Wolna Palestyna

04/01/2011

Wyznania szpiega: Sayanim

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 14:26

Motto Mossadu: Przez wykorzystanie podstępu doprowadzamy do wojny

Następnego dnia Ran S. miał wykład o sayanim, niepowtarzalnym i niezmiernie ważnym czynniku działalności Mosadu. Sayanim, czyli pomocnicy, muszą być 100-procentowymi Żydami, żyjącymi za granicą. I choć nie są obywatelami izraelskimi, dociera się do wielu z nich za pośrednictwem ich krewnych w Izraelu. Można np. prosić Izraelczyka, który ma krewnego w Anglii, by napisał list, wspominając w nim, że osoba wioząca przesyłkę jest przedstawicielem organizacji pomagającej ratować Żydów w diasporze. Czyż taki brytyjski krewny odmówi pomocy??

Na świecie są tysiące „pomocników”. Tylko w Londynie jest ich 2000 aktywnie działających i 5000 w rezerwie. Odgrywają wieloraką rolę. Na przykład: sayan posiadający wypożyczalnię samochodów może pomóc Mosadowi wynajmując wóz bez koniecznej w takich wypadkach dokumentacji, sayan pośrednik mieszkaniowy znajduje odpowiedni lokal bez wywoływania jakichkolwiek podejrzeń, pracujący w banku może dostarczyć potrzebnych pieniędzy nawet w środku nocy, a pomocnik lekarz wyjmie kulę z rany bez informowania o tym policji. Cała idea polega na tym, by mieć cały zestaw użytecznych ludzi, którzy są w stanie zapewnić pewne usługi i będą o nich milczeć ze względu na poczucie lojalności wobec sprawy Izraela. Za usługi te „pomocnicy” otrzymują pieniądze, ale tylko jako zwrot kosztów. Jednak często katsa nadużywają lojalności tych ludzi. Po prostu korzystają z ich pomocy dla osobistych potrzeb, i nie ma możliwości sprawdzenia tego.

Nie ma żadnych wątpliwości, że nawet jeśli taki Żyd wie, iż chodzi o Mosad i nie zgadza się na współpracę, nikogo nie wyda. Natomiast katsa niczym nie ryzykując, ma do dyspozycji ogromną bazę ludzką dla werbunku. Zapewniają ją miliony Żydów poza granicami Izraela, a o wiele łatwiej jest działać przy pomocy ludzi dostępnych na miejscu. I sayanim dają wszędzie niewiarygodne wręcz praktyczne wsparcie. Jednak nie stawia się ich wobec ryzyka. A także nie udostępnia się im poufnych informacji.

Załóżmy, że podczas jakiejś operacji katsa, w celu zamaskowania się, musi mieć sklep z elektroniką. Jeden telefon do sayana z tej branży wystarczy, by sprzęt wartości 3 czy 4 mld dolarów znalazł się w upatrzonym budynku. Działalność Mosadu koncentruje się głównie w Europie. Z tego względu pożądanym jest posiadanie adresów handlowych w Ameryce Północnej. Są więc adresy i numery telefonów należące do sayanim. Jeśli katsa musi dać komuś adres czy numer telefonu, posługuje się odpowiednim „pomocnikiem”. Kiedy zaś ten otrzymuje list lub telefon, wie już, co ma z tym zrobić. Są biznesmeni mający po 20 operatorów, którzy odpowiadają na telefony, piszą listy, przekazują wiadomości faksem. I wszyscy pracują dla Mosadu. Mówi się żartem, że 60 proc. operacji takich firm zajmujących się telefonicznym pośrednictwem dla potrzeb Europy zapewnia Mosad. Gdyby więc nie Mosad, interesy te trzeba by zwinąć.

System ten ma jednak pewien słaby punkt. Otóż Mosad nie przejmuje się, że działalność sayanim może stać się w skutkach niszczycielska dla statusu Żydów w diasporze, gdyby cały ten system został ujawniony. Wątpliwości takie są kwitowane krótko: „A cóż złego może się stać tym Żydom? Przyjadą wtedy do Izraela! To wspaniale!”

Katsa pracujący na stacjach odwiedzają bardziej aktywnych sayanim co trzy miesiące. Ci w terenie mają osobiste spotkania z tymi ludźmi dwa do czterech razy dziennie. Do tego dochodzą liczne rozmowy telefoniczne.

Cały ten system pozwala Mosadowi pracować tylko ze szkieletowym personelem. Oto dlaczego, na przykład, stacja KGB zatrudnia w jakimś mieście około 100 ludzi, podczas gdy porównywalna stacja Mosadu potrzebuje tylko sześciu – siedmiu.

Mosad nie posiada stacji we wszystkich krajach, które są obiektem jego zainteresowania. Niektórzy myślą, że stanowi to słabość, ale to nieprawda. Stany Zjednoczone mają na przykład stację w Moskwie, a Rosjanie w Waszyngtonie i Nowym Jorku. Natomiast Izrael nie ma stacji w Damaszku. Po prostu Mosad traktuje jako swój obiekt zainteresowania cały świat poza Izraelem, w tym Europę i Stany Zjednoczone. To podejście dyktuje specyficzny sposób działania. Na przykład arabskie zbrojenia.

Otóż większość krajów arabskich nie produkuje własnej broni. Większość z nich nie posiada również wyższych szkół wojskowych. Jeśli chce się zwerbować dyplomatę syryjskiego, nie trzeba tego robić w Damaszku. Można to uczynić w Paryżu. Jeśli chce się zdobyć dane o arabskiej rakiecie, to otrzymuje się je w Paryżu, Londynie, czy w Stanach Zjednoczonych – tam, gdzie została wyprodukowana. Od Amerykanów można dostać więcej informacji o Arabii Saudyjskiej niż od samych Saudyjczyków. Cóż bowiem mają Saudyjczycy? AWACS (system obserwacji i zbierania informacji z powietrza – tł.). Ale to są Boeingi. Amerykańskie Boeingi. Do czego tu więc potrzebni są Saudyjczycy? Podczas mojej pracy w Instytucie (Mosad – tł.) zwerbowałem w Arabii Saudyjskiej tylko jednego człowieka – był to attache ambasady japońskiej. To wszystko. Jeśli natomiast chce się dotrzeć do starszych oficerów arabskich, to studiują oni w Anglii i Stanach Zjednoczonych. Piloci szkolą się w Anglii, Francji i Stanach Zjednoczonych. Komandosi odbywają szkolenia we Włoszech i Francji. To w tych krajach można ich wszystkich werbować. Jest to łatwiejsze i mniej niebezpieczne.

Ran S. uczył nas także o „białych agentach”. Osoby te werbuje się środkami pośrednimi lub bezpośrednimi, tak że mogą one wiedzieć, że pracują dla Izraela, ale mogą też być tego nieświadomi. Z reguły są to nie-Arabowie i zwykle biegli w wiedzy technicznej. W Izraelu panuje przekonanie, że Arabowie nie rozumieją techniki. Wyraża się to nawet w dowcipach. Jeden z nich opowiada o tym, jak ktoś sprzedaje mózgi: arabski po 150 dol. za funt i żydowski za 2 dol. Sprzedawca zapytany, dlaczego mózg arabski jest tak drogi, odpowiedział: ,,Ponieważ mózg arabski nie był prawie używany”. Dowcip ten ilustruje izraelskie widzenie Arabów.

Współpraca z „białymi agentami” jest mniej ryzykowna niż z „czarnymi”, tj. arabskimi. Arabowie pracujący za granicą są często kontrolowani – ze względów bezpieczeństwa – przez wywiad arabski, a ten jeśli trafia na ślad współpracy Araba z Mosadem, stara się zabić agenta izraelskiego, który utrzymywał ten kontakt.

Najgorszym co może się przydarzyć Izraelczykowi pracującemu z „białym agentem” we Francji, jest deportacja. Ale samemu „białemu agentowi” grozi oskarżenie o zdradę. Dlatego trzeba wszystko robić, by go chronić, co nie zmienia sytuacji, że to jemu najwięcej zagraża. Jeśli natomiast pracuje się z Arabem, to obaj są zagrożeni.

_____________________________________

Wydział Arbela odpowiadał za tworzenie na całym świecie, także w niektórych częściach LISA, gdzie antysemityzm jest traktowany jako zagrożenie, żydowskich grup obrony, zwanych „zrębami” (misgerot). Do pomocy dla tych ,,zrębów” Mosad często werbuje Żydów różnej specjalności, na przykład lekarzy. Zwykle szefami tych placówek w różnych krajach są byli funkcjonariusze Mosadu, już wycofani za służby czynnej. Zajęcie to traktowane jest jako swego rodzaju premia za wierną służbę. Są to ludzie z dużym doświadczeniem, dlaczego więc ich nie wykorzystać?

Głównym zadaniem wydziału i tych placówek jest pomoc przywódcom żydowskich wspólnot poza Izraelem w zapewnieniu samoobrony. Część tego zadania realizują hets va-keshet, czyli „łuk i strzała” — izraelskie młodzieżowe oddziały paramilitarne. Wszyscy młodzi Izraelczycy, zarówno chłopcy jak i dziewczęta, należą do eduday noar i v r y („batalion młodzieży hebrajskiej”). Często także młodzi z innych krajów spędzają lato w Izraelu, ucząc się jak stosować środki bezpieczeństwa, rozbijać namioty, posługiwać się karabinem snajperskim i pistoletem Uzi. Uczą się też konstruowania schowków na broń i dokumenty, sprawdzania warunków bezpieczeństwa. Zapoznają się również z elementarną wiedzą o zbieraniu informacji wywiadowczych.

Rządowi oficjele nie aprobowali nigdy jakiejkolwiek innej działalności „zrębów” niż samoobrona. O tym, że chodzi o coś znacznie więcej, wiedzieli funkcjonariusze Mosadu. Tak więc Icchak Szamir wiedział, ale Peres, który nigdy nie był człowiekiem Mosadu, nie miał o niczym pojęcia, mimo że zajmował stanowisko premiera. Izrael nie sprzedaje broni bezpośrednio do zagranicznych „zrębów”. Zaopatrują się one w nią drogą pośrednią, przez znanych Mosadowi handlarzy bronią.

Mosad nie traktuje „zrębów” jako aparatu do zbierania informacji, chociaż szefowie stacji zdają sobie sprawę, że najkrótsza droga do chwały prowadzi przez użyteczne informacje. Natomiast wielu spośród młodych szkolonych na letnich obozach w Izraelu staje się później sayanim, zawsze gotowymi pomóc i odznaczającymi się nieustraszonością. Już zresztą się sprawdzili.

Za wyjątkiem Kanady i większości obszaru Stanów Zjednoczonych wspólnoty żydowskie poza Izraelem wszędzie mają „zręby” — wyszkolone i uzbrojone — gotowe do samoobrony w każdej potrzebie.

Z książki: „Wyznania szpiega. Z tajemnic izraelskiego wywiadu”, Claire Hoy i Victor Ostrovski, 1990

(„By Way of Deception. A Devastating lnsider’s Portrait of the Mossad”)

Advertisements
TrackBack URI

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: