Wolna Palestyna

05/08/2010

Norman Finkelstein: „Wielka hucpa” – Wprowadzenie

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 17:07

W trakcie pracy nad tą książką uświadomiłem sobie, że oto obcho­dzę swoistą rocznicę. Dwadzieścia lat temu, zbierając materiały do rozprawy doktorskiej o teorii syjonizmu, zetknąłem się ze świeżo wówczas wydaną książką na temat konfliktu izraelsko-palestyń­skiego, pt. Od niepamiętnych czasów: źródła arabsko-żydowskiego konfliktu o Palestynę [w oryginale: From Time Immemorial: The Origins of the Arab-Jewish Conflict over Palestine – przyp. tłum.] pióra Joan Peters[1]. Tylną okładkę książki, mającej zrewolucjonizować nasze rozumienie tego konfliktu, zdobiły strzeliste pochwały ze strony czołowych postaci amery­kańskiej humanistyki (Saula Bellowa, Eliego Wiesela, Barbary Tuchman, Lucy Dawidowicz i innych). Książka szybko zaczęła zbierać dziesiątki recenzji w największych amerykańskich me­diach – recenzji rozciągających się od ekstazy po nabożną wręcz cześć. Jej pierwsze wydanie, które ostatecznie zamieniło się w sie­dem „twardookładkowych” dodruków, w całym kraju osiągnęło status bestsellera. Główna teza książki Peters, na pozór podparta blisko dwoma tysiącami przypisów i dość zawiłą analizą demo­graficzną, była taka, że w przededniu syjonistycznej kolonizacji Palestyna była praktycznie niezamieszkana, zaś po tym, jak Żydzi doprowadzili zasiedlone przez siebie pustostany do rozkwitu, Ara­bowie z sąsiednich krajów i innych części Palestyny zaczęli prze­nosić się na tereny żydowskie, udając autochtonów. Tym sposobem otrzymaliśmy niejako naukowy dowód na to, że Golda Meir miała jednak rację, twierdząc, że Palestyńczycy nie istnieją.

W gruncie rzeczy Od niepamiętnych czasów było mon­strualną bujdą. Cytowane źródła zostały zniekształcone, klu­czowe dane w analizie demograficznej sfałszowane, zaś ob­szerne fragmenty stanowiły zwyczajny plagiat syjonistycznych tekstów propagandowych. Udokumentowanie tego oszustwa i, co było nieco trudniejsze, upublicznienie krytycznej analizy w mediach, okazało się być dla mnie punktem zwrotnym. Od tego czasu znaczna część mojego życia, w ten czy inny sposób, dotyka konfliktu izraelsko-palestyńskiego[2].

Patrząc wstecz, po dwóch dekadach badań i przemyśleń, uderza mnie jak nieskomplikowany jest konflikt izraelsko-palestyński. Nie ma już między naukowcami poważniejszego sporu co do danych historycznych, przynajmniej tych odnoszących się do okresu od pierwszych osiedli syjonistycznych z końca XIX wieku do utworzenia Izraela w roku 1948[3]. Taka zgoda nie zawsze była jednak regułą. Przez długi czas współistniały dwie jaskrawo rozbieżne wizje konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Z jednej strony mieliśmy główny nurt, czyli to, co można by dość akuratnie nazwać wersją przeszłości a la Exodus – hero­iczną, oficjalną syjonistyczną opowieść uwiecznioną w bestsellerowym utworze historycznym Leona Urisa[4]. Z drugiej strony istniała, wyrzucona poza nawias godnych szacunku opinii, skromna dysydencka literatura podważająca utarte mądrości. Aby dać jeden znamienny przykład, wedle powszechnie lanso­wanej izraelskiej wersji zdarzeń Palestyńczycy zostali w 1948 roku uchodźcami, ponieważ to arabskie rozgłośnie radiowe nakłaniały ich do ucieczki. Jednak już na początku lat 60-tych dwaj naukowcy – Palestyńczyk Walid Khalidi i Irlandczyk Erskine Childers – po zbadaniu archiwów arabskich rozgłośni radiowych z okresu wojny 1948 roku stwierdzili, że żadne ta­kie oficjalne wezwania ze strony Arabów nie miały miejsca[5]. Takie rewelacje miały jednak nikłe bądź wręcz zerowe szanse w konfrontacji z powszechnie lansowanymi opiniami. Tym nie­mniej, począwszy od późnych lat 1980-tych, ciągły strumień opracowań naukowych, przede wszystkim autorstwa Izraelczy­ków, rozprawił się w znacznej mierze z syjonistyczną mitologią zaciemniającą źródła konfliktu[6]. Wszyscy poważni naukowcy uznali już zatem, że „arabskie audycje radiowe” były syjo­nistyczną fabrykacją, oraz że na Palestyńczykach dokonano w 1948 roku czystki etnicznej; akademicka debata skupiła się teraz na nieco węższej, choć równie ważnej kwestii, czy owa czystka była zamierzoną konsekwencją polityki syjonistycznej, czy też niezamierzonym ubocznym skutkiem wojny. Osta­tecznie w przypadku tych i innych pokrewnych problemów to interpretacja dysydencka, okazując się być bliższą prawdzie, zastąpiła oficjalną interpretację syjonistyczną i po gorących po­lemikach w świecie akademickim wykrystalizował się szeroki consensus co do danych historycznych.

Podobny proces zastępowania i upraszczania dotychczaso­wych interpretacji wystąpił, przypadkiem mniej więcej w tym samym czasie, w kwestiach związanych z prawami człowieka. Aż do późnych lat 1980-tych walczyły ze sobą dwie zasadni­czo sprzeczne opinie na temat przestrzegania przez Izrael praw człowieka na Terytoriach Okupowanych. Wedle oficjalnego stanowiska izraelskiego, nagłaśnianego przez największe media, Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu i w Gazie korzystali z naj­bardziej „liberalnej” i „łagodnej” okupacji. Jednakowoż garstka dysydentów, głównie izraelskich i palestyńskich działaczy ruchu obrony praw człowieka, takich jak Izrael Szahak, Felicia Langer, Lea Tsemel, czy Raja Szehadeh, oskarżała Izrael np. o systema­tyczne maltretowanie i torturowanie palestyńskich aresztantów. W owym czasie istniała niewielka liczba niezależnych organiza­cji obrony praw człowieka i wszystkie one albo wybielały Izra­elczyków, albo też zachowywały ostrożne milczenie na temat jawnego gwałcenia przez Izrael praw człowieka. Zakrawa na skandal, że informacje o torturowaniu przez Izrael palestyńskich aresztantów po raz pierwszy zostały ujawnione opinii publicznej (która jednak je wówczas zlekceważyła) nie przez organizacje obrońców praw człowieka, takie jak Amnesty International, lecz za sprawą śledztwa dziennikarskiego opublikowanego przez lon­dyński Sunday Times[7]. Pod koniec lat 1980-tych, jak już wspo­mniałem, sprawy zaczęły przybierać nowy obrót[8]. Brutalnego zdławienia pierwszej, w zasadzie pokojowej, intifady, która roz­poczęła się pod koniec 1987 roku, nie dało się już ani ukryć, ani zignorować – jak grzyby po deszczu pojawiały się nowe organi­zacje praw człowieka, zarówno lokalne izraelskie i palestyńskie, jak i międzynarodowe, zaś te starsze coraz bardziej uodparniały się na zewnętrzne naciski.

Przygotowując rozdział tej książki poświęcony przestrzega­niu przez Izrael praw człowieka na Terytoriach Okupowanych, przeczytałem dosłownie tysiące stron raportów na ten temat, pu­blikowanych przez liczne, wojowniczo niezależne i wysoce pro­fesjonalne organizacje, takie jak Amnesty International, Human Rights Watch, B’Tselem (Izraelskie Centrum Informacji nt. Prze­strzegania Praw Człowieka na Terytoriach Okupowanych), Spo­łeczny Komitet przeciw Torturom w Izraelu, Lekarze na rzecz Praw Człowieka (Izrael), z których każda dysponuje własnym zespołem obserwatorów i badaczy. Z wyjątkiem jednej drobnej kwestii nie natrafiłem na żaden fakt, co do którego organizacje te różniłyby się zdaniem. Jeśli idzie o przestrzeganie przez Izrael praw człowieka można dziś mówić nie tyle o szerokim consen­susie – jak ma to miejsce w przypadku kwestii historycznych – ale o bezwarunkowej jednomyślności. Wszystkie wymienione organizacje zgadzają się na przykład co do tego, że palestyńscy aresztanci byli systematycznie maltretowani i torturowani, a cał­kowita liczba takich przypadków prawdopodobnie sięga dziś już dziesiątków tysięcy.

(more…)

Reklamy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.