Wolna Palestyna

25/01/2011

Vera Macht relacjonuje z Gazy: Amjad – kolejna ofiara w “strefie buforowej” Gazy

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 22:28

Potrzeba było ośmiu dni. Osiem dni odkąd ostatnia niewinna ofiara została zabita. Widzisz ludzi umierających tu jeden po drugim, zabijanych jeden za drugim, bez konsekwencji, bez sprawiedliwości, bez głosów oburzenia w mediach. Niewinni ludzie, którzy podczas życia nigdy nie zrobili nic złego poza próbą przeżycia z czegoś pośród dławiącego czteroletniego oblężenia. Cywile. Palestyńscy cywile, których życie nie wydaje się być warte więcej niż wpis w statystykach. I czujesz, jakbyś miał związane ręce. „Więc to wszystko, co mogę zrobić: zarejestrować to w notebooku. Jest odnotowane i jest puste miejsce po nazwisku Shabana. To dla tych, których zabiją jutro”, napisał amerykański pisarz Max Ajl po tym, jak rolnik Shaban Karmout został zabity. Potrzeba było ośmiu dni i miejsce zostało wypełnione. Amjad El Zaaneen miał 17 lat kiedy został zabity. Zbyt młodo, zbyt wcześnie, zbyt bez znaczenia, zbyt wiele imion we wszystkich naszych laptopach.

Amjad zbierał kamienie tego ranka, 18.01.2011, tak, jak każdego ranka, ze swoimi trzema kuzynami i bratem, z których najmłodszy miał 11 lat. Pięciu chłopców, dzieci, z koniem i wozem wypełnionym kamieniami, około 300 metrów od granicy z Izraelem, i w pobliżu wioski Beit Hanoun. Właśnie skończyli ładować do pełna wóz, kiedy zobaczyli izraelskie czołgi i buldożery nadjeżdżające w celu inwazji na ten obszar, dlaczego, któż to wie. Grupa bojowników oporu zbliżyła się to tego miejsca, włączając bojowników z Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny, Partii Komunistycznej, by znów ich wypędzić, by nie dopuścić do ponownego zdewastowania ich ziemi. Bardziej akt symboliczny, kraj był wcześniej niszczony setki razy przez czołgi i buldożery, jeszcze jeden raz, cóż to za różnica. Amjad i inni biegli, by ratować własne życie, i z powodzeniem dotarli bezpiecznie do domu.

Ale koń wciąż tam był wraz ze wszystkimi kamieniami, które zbierali w trudzie, dla których ryzykowali swoje życie, by mieć tego dnia jakiś dochód, a być może i następnego, któż wie, czy sytuacja wówczas nie byłaby jeszcze niebezpieczniejsza. Więc wrócili myśląc, że sytuacja się uspokoiła, a czołgi i buldożery wycofały się z terenów Gazy po tym, jak zrównały ją z ziemią jeszcze raz, dlaczego, któż to wie. Ale kiedy przybyli po konia i chcieli go po prostu zabrać z powrotem do domu, izraelscy żołnierze wystrzelili w nich pocisk artyleryjski, i 19-letni Sharaf Raafat Shada został trafiony odłamkiem szrapnela w klatkę piersiową. Amjad, jako najstarszy, próbował go odciągnąć, by położyć go na wozie i w jakiś sposób zabrać do szpitala, lecz Sharaf był dla niego zbyt ciężki. Więc Amjad postanowił spróbować dotrzeć do Beit Hanoun, żeby sprowadzić pomoc. Nie uszedł daleko, kiedy pocisk artyleryjski trafił go prosto w brzuch, pozostawiając ranę tak dużą, że wykrwawił się na śmierć w przeciągu minut.

Młodzi chłopcy uciekali w panice, by dotrzeć do bezpiecznego miejsca. Ambulansy i ludzie mieszkający w pobliżu przybyli w próbie ratowania chłopców, wymachując białymi flagami, lecz to nie powstrzymało strzelania. Minęło wiele czasu, zanim zdołali do nich dotrzeć.

16-letni Ismael Abd Elqader ElZaaneen przebywa obecnie w szpitalu w Beit Hanoun, z bandażami na niemalże każdej części swojego ciała. „Biegliśmy we wszystkich kierunkach, ale wystrzelili w nas około 10 pocisków artyleryjskich. Dostałem szrapnelem głęboko w plecy i mniejszymi kawałkami po całym ciele. Lecz mimo to biegłem dopóki nie dotarłem do głównej drogi z Beit Hanoun”. Nawet ranny Sharaf zdołał jakoś dotrzeć do głównej drogi i znaleźć tam schronienie bez ponownego postrzelenia pociskami. 11-letni Abdel Qader Oday Elzaaneeen został lekko raniony szrapnelem w policzek. Stał w szpitalu i płakał, w widocznym szoku, jego kuzyn nie żyje, a jego bracia są ciężko ranni. „Nie mam pojęcia, dlaczego Izraelczycy to zrobili”, mówi cicho. Jest za mały, by stać tu i płakać, jest za mały, by uciekać w obronie swojego życia wśród pocisków, jest zbyt mały, by stracić dziś swojego kuzyna. A Amjad był zbyt młody, by dziś umrzeć, od granatu, który rozerwał na strzępy jego brzuch.

Kiedy jego matka dowiedziała się, co się stało, zemdlała w szpitalu. I nawet kiedy odzyskała przytomność, wciąż leżała cicho, z zamkniętymi oczyma. Jak świat może wciąż istnieć kiedy jej syna już nie ma.

Wujek Sharafa stojąc przy jego łóżku powiedział: “Izraelczycy popełniają tu zbrodnie każdego dnia. Żaden z nas, cywilów, nie może już wejść na swoje pola. Brutalność dramatycznie wzrasta w ostatnich czasach, rolnicy, pasterze, zbierający kamienie, wszyscy jesteśmy mordowani. Nie mają litości dla nikogo, ani dla starszych, ani dla dzieci. Ludzie z zewnątrz muszą zacząć nam pomagać, ponieważ każdego dnia, każdego tygodnia i każdego miesiąca musimy opłakiwać nowych rannych i zabitych. Cierpimy od 1948 r. i sytuacja staje się coraz gorsza. Nie dostajemy wsparcia od nikogo. Ale potrzebujemy pomocy. Wszyscy Palestyńczycy są potencjalnym celem. Każdy z nas. Nikt nie jest wykluczony, nikt nie jest bezpieczny”.

Każdy z krewnych oczekujących w szpitalu może być kolejną ofiarą. Jako rolnik na polu, jako pasterz, podczas zbierania kamieni. Dziś Amjad El Zaaneen był kolejnym nazwiskiem na liście niewinnych ofiar, bezsensownych zabójstw. Na długiej liście wszystkich naszych laptopów, wszystkich sumień.
___________________

Vera Macht mieszka i pracuje w Gazie od kwietnia 2010 r. Jest pokojową działaczką i relacjonuje codzienne zmagania mieszkańców Gazy (Vera.Macht@uni-jena.de).

Za: gilad.co.uk

Reklamy
TrackBack URI

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: