Wolna Palestyna

31/08/2010

Izrael boi się dzieci

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 22:00

Potomkowie cudzoziemców mogą zagrozić żydowskiemu charakterowi państwa Izrael, obawiają się władze w Tel Awiwie. I z obawy przed takim scenariuszem skazują na wygnanie setki maluchów.

Pięcioletni Angelo mieszka w południowej części Tel Awiwu z matką Filipinką, która od lat pracuje jako opiekunka starszej osoby. Urodził się w Izraelu, biegle mówi po hebrajsku, chodzi do przedszkola w swojej dzielnicy i nigdy nie postawił nogi na Filipinach. A jednak grozi mu w najbliższych tygodniach deportacja na mocy niedawnej decyzji rządu izraelskiego, mogącej doprowadzić do wydalenia kilkuset dzieci imigrantów pracujących w Izraelu mimo braku jakiegokolwiek legalnego statusu.

Ofensywie przeciwko tym młodym cudzoziemcom przewodzi minister spraw wewnętrznych Eli Iszai, szef ortodoksyjnej partii sefardyjskiej Szaas, powołując się na żydowski charakter państwa i konieczność jego utrzymania. – Trzeba tym dzieciom powiedzieć, że ich podróż się skończyła. Stoimy wobec zjawiska, które stawia pod znakiem zapytania przetrwanie Izraela. Wkrótce będą tu już dwa miliony cudzoziemców. Gdzie będziemy wtedy mieszkać? Mamy wrócić do Polski albo do Maroka? – mówił minister podczas debaty w Knesecie. To stawianie akcentu na tożsamość wywołało falę krytyki ze strony przeróżnych organizacji i osób, takich jak żona premiera Benjamina Netanjahu, Sara, która zażądała od Iszaiego wycofania się z tej decyzji.

Kontrowersja pojawiła się na początku miesiąca, kiedy rząd przyjął zalecenia międzyresortowej komisji odpowiedzialnej za tę drażliwą kwestię. Wprowadziła ona pięć kryteriów, będących jednocześnie warunkami, które należy spełnić, by otrzymać zezwolenie na pobyt: dziecko powinno być przez ostatni rok objęte obowiązkiem szkolnym w Izraelu; w najbliższym roku powinno być zapisane przynajmniej do pierwszej klasy szkoły podstawowej, co odpowiada naszej zerówce; powinno mieszkać nieprzerwanie w Izraelu od co najmniej pięciu lat; powinno mówić po hebrajsku i wreszcie jego rodzice powinni wjechać na terytorium Izraela legalnie.

Według szacunków rządu ten system ma pozwolić na przyjęcie 800 z 1200 wniosków o uregulowanie statusu dzieci imigrantów, prowadząc do deportacji w ciągu kilku miesięcy około 400 z nich. – Ta decyzja została podyktowana dwojaką motywacją: syjonizmem i humanizmem – oświadczył Netanjahu na posiedzeniu gabinetu. – Z jednej strony, szukamy sposobu zintegrowania dzieci, które zostały wykształcone jako Izraelici. Ale z drugiej, nie chcemy stworzyć sytuacji, która zachęci tysiące pracowników do nielegalnego ściągania do naszego kraju – wyjaśnił premier.

– To czysta ksenofobia – replikuje Roy Wagner ze stowarzyszenia Kaw Laowed (organizacji pozarządowej broniącej praw pracowników – przyp. Onet), które uważa liczbę 400 deportacji za zdecydowanie zaniżoną. – Tysiąc dwieście dzieci w państwie liczącym siedem milionów mieszkańców to kropla w morzu. Ci, którzy tak się martwią o żydowską tożsamość, powinni się zainteresować także wartościami żydowskimi, które każą nam szanować cudzoziemca.

Problem imigracji regularnie powraca w debacie w Izraelu od rozpoczęcia w 2000 roku intifady i zamknięcia z powodów bezpieczeństwa izraelskiego rynku pracy dla Palestyńczyków. Skutek tego posunięcia był taki, że sektory najbardziej potrzebujące siły roboczej, takie jak budownictwo, rolnictwo i pomoc domowa, sprowadziły z Tajlandii i Filipin rzeszę sprawnych rąk i silnych ramion, szacowaną dziś na około 100 tysięcy osób. Większość imigrantów z Azji ma pięcioletnią wizę pracowniczą i po upływie jej ważności ludzie ci powinni wrócić do swojego kraju. Jeśli chcą ponownie przyjechać do Izraela, muszą od nowa rozpocząć procedurę rekrutacji, którą prowadzą izraelskie spółki pośrednictwa pracy pobierające za swe usługi co najmniej 10 tysięcy dolarów.

Zamiast tracić czas i pieniądze niektórzy imigranci pozostają zatem w Izraelu, tym razem nielegalnie. Inni tracą kartę pobytową, bo policyjni informatorzy odkrywają, że przybysze znaleźli się w związku miłosnym. – Przepisy ministerstwa spraw wewnętrznych zakazują zagranicznym pracownikom zakochiwania się – wyjaśnia Jonatan Szaham ze stowarzyszenia Israeli Children. – Niektórych odsyłano do kraju tylko dlatego, że mieli partnera albo partnerkę.

Zakazane jest także posiadanie dziecka. Jeśli jakaś imigrantka zajdzie w ciążę i policja się o tym dowie, ojciec i matka automatycznie tracą wizę. – Tak jak kobieta rezygnuje dla kariery z posiadania dzieci, tak samo pracownicy zagraniczni powinni zrezygnować z poczęcia dziecka w Izraelu – oświadczył kilka miesięcy temu minister spraw wewnętrznych.

W przeszłości zasady te były wcielane w życie połowicznie: odbierano pracownikowi wizę, ale go nie deportowano. W 2006 roku rząd zgodził się nawet na przyznanie legalnego statusu 900 dzieciom imigrantów. Jednakże napływ od kilku lat afrykańskich nielegalnych pracowników, którzy dostają się do Izraela przez pustynie Synaju w tempie kilkuset osób miesięcznie, budzi obawy o demografię i skłania władze do działania.

Obostrzenia wzmagają z kolei protesty skłóconej, ale coraz wyraźniej słyszalnej opozycji, która nie ogranicza się tylko do kręgów obrońców praw człowieka. Zapowiedź wydalenia 400 dzieci w imię żydowskiej moralności i przeszłości krytykowali oprócz Sary Netanjahu pisarz i laureat Pokojowej Nagrody Nobla Elie Wiesel, były premier Ehud Olmert, kilku ministrów obecnego rządu, a nawet izraelskie stowarzyszenie osób, które uratowały się z Holokaustu. – Nie mogę pojąć, jak coś podobnego mogłoby się dziać w Izraelu. Gdzie żydowskie współczucie? – nie krył swego oburzenia Elie Wiesel. Niewykluczone, że ta fronda zmusi rząd do odwrotu.

Benjamin Barthe, Le Monde
onet.pl

Israel’s immigrant children fight deportation (materiał z lutego 2010):

Zobacz również: Izrael deportuje 400 dzieci zagranicznych pracowników

Reklamy
TrackBack URI

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: