzi z południa, oraz ci, którzy żyją w naszym klimacie, lecz są do nich podobni. Z usposobienia przypominają pozbawione mowy zwierzęta, i moim zdaniem nie zasługują oni na miano istot ludzkich. Ich prawdziwe miejsce na tym świecie znajduje się gdzieś poniżej ludzi, a powyżej małp, bowiem z wyglądu bardziej podobni są do człowieka niż do małpy.

Co zrobić z takim wersetem, zamieszczonym w najważniejszym, najbardziej fundamentalnym piśmie judaizmu? Spojrzeć prawdzie w oczy i ponieść tego konsekwencje? Boże broń! Przyznać (tak jak by to zrobiła w podobnych okolicznościach większość uczonych chrześcijańskich), że najwyższe autorytety żydowskie miały nienawistny stosunek do Murzynów, i w ten sposób starać się skorygować ich punkt widzenia? Nic podobnego! Mogę sobie nawet wyobrazić, jak żydowscy uczeni z USA naradzali się w tej sprawie między sobą, „Coś powinniśmy zrobić – chodzi o to, że znajomość hebrajskiego wśród amerykańskich żydów jest coraz gorsza, książka więc musi się ukazać w tłumaczeniu angielskim.”

Nie wiem, czy to na drodze konsultacji, czy z czyjejś indywidualnej inicjatywy, znaleziono „idealne” rozwiązanie: w popularnym tłumaczeniu Przewodnika dokonanym przez Friedlandera, które po raz pierwszy ukazało się w 1925 roku i od tego czasu było wielokrotnie wznawiane, także w wydaniach kieszonkowych, hebrajskie słowo oznaczające Murzynów zostało zwyczajnie „zangielszczone” i po transliteracji wygląda ono tak: Kushites.

Słowo to dla osób nie posługujących się hebrajskim, jak również dla tych, którym rabini nie udzielili specjalnego „ustnego” objaśnienia, nie znaczy nic. Przez te wszystkie lata nikt nie zakwestionował ani tego oszustwa, ani jego społecznych konsekwencji – pomyśleć, że działo się to w czasach całej tej ekscytacji kampanią Martina Luthera Kinga, popieraną nie tylko przez rabinów, ale i inne czołowe osobistości żydowskie, a przecież przynajmniej niektórzy z nich musieli być świadomi rasistowskiego, antymurzyńskiego nastawienia obecnego w ich żydowskiej tradycji.

Można więc dojść do logicznego wniosku, że albo popierający Martina Luthera Kinga rabini byli rasistami i popierali go taktycznie, w „żydowskim interesie” (pragnąc, aby amerykańscy Murzyni udzielili z kolei poparcia żydom i Izraelowi), albo byli zdeklarowanymi hipokrytami, na poły schizofrenikami, zdolnymi do błyskawicznego przechodzenia ze stanu wściekłej nienawiści rasowej do stanu głębokiego zaangażowania w walkę z rasizmem – tam i z powrotem, tam i z powrotem…

Trzeci przykład pochodzi ze znacznie mniej uczonej – i z tego właśnie powodu szalenie popularnej – pracy Leo Rostena „Radości jidysz”. Napisana z sercem, opublikowana po raz pierwszy w USA w 1968 roku, miała od tego czasu wiele wznowień, w tym kilka w wydawnictwie Penguin. Jest to rodzaj słownika języka jidysz, zawierającego słowa często używane przez żydów, a nawet nie-żydów, w krajach anglojęzycznych. Każde hasło opatrzone jest szczegółową definicją, mniej lub bardziej zabawną anegdotą ilustrującą jego użycie, a także etymologią wyjaśniającą, z jakiego języka dane słowo przedostało się do jidysz oraz co w tym oryginalnym języku oznacza. Hasło szajgec, oznaczające w podstawowym znaczeniu „nieżydowskiego chłopca lub młodego mężczyznę”, jest wyjątkiem: w miejscu, gdzie powinna być podana jego etymologia, napisano tajemniczo „pochodzenia hebrajskiego”, bez podania oryginalnej pisowni i znaczenia w tym języku. Jednakże pod słowem sziksa – żeński odpowiednik szajgec – autor podaje oryginalne słowo z hebrajskiego szekec oraz jego pierwotne hebrajskie znaczenie: „skaza, plama”. Jest to obrzydliwe kłamstwo, wie o tym każdy mówiący po hebrajsku.

Współczesny słownik hebrajsko-angielski Megiddo, opublikowany w Izraelu, definiuje znaczenie słowa szekec prawidłowo, jako „brudne zwierzę; ohydna kreatura, paskudztwo (prawidłowa wymowa: szajgec), łajdak, kanalia, niegrzeczny smarkacz; młodociany goj”.

I wreszcie przykład ostatni, najbardziej ogólny, a przez to chyba bardziej poruszający niż poprzednie. Dotyczy on stanowiska ruchu chasydzkiego wobec nie-żydów. Chasydyzm jako ruch będący kontynuacją (i deprecjacją!) żydowskiego mistycyzmu jest wciąż ruchem żywym, mającym setki tysięcy wyznawców, fanatycznie oddanych swym „świętym rabinom”, z których spora część uzyskała w Izraelu bardzo wpływową pozycję polityczną, zarówno wśród liderów partii politycznych, jak i – może nawet jeszcze bardziej – w dowództwie izraelskiej armii.

A zatem w jaki sposób ruch ten odnosi się do gojów? Jako przykładem posłużmy się tu fundamentalną księgą ruchu Habbad, jednego z najważniejszych odłamów chasydyzmu, zatytułowaną Hatanja. Według tej księgi wszyscy nie-żydzi są stworami na wskroś szatańskimi, „w których nie ma nic dobrego”. Nawet embrion żyda różni się jakościowo od embrionu goja. Samo istnienie nie-żydów nie ma najmniejszego sensu, podczas gdy wszystko, co zostało stworzone na Ziemi, ma służyć wyłącznie dobru żydów.

Księga ta rozeszła się w ogromnym nakładzie, a zawarte w niej poglądy są nadal propagowane w licznych rozprawach spadkobiercy „Fuhrera z Habbadu”, tak zwanego rabina z Lubawicza, M. M. Schneurssohna, który ze swej nowojorskiej kwatery przewodzi tej potężnej Światowej organizacji. Poglądy te szerzone są wśród społeczeństwa Izraela, głównie poprzez system szkolnictwa i wojsko. (Zdaniem Szulamita Aloni, członka Knesetu, propaganda Habbadu nasiliła się szczególnie w marcu 1978 roku, w okresie poprzedzającym izraelską inwazję na Liban. Jej celem było nakłonienie izraelskich lekarzy i pielęgniarek, by nie udzielali pomocy medycznej rannym nie-żydom. To przypominające czasy nazizmu zalecenie dotyczyło nie tylko Arabów czy Palestyńczyków, lecz wszystkich nie-żydów, czyli goyim.)

Gorącym zwolennikiem Habbadu był eks-prezydent Izraela Szazar, który podobnie jak wielu innych czołowych polityków amerykańskich oraz izraelskich (pod wodzą premiera Begina) otwarcie i z zapałem ruch ten popierał. Dzieje się tak pomimo wyjątkowej niepopularności rabina z Lubawicza, którego w Izraelu mocno krytykuje się m.in. za to, że odmawia kategorycznie przyjazdu do Ziemi Świętej, nawet na krótko, pozostając z jakichś tajemniczych i „mesjanistycznych” powodów w Nowym Jorku, gdzie znany jest powszechnie ze swego antymurzyńskiego nastawienia.

Otwarte poparcie dla Habbadu ze strony wielu czołowych postaci politycznych zawdzięczać należy – pomimo tych pragmatycznych trudności – obłudzie i zakłamaniu niemal wszystkich autorów prac na temat chasydyzmu i jego odłamu Habbad, zwłaszcza zaś tych, którzy pisali bądź piszą w języku angielskim. Przemilczają oni jaskrawe dowody ze starych tekstów chasydzkich, a także wynikające zeń ich współczesne implikacje polityczne. Rzuca się to w oczy nawet przypadkowemu czytelnikowi izraelskiej prasy hebrajskojęzycznej, na której łamach wspomniany rabin i inni przywódcy chasydzcy publikują nieustannie przepojone nienawiścią nawoływania do krucjaty przeciwko Arabom.

Głównym mistyfikatorem, i zarazem doskonałym przykładem skuteczności stosowania kłamstwa, jest Martin Buber. Jego liczne publikacje są jedną wielką pochwałą całego ruchu chasydzkiego (włącznie z Habbadem), bez żadnej wzmianki o tym, jak prawdziwa doktryna chasydyzmu odnosi się do nie-żydów.

Zbrodnia fałszerstwa jest tym większa z uwagi na fakt, iż Buberowska pochwała chasydyzmu opublikowana została po raz pierwszy w Niemczech w okresie narastania niemieckiego nacjonalizmu i dochodzenia nazistów do władzy. Buber z jednej strony ostentacyjnie krytykował nazizm, z drugiej zaś sam gloryfikował ruch wyznający i nauczający podobnej doktryny – równie wrogiej wobec nie-żydów jak ideologia nazistowska wobec żydów. Można się spierać, czy w związku z tym, że siedemdziesiąt albo pięćdziesiąt lat temu chasydzcy żydzi byli ofiarami, powinno im się wybaczać te „niewinne kłamstewka”.

Jednakże konsekwencje owych „kłamstewek” są nieobliczalne. Prace Bubera zostały przetłumaczone na hebrajski, uczyniono z nich potężne narzędzie hebrajskiego systemu edukacji w Izraelu, wzmocniły one władzę i wpływy „żądnych krwi” liderów chasydzkich, a tym samym w istotny sposób przyczyniły się do powstania w tym kraju szowinizmu i nienawiści wobec nie-żydów.

Myśląc o tysiącach rannych, którzy zmarli tylko dlatego, że sanitariuszki izraelskiej armii – właśnie pod wpływem propagandy chasydzkiej – odmówiły ich ratowania, pamiętajmy, że brzemię tej śmierci leży także na barkach Martina Bubera.

Muszę podkreślić, że w swych pochwałach pod adresem chasydyzmu nie miał Buber pośród żydowskich uczonych sobie równego, zwłaszcza wśród autorów piszących po hebrajsku (albo niegdyś w jidysz) czy nawet w innych językach europejskich, tyle że dla odbiorców żydowskich. Był taki okres, kiedy w interesie samych żydów chasydyzm dość mocno, i to w sposób uzasadniony, krytykowano. Krytyka ta dotyczyła głównie mizoginizmu (bardziej nawet skrajnego niż u ortodoksyjnych żydów), folgowaniu sobie w używaniu alkoholu, fanatycznego wręcz kultu „Świętych rabinów”, cadyków, którzy od swych zwolenników wyciągali pieniądze, ich chorobliwej przesądności, a także paru i innych brzydkich cech. Jednakże kłamliwy i sentymentalny romantyzm Bubera trafił na wyjątkowo podatny grunt, zwłaszcza w USA i Izraelu, ponieważ współgrał z nutą totalitarnego podziwu dla „wszystkiego, co prawdziwie żydowskie”, a także dlatego, że pewne koła lewicowe, na które Buber miał ogromny wpływ, przyswoiły sobie jego punkt widzenia.

Buber nie był w swych poglądach osamotniony, choć w mojej opinii był prawdziwym mistrzem propagowania zła. Nikt też nie miał takiego wpływu na innych jak on. Był na przykład taki Jehezkiel Kaufman, wpływowy socjolog i biblista, zwolennik ludobójstwa na podobieństwo tego, które opisano w Księdze Jozuego; był filozof idealista Hugo Szmuel Bergman, który jeszcze w latach 1914- 15 orędował „Za wysiedleniem Palestyńczyków do Iraku”, było wielu innych. Wszyscy ci na pozór „pokojowo” nastawieni osobnicy posługiwali się ideologiami, którymi można było manipulować w najbardziej antyarabski sposób. Wszyscy mieli skłonności do pewnego typu religijnego mistycyzmu, który wręcz zachęca do szerzenia kłamstwa.

Wszyscy wydawali się przyzwoitymi, łagodnymi ludźmi, którzy nawet propagując ludobójstwo, rasizm czy wysiedlanie całych narodów, sprawiali przy tym wrażenie istot niezdolnych do skrzywdzenia muchy; dlatego właśnie skutki ich działalności są tak dotkliwe.

Tej gloryfikacji antyhumanizmu, głoszonej nie tylko przez rabinów, lecz również przez ludzi uważanych za największe autorytety naukowe w dziedzinie judaizmu, trzeba się ostro przeciwstawić. Tym współczesnym spadkobiercom fałszywych proroków i nieuczciwych duchownych – nawet jeśli mielibyśmy ściągnąć na siebie wrogość wszystkich mieszkańców Izraela i większości żydów z krajów takich jak Stany Zjednoczone – należy przypominać ostrzeżenie Lukrecjusza, że nawet pomimo tego, co głoszą przywódcy religijni, trzeba zachować wierność własnym sądom: Tantum religio potuit suadere malorum (Religia też może spowodować wiele zła).

Religia, wbrew słowom Marksa, nie zawsze jest opium dla ludu, niekiedy jednak może się nim stać, gdy wykorzystuje się ją do niecnych celów, wypaczając i fałszując jej prawdziwą naturę. Uczonych i duchownych, którzy się takiego zadania podejmują, porównać można do przemytników opium.

Powyższa analiza prowadzi do innej, znacznie ogólniejszej konkluzji na temat najskuteczniejszych i najstraszliwszych środków służących czynieniu zła, popełnianiu oszustw i fałszerstw oraz – bez brudzenia sobie nimi rąk – demoralizowaniu całego narodu i nakłanianiu go do represjonowania i mordowania innych ludzi. (Nie ma wątpliwości, że za najokropniejsze zbrodnie popełniane na Zachodnim Brzegu Jordanu odpowiedzialny jest żydowski fanatyzm religijny.)

Większości z nas najgorszy totalitaryzm kojarzy się z przymusem fizycznym. Wniosek ten wypływa poniekąd z lektury książki Orwella Rok 1984, w której przedstawiony jest właśnie taki system.

Moim zdaniem jest to pogląd ze wszech miar chybiony. Rację zaś ma Izaak Asimov, w którego powieściach science-fiction najgorszą formą opresji jest (zawsze) przymus wewnętrzny, psychiczny.

Ta forma opresji jest dla natury ludzkiej najbardziej niebezpieczna.

W odróżnieniu od uległych akademików z okresu stalinizmu, rabinom – a tym bardziej grupie krytykowanych tu uczonych, a także towarzyszącej im armii cichych popleczników, takich jak pisarze, dziennikarze, działacze społeczni, którzy prześcigają ich w kłamstwach – nie grozi wcale śmierć czy pobyt w łagrze, lecz co najwyżej presja społeczna. Kłamią z pobudek patriotycznych, uważając, że oszukiwanie jest ich obowiązkiem, bronią bowiem w ten sposób interesu żydowskiego. Są więc „kłamcami patriotycznymi” i ten sam „patriotyzm” każe im milczeć w obliczu dyskryminacji czy prześladowań Palestyńczyków.

Skupmy się teraz na innym przypadku grupowej lojalności.

Jej istota polega na tym, ze pochodzi ona niejako „z zewnątrz”, spoza grupy, przez co może być jeszcze bardziej szkodliwa. Bardzo wielu nie-żydów (w tym również chrześcijańscy duchowni i ludzie świeccy, a także marksiści z rozmaitych ugrupowań) utrzymuje, iż jednym ze sposobów „odpokutowania” za prześladowanie żydów jest nie tylko przemilczanie popełnianego przez nich zła, ale co więcej, uczestniczenie w owych „niewinnych kłamstewkach”. Stąd jakiekolwiek protesty przeciwko dyskryminacji Palestyńczyków bądź wskazywanie na te fragmenty żydowskiej religii czy przeszłości, które są sprzeczne z „przyjętą wersją”, spotykają się z brutalnymi oskarżeniami o antysemityzm (zaś w przypadku żydów – o „nienawiść do samych siebie”).

Oskarżycielami, i to znacznie bardziej zaciekłymi, nie są tym razem żydzi, lecz ich nieżydowscy przyjaciele. To właśnie dzięki istnieniu tych grup, szczególnie w USA (a także w innych krajach anglojęzycznych), oraz dzięki ich ogromnym wpływom udaje się rabinom i innym uczonym żydowskim propagować kłamstwa judaizmu nie tylko bez najmniejszego sprzeciwu, lecz wręcz z ich pomocą i przyzwoleniem.

Wielu dotychczasowych zdeklarowanych przeciwników stalinizmu znalazło sobie nowego „idola”, jakim jest żydowski rasizm i fanatyzm religijny; popierają go z większą żarliwością i zakłamaniem niż zwolennicy stalinizmu popierali niegdyś system totalitarny w ZSRR. Jakkolwiek zjawisko ślepego, iście „stalinowskiego” poparcia dla wszelkiego zła, byle tylko było ono pochodzenia żydowskiego, zaczęło znacznie przybierać na sile od 1945 roku, a więc od momentu ujawnienia całej prawdy o eksterminacji żydów, nie znaczy to jednak, że wtedy właśnie powstało. Przeciwnie, ma ono swoją długą historię, sięgającą czasów tworzenia się kręgów socjaldemokracji.

Przyjacielem Marksa z okresu młodości był niejaki Mojżesz Hess, jeden z czołowych socjalistów niemieckich, człowiek powszechnie znany i szanowany, podający się otwarcie za żydowskiego rasistę. Opublikowane w 1858 roku jego rozważania o „czystej rasie żydowskiej” znakomicie przystają do podobnych bredni na temat „czystej rasy aryjskiej”. Jednakże walczący z niemieckim rasizmem niemieccy socjaliści, gdy chodziło o rasizm żydowski, nabierali wody w usta.

W 1944 roku, w czasie najgorętszych zmagań z Hitlerem, brytyjska Partia Pracy opracowała plan wysiedlenia Palestyńczyków z Palestyny, podobny do tego, który wcześniej (około 1941 roku), tyle że w odniesieniu do żydów, stworzył Hitler.

Plan ten przyjęty został pod naciskiem żydowskich członków kierownictwa Partii Pracy, z których wielu z taką „kumoterską” gorliwością popierało interesy izraelskie, że blednie przy nich fanatyczne, równie „kumoterskie” poparcie, jakiego niektórzy konserwatyści udzielali swego czasu rasistowskiemu reżymowi Iana Smitha.

Tabu dotyczące stalinizmu było na brytyjskiej lewicy silniejsze niż na prawicy, i pewnie dlatego nie protestowała ona, gdy Partia Pracy poparła rząd Begina.

W Stanach Zjednoczonych sytuacja jest podobna, przy czym amerykańscy liberałowie są znacznie groźniejsi.

Nie ma tu miejsca na omawianie wszystkich konsekwencji politycznych takiego stanu rzeczy, co nie znaczy, że nie należy o nich mówić; w naszych zmaganiach z rasizmem i religijnym fanatyzmem żydowskim największym wrogiem są nie tylko żydowscy rasiści (i ci, którzy go stosują), lecz również ci nie-żydzi, których określa się w pewnych kręgach – moim zdaniem zupełnie zresztą bezpodstawnie – „postępowcami”.

Izrael Szahak – Żydowskie dzieje i religia

Reklamy

1 komentarz

  1. […] za swoje grzechy topi się wiecznie we …. „wrzących ekskrementach” (zob. też: Izrael Shahak: Żydowskie dzieje i religia – Talmud i mechanizmy obronne). Nienawiść fanatyków do Jezusa jest tak potworna, że potrafią publicznie nasikać na Jego […]

    Polubienie

    Pingback - autor: Syjonistyczna wojna z chrześcijaństwem « Monitor Polski — 24/12/2013 @ 21:24


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: