Wolna Palestyna

02/09/2010

Słowa żydowskiego renegata

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 01:05

Jerzy Szygiel

Wiecie co można zamówić w restauracji w Gazie? W menu jest boeuf Strogonoff i krem ze szpinaku! Poważnie! Ogłosiło to zagranicznym dziennikarzom izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych. Na dowód, że mimo licznych, słusznych bombardowań tuneli pod granicą z Egiptem, Palestyńczycy ciągle ich używają i dobrze im się żyje! Żadna pomoc humanitarna nie jest im potrzebna. Nie ma tam żadnego kryzysu humanitarnego, ani w ogóle żadnego kryzysu. Palestyńczycy sprawiają sobie romantyczne kolacje przy świecach (nie zawsze jest prąd, prawdę powiedziawszy) w Strefie Gazy, a jacyś prowokatorzy myślą, że można bezkarnie dostarczać im jeszcze lekarstwa i np. cement, który może być przecież wykorzystany do wzmacniania tuneli!

Izrael słusznie zabrania wwożenia cementu do Strefy Gazy, gdyż liczba domów rozwalonych przez izraelskie lotnictwo i armaty w czasie masakry ze stycznia ubiegłego roku niewiele tylko przekracza liczbę domów uszkodzonych przez ostatnią powódź w Polsce. Każdy to wie i każdy rozsądny człowiek zgodzi się ze słuszną postawą Izraela.

Oczywiście są znane organizacje antysemickie, jak Amnesty International czy ONZ, które mówią co innego. Że niby czterech na pięciu mieszkańców zamkniętej Strefy wymaga „natychmiastowej” pomocy. Że ludzie umierają z braku odpowiedniej opieki lekarskiej. Ale czy to nie zdarza się właściwie wszędzie? O co ten krzyk?

Na szczęście Izrael, który buduje twórczą ustrojową syntezę demokratycznego stalinizmu i demokratycznego nazizmu, wie, kto wygaduje te bzdury. To są czasem nawet  – jak ich się słusznie w państwie żydowskim określa – żydowscy renegaci, jak ten „intelektualista” Chomsky. Słusznie go nie wpuszczono, by nie razić moralno-politycznej jedności narodu izraelskiego, który popiera masakry głupich gojów w procencie większym niż północni Koreańczycy swego przywódcę. Słusznie nie wpuszczono też hiszpańskiego komika Prado, który chciał z pewnością urozmaicać Palestyńczykom wieczory przy świecach podrzucaniem piłeczek i robieniem min, jakby im było mało kremu ze szpinaku. Niech się cieszy, że żyje, nie tak, jak ci z flotylli, pożal się Jahwe, wolności…

Tych z zagranicy słuszna izraelska prasa słusznie nazywa renegatami, a garstkę zdrajców wewnątrz degeneratami. Jest człowiek w Izraelu, który z pewnością wkrótce trafi na wystawę myśli zdegenerowanej. Nazywa się Gideon Levy, jedyny izraelski dziennikarz mainstreamowy, który potępia okupację i zabór ziem palestyńskich (wariat!). Proszę, spójrzcie co on wypisywał na przykład tydzień temu w Haaretzu. Niech się cieszy, że żyje.


Bojkotowanie bojkotujących

Gideon Levy

Większość Izraelczyków jest oburzona, że jacyś ludzie za granicą wpadli na pomysł bojkotowania naszego kraju, naszych produktów i uniwersytetów. W Izraelu w ogóle uważa się ideę bojkotu za bezprawną. Każdy, kto nawołuje do bojkotu, uchodzi za antysemitę, który nienawidzi Izraela i wręcz podważa jego prawo do istnienia.

W samym Izraelu ci, którzy – mimo to – wzywają do bojkotu, są traktowani jako zdrajcy i heretycy. Idea jakoby bojkot, nawet częściowy, mógł przekonać Izrael do zmiany polityki dla własnego dobra, nie jest tolerowana.

Nawet działanie logiczne i oczywiste – jak bojkotowanie przez Autonomię Palestyńską produktów wytworzonych w koloniach – jest uważany w Izraelu za prowokację. Poza tym, choć powszechnie wiadomo, że międzynarodowy bojkot spowodował upadek apartheidu w Afryce Południowej Afryki, w Izraelu porównywanie obu tych sytuacji uchodzi za niepoważne.

Można by ostatecznie zrozumieć tak nieprzejednane reakcje, gdyby Izrael sam nie był jednym z najaktywniejszych organizatorów planetarnego bojkotu. Nie tylko sam bojkotuje, ale wciąga w to liczne inne państwa. Izrael narzucił bojkot kulturalny, akademicki, polityczny, gospodarczy i wojskowy terytoriom okupowanym przez siebie. Nikt tu nie kontestuje prawomocności tego bojkotu. A jego bojkotowanie? To nie do pomyślenia.

Najdobitniejszy i najbardziej brutalny bojkot dotyczy Strefy Gazy i Hamasu. Kraje zachodnie dołączyły doń z niewytłumaczalną gorliwością. Nie tylko trzyletnia blokada trzyma w nieszczęściu Strefę Gazy, ani nawet totalny (i groteskowy) bojkot polityczny Hamasu  – oprócz negocjacji w sprawie uwolnienia żołnierza Gilada Shalita. Chodzi o całą serię bojkotów kulturalnych, uniwersyteckich, humanitarnych i gospodarczych. Izrael naciska na niemal każdego zagranicznego dyplomatę, by nie jechał zobaczyć na własne oczy sytuacji w Gazie.

Mało tego, Izrael blokuje dostarczanie tam pomocy humanitarnej. Izraelski bojkot nie dotyczy wyłącznie Hamasu, ale rozciąga się na całe to terytorium i wszystkich, którzy tam żyją. Wkrótce konwój europejskich statków z pomocą spróbuje przedrzeć się przez blokadę, by dostarczyć tony materiałów budowlanych, domy z prefabrykatów i lekarstwa. Izrael już ogłosił, że zatrzyma te statki. Bojkot to bojkot.

Lekarze, nauczyciele, artyści, prawnicy, intelektualiści, ekonomiści, inżynierowie… nikt nie może wjechać do Strefy Gazy. Chodzi o bojkot absolutny, określonej marki – „made in Israel”. Ci, którzy twierdzą, że bojkot jest niemoralny i nieskuteczny, bojkotują Gazę bez wahania.

Izrael próbuje też przekonać cały świat do bojkotu Iranu. Lecz szaleństwo izraelskiego bojkotu nie dotyczy tylko Gazy i Iranu. Spada na wszystkich, którzy przyjeżdżają do Izraela i na Zachodni Brzeg Jordanu. Każdy, kto jest podejrzany o sympatię do Palestyńczyków lub wydaje się martwić o ich los, podlega bojkotowi i zostaje natychmiast wydalony. Są wśród nich klown, który przyjechał otworzyć festiwal cyrkowy, członek ruchu pokojowego, który miał wziąć udział w publicznej debacie, naukowcy, artyści i intelektualiści, których podejrzewa się o wspieranie sprawy palestyńskiej. To wielokierunkowy bojkot kultury i uniwersytetów, dokładnie taki, któremu nie chcemy podlegać.

To jeszcze nie koniec listy bojkotów, stosowanych przez nasz anty-bojkotowy kraj. Nawet proizraelska organizacja JStreet odczuła groźbę izraelskiego bojkotu. Mamy więc prawo bojkotować organizację opowiadającą się za pokojem, ale nie zniesiemy bojkotu naszych produktów z kolonii zbudowanych na ukradzionej ziemi.

Zakaz wstępu dla profesora, który miał wygłosić wykład na uniwersytecie w Strefie Gazy nie nazywa się bojkotem, natomiast zerwanie związków z izraelską instytucją wyspecjalizowaną w szybkim kształceniu ekspertów od przesłuchań z tajnych służb Shin Beth (tj. z ludźmi uważanymi na świecie za sprawców zbrodni wojennych) jest całkowicie verboten.

Owszem, Izraelczyk, który mieszka w Izraelu, będzie miał trudności z obroną wewnętrznego bojkotu przed kimś, kto nie bojkotuje własnego kraju czy uniwersytetu. Ma jednak prawo wierzyć, że bojkot może zmusić jego rząd do zakończenia okupacji. Dopóki to wszystko nic Izraelczyków nie kosztuje, nie będzie żadnej zmiany.

To postawa moralna i uprawniona. W każdym razie nie jest mniej uprawniona czy moralna niż tych, którzy twierdzą, że bojkot jest niemoralny i nieskuteczny, stosując go przeciw innym. Jesteście przeciw bojkotowi Izraela? No to przestańcie bojkotować innych.

Haaretz, 16.05.2010
tłum. Jerzy Szygiel

Za: blog.wirtualnemedia.pl/index.php?/authors/54-Jerzy-Szygiel/archives/3954-Slowa-zydowskiego-renegata.html



Reklamy
TrackBack URI

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: