Wolna Palestyna

26/01/2011

Hitler założycielem Izraela – Wstęp

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 21:19

W 1973 roku na pewnej wyspie na Atlantyku spotkałem oficera sztabowego, z którym 30 lat wcześniej brałem udział w oblężeniu Leningradu – wraz z przedstawicielami wielu innych narodów europejskich. Jego rodzice, wiedeńscy Żydzi odbywający w momencie wybuchu I Wojny Światowej podróż morską, zostali na tej wyspie internowani a potem osiedlili się na niej na stałe.

Kiedy whisky wypita w kasynie koszar piechoty rozwiązała języki, zapytałem mego towarzysza: „Amigo, jak ty czystej krwi Żyd, możesz nosić na swojej piersi ordery i odznaczenia ze swastyką?” Na co on odpowiedział czysto wiedeńskim dialektem: „No, poskrob no kiedyś po Hitlerze, to zobaczysz, że wyjdzie na wierzch taki sam wiedeński Żyd jak ja”.

W dwa tygodnie później małym włoskim frachtowcem udałem się do Buenos Aires. W kawiarniach i prywatnych mieszkaniach rozmawiałem z kilkoma Żydami, których w tym mieście żyje około miliona. Podczas wieczornej popijawy w Chaco od tzw. zbrodniarzy wojennych usłyszałem: „Hitler austriackim mieszańcem żydowskim? Boże zlituj się! To przecież Eichmann, którego tu złapali, był czystej krwi Żydem”.

Kiedy później w Andach wykształcona, żydowska antysyjonistka wykrzyknęła w mojej obecności ze złością: „Ten Ben Gurion to drugi Hitler!”, postanowiłem rzeczywiście „poskrobać po Hitlerze” i dowiedzieć się, czy istnieje jakiś związek pomiędzy niewyjaśnionym do końca pochodzeniem Hitlera, a utworzeniem państwa Izrael, którego nie było przez dwa tysiące lat i które powstało nagle dokładnie w trzy lata po śmierci Hitlera.

Trzeba być bardzo pewnym swoich racji, by tak jak to czyni Maser, uznawany za niemieckiego „papieża” w dziedzinie badań nad Hitlerem, uznać tę kwestię za rozwiązaną: wszyscy przodkowie Hitlera, który, będąc raczej wyjątkową koncentracją przebiegłości, energii i inteligencji, odcisnął swe piętno na historii świata, byli według Masera, skromnymi prowincjuszami pochodzącymi z okolicy zwanej Waldviertel i nie ma tu żadnych niejasności czy komplikacji, gdyż wątpliwości w kwestii żydowskiego pochodzenia nieślubnego dziadka Hitlera nazwiskiem Frankenberger zostały wyjaśnione przez trzech analfabetów: Romedera, Breitenedera i Paukha, i przez dokument opatrzony krzyżykami, ale bez wymaganego podpisu proboszcza. Czyż Hitler nie powiedział swemu prawnikowi Hansowi Frankowi (zresztą synowi żydowskiego adwokata z Brambergu), że od swojej babki Anny Schicklgruber wie na pewno, iż jej syn Alois, ojciec Hitlera, nie jest owocem jej związku z Żydem Frankenbergerem? Dlaczego w takim razie ów Frankenberger przez 14 lat płacił na nieślubnego Aloisa? Co zaś się tyczy opowiadania Hitlera o jego babce, to należy wziąć pod uwagę fakt, że kiedy się urodził, ona dawno już nie żyła.

Maser, który przyznaje, że „o fuehrerze Wielkich Niemiec nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa”, dochodzi do następującego wniosku: „Hitler wiedział, iż od końca 1941 roku (koniec błyskawicznych zwycięstw w moskiewskim śniegu i równoczesne przystąpienie USA do wojny) tylko dlatego każe walczyć i umierać, aby odwlec decyzję o samobójstwie”.

To dalece fałszywy wniosek. Bowiem dokładnie w tym momencie, kiedy wojna stała się wojną na dwa fronty, co stało się przyczyną klęski, Hitler wezwał do siebie najbliższego człowieka Reinharda Tristana Eugena Heydricha, którego ojciec nazywał się Suess i o którym Reichsfuehrer SS Himmler powiedział, że „przezwyciężył w sobie Żyda”. Hitler zlecił szefowi policji Hendrichowi tzw. ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej. I tylko dzięki zniszczeniu żydowskiej egzystencji, stare marzenie o „stworzeniu ojczyzny dla całego narodu żydowskiego” – spełniło się kilka lat później.

Genealogiczne dociekania Masera spotkały się z gwałtownym sprzeciwem nowej gwiazdy w dziedzinie badań nad Hitlerem, Joachima Festa, który w rok później stwierdził: „Maser nie może oczywiście udowodnić swojej tezy. Mimo to nadaje swoim argumentom formę dowodów. Równie wątpliwe są wszystkie jego inne argumenty”. Po tym całkowicie słusznym stwierdzeniu, cała sprawa staje się nagle dla Festa zupełnie prosta: „Zresztą w tym kontekście kwestia, kto był dziadkiem Hitlera jest naprawdę drugorzędna”. Całą kwestię żydowskiego pochodzenia uznaje Fest za nie wartą zainteresowania. W tym miejscu należy zgłosić stanowczy protest. Niewiele zrozumie z historii XX wieku, nie pojmie okoliczności powstania państwa Izrael i tego wszystkiego, co nastąpiło potem ten, kto nie chce zajmować się ojcem Hitlera mającego przypuszczalnie pochodzenie w połowie żydowskie, którego fuehrer uważał za „alkoholika” i którego „strasznie się wstydził zmuszony wyciągać go z zadymionych i obskurnych knajp”. Nie będziemy mogli zrozumieć postępowania Hitlera, jeśli nie uwzględnimy jego bezgranicznej nienawiści, jaką darzył swoich pobratymców.

Niekochany i zapewne znienawidzony ojciec oraz pochodzący z nieprawego łoża dziadek są głównymi postaciami pozwalającymi zrozumieć późniejszego Hitlera. Jego doświadczenia z Żydami w Wiedniu, a potem w okresie I wojny światowej i w monachijskiej Republice Rad są tylko dodatkowym potwierdzeniem spełniającym rolę ornamentu.

Po 150 latach nie da się w sposób bezdyskusyjny udowodnić, że Żyd Frankenberger był dziadkiem Hitlera ze strony ojca. Ale jest rzeczą absolutnie pewną, że Hitler wiedział o pieniądzach, jakie Frankenberger płacił na utrzymanie jego ojca Aloisa. Równie pewne jest to, że lęk przed posiadaniem dziadka Żyda nie opuszczał go przez całe życie wpływając w ogromnym stopniu na wszystkie jego działania.

W przeciwieństwie do wielu historyków nie przeceniam wagi wywiadowczych i urzędowych dokumentów, z których wiele zniszczonych zostało przez jednych po 1933 roku i przez drugich po roku 1945. Wiele też zostało ukrytych lub sfałszowanych. Posługując się zdrowym rozsądkiem analizuję osobiste wspomnienia i wrażenia wiarygodnych świadków, obojętnie czy są to ludzie starzy, Żydzi czy tzw. zbrodniarze wojenni. Literatura przedmiotu zawarta w przypisach pozwoli czytelnikowi wyrobić sobie własny sąd o przedstawionych wydarzeniach.

Pewien nowojorski sędzia po długim procesie krzyknął z wściekłością do oskarżonej, którą właśnie uniewinnił: „Nie życzę sobie Pani, Dziękuję Panu Panie Sędzio. Brakowało tylko jednego ogniwa w łańcuchu dowodów, aby Panią skazać za zamordowanie męża!” Nie jestem aż takim skrupulantem.

Do 1933 roku otwarcie pisano i mówiono o przypuszczalnym żydowskim pochodzeniu Hitlera. Jego związki z kobietami żydowskiego pochodzenia były przedmiotem żartobliwej krytyki. Po 1933 roku zaczęto w Niemczech traktować tę sprawę coraz bardziej ostrożnie, a za granicą dyskretniej. Po 1945 roku żaden ze zwycięzców dokonujących „re-edukacji” narodu niemieckiego nie zdradzał najmniejszej nawet chęci, by choć słówkiem wspomnieć o udziale Żydów w żydowskim nieszczęściu.

Udział Żydów w realizacji zrodzonego w Wiedniu młodzieńczego marzenia Hitlera, aby uczynić Europę „judenfrei” poprzez utworzenie w arabskiej Palestynie państwa żydowskiego, jest dziś uparcie i celowo tuszowany zarówno przez starych narodowych socjalistów jak i syjonistów czyli, by tak rzec, nazionistów. W tych kręgach nikt nie rozważa możliwości, że Hitler wcale nie był narodowym socjalistą, lecz zdradził tę szlachetną ideę, która narodziła się w okopach I Wojny Światowej i przy pomocy różnych krętactw podporządkował ją swej nienawiści do pobratymców czyniąc z niej narzędzie swej antyżydowskiej obsesji.

Nietrudno udowodnić, że ideologia narodowego socjalizmu sama w sobie nie jest i być nie musi antyżydowska. Wystarczy przypomnieć wydarzenia w Argentynie w 1973 roku. Wówczas to Peron powróciwszy do władzy mówi otwarcie czego chce, a jego zwolennicy piszą na murach: „socialismo nacional”. Najważniejszym ministrem Perona próbującym wyciągnąć gospodarkę z bagna, w które wepchnęli ją wojskowi, był „premier ds. gospodarczych” Ber Gelbard – Żyd urodzony w Polsce.

Nieszczęśliwe połączenie osobistej „psychozy nienawiści”, na którą cierpiał Hitler, z jego przeżyciami w okresie rządzonej przez Żydów Republiki Rad w Monachium sprawiło, że kiełkujący po I Wojnie Światowej w Niemczech narodowy socjalizm przyjął zwyrodniałą formę ideologii rasowej.

Badając kwestię mordów na Żydach, które są faktem historycznym, zobaczymy, że wśród tych, którzy ich dokonywali, trudno jest znaleźć ludzi nie mających żydowskiego pochodzenia, żeby wymienić choćby trzech namiestników na Wschodzie: Heydricha, Franka i Rosenberga.

Na końcu tej książki zamieszczone są fotografie trzech głównych sprawców, których oczy, nos i usta są czysto żydowskie. To właśnie oni – Hitler, Heydrich i Eichmann – chcąc lub nie chcąc, w największym stopniu przyczynili się do powstania państwa Izrael. Zdjęcia pochodzą z okresu, gdy mieli po około 40 lat, a więc byli dojrzałymi mężczyznami. Pierwszy z nich powiedział nad trumną drugiego: „Jako przywódca partii i Rzeszy Niemieckiej, nadaję ci, drogi towarzyszu Heydrich, najwyższy rangą order niemiecki”.

Czytelnik musiałby długo szukać, by znaleźć niezwykle pouczającą, a prawie całkowicie niedostępną na rynku księgarskim książkę „Zanim przyszedł Hitler” (1964), której autorem jest niemiecko-żydowski wykładowca akademicki Dietrich Bronder. Pisze on co następuje: „żydowskiego pochodzenia lub spokrewnieni z żydowskimi rodzinami byli: fuehrer i kanclerz Rzeszy Adolf Hitler; jego zastępcy: minister Rzeszy Rudolf Hess i marszałek Rzeszy Hermann Goering; Gregor Strasser, dr. Josef Goebbels, Alfred Rosenberg, Hans Frank i Henrich Himmler; ministrowie Rzeszy von Ribbentrop (który niegdyś wypił bruderszaft ze słynnym syjonistą, zmarłym w 1952 roku pierwszym prezydentem Izraela Chaimem Weizmannem) i von Keudell; gauleiterzy Globocznik (tępiciel Żydów), Jordan i Wilhelm Kube; wysocy funkcjonariusze SS Reinhard Heydrich, Erich von dem Bach-Zalewski i von Keudell II; bankierzy i sponsorzy Hitlera przed 1933 rokiem Ritter von Stauss (wiceprzewodniczący Reichstagu) i von Stein; feldmarszałek i sekretarz stanu Milch, podsekretarz stanu Gauss; starzy towarzysze partyjni Hanffstaengel (szef biura prasowego NSDAP dla prasy zagranicznej i późniejszy doradca Roosvelta) i prof. Haushofer”.

Powyższa lista nie jest pełna, ale jest prawdziwa, co sprawdzić może każdy, kto bliżej zainteresuje się, jaki jest związek między chorobliwą nienawiścią Hitlera i jego paladynów do ich krewniaków, a powstaniem państwa Izrael.

Hannecke Kardel, ‚Hitler założycielem Izraela’

Żydowscy żołnierze Hitlera:


TrackBack URI

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: