Wolna Palestyna

29/07/2010

Zapomniani Beduini z Nakabu

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 14:49

W czwartek 20 marca 2008 r. ok. godz. 21 ogrodnik Sabri al-Dżardżawi, 25-letni mieszkaniec wioski Szakib as-Salam na Pustyni Negew wybiera się z Ismailem Abu Muharib, znajomym z sąsiedniej wioski Lakijja, na najbliższą plażę – do Aszkelonu. Na parkingu podchodzą do nich dwaj policjanci w cywilu i żądają dokumentów. „Czego tu szukacie, wy brudni Arabowie!? Nie macie prawa tu być!” – wrzeszczą na młodych Beduinów.

Sabri ośmiela się sprzeciwić. Jeden z policjantów daje mu w twarz, potem uderza go swoją latarką, drugi zaś unieszkodliwia Ismaila, zakuwając go w kajdanki. Policjanci rzucają Sabriego na ziemię i kopią tak długo, aż traci przytomność.

Przybyli na miejsce policjanci patrolujący okolicę widząc, że Sabri jest w stanie krytycznym, wzywają karetkę. Ratownicy medyczni po stwierdzeniu braku oddechu i pulsu i przez 20 minut próbują go reanimować. Potem zabierają do najbliższego szpitala – Barzilai w Aszkelonie. Po oględzinach, lekarze stwierdzają liczne rany głowy – twarzy i czoła, klatki piersiowej, nóg, złamania kości czoła i twarzy oraz krwotok mózgowy i płucny.

Nazajutrz policja zawiadamia telefonicznie jednego z wujów Sabri’ego, że został on ranny i przebywa w szpitalu. Ismail z kolei po dwóch dniach nadzoru policyjnego zostaje zwolniony, nie usłyszawszy żadnych zarzutów. Stan Sabriego pogarsza się na tyle, że lekarze z Aszkelonu decydują się przewieźć go do szpitala Soroka w Ber Szebie, który ma lepsze wyposażenie medyczne. Sabri umiera 2 czerwca 2008 r. po 70 dniach w śpiączce. Zgodnie z przewidzianymi prawem procedurami biegli przeprowadzają sekcję zwłok, a wewnętrzny wydział dochodzeniowy policji podejmuje śledztwo w sprawie.

Jednak trzy miesiące później policja informuje rodzinę Sabriego, że nie udało się jej ustalić przyczyn jego śmierci: wprawdzie wyniki sekcji potwierdzają, że został poważnie pobity, jednak biegli nie mogą stwierdzić z całą pewnością, że zgon nastąpił z tego powodu. Brat Sabriego (sam będący lekarzem medycyny) nie waha się nazwać incydentu „zabójstwem popełnionym z zimną krwią i niczym nieuzasadnionym mordem”. Jego ponad 70-letni rodzice nie rezygnują. Rodzina wynajmuje patologa oraz prywatnego detektywa, którzy mają dostarczyć ich adwokatowi materiał pozwalający na wniesienie sprawy do sądu.

Fakt, że bohaterem tej historii jest Arab z Pustyni Negew (jak nazywają ten region Żydzi) nie jest kwestią przypadku. Beduini z Nakab (jak mówią o nim Arabowie) – obok Żydów z Etiopii – stanowią najniższą warstwę społeczną w Izraelu[i]. A przecież stanowią oni 12% arabskich obywateli tego państwa.

W 1948 r. ta licząca 70 tys. osób społeczność, która utrzymywała się z uprawy ziemi i hodowli zwierząt, stanowiła niemal jedynych mieszkańców tego pustynnego obszaru. Ziemia i woda, stanowiące niegdyś wspólną własność, przechodziły stopniowo w ręce prywatne, choć prawa własności nie były nigdzie zapisane i opierały się jedynie na prawie zwyczajowym. Nakba („katastrofa” z 1948 r.) sprawiła, że liczba Arabów w tym regionie spadła do 11 tys.; pozostali uciekli bądź zostali wypędzeni. Wysiedlenia przy użyciu siły wojskowej miały zresztą miejsce do 1959 r.

Ci, którzy pozostali, stracili 90% swojej ziemi, zostali odseparowani przez sijadż (ogrodzenie) i poddani podobnemu reżimowi wojskowemu jak pozostali Arabowie w Izraelu (trwało to do 1966 r.). Zatem każda zmiana miejsca pobytu wymagała uzyskania zgody, która uzależniona była od widzimisię lokalnych władz. Z 1260 tys. hektarów ziemi na Pustyni Negew należących – zgodnie z dokumentami z okresu brytyjskiego mandatu – do Beduinów, w ich rękach pozostało zaledwie 24 tys. hektarów, przy czym muszą oni toczyć nieustanny bój o ich zachowanie. Bowiem państwo, posługując się arsenałem niezliczonych praw i regulacji oraz utrudniając im codzienną egzystencję, podejmuje nieustające próby przejęcia ich ziem.

Na przełomie lat 60. i 70. Izrael próbował zmusić Beduinów do osiedlenia się na terenie siedmiu miast (Rahat, Hawra, Tel as-Saba, Lakijja, Szakib as-Salam, Kusajfa i Ararat al-Nakab), nie licząc się z tym , że nawykli do życia wiejskiego. Dlatego jedynie 56% ze 120 tys. zdecydowało się tam zamieszkać. Ci, którzy odmówili, pozostali w swoich rodzinnych wioskach uznawanych za „nielegalne” i nie figurują w żadnych państwowych rejestrach.

Siedem „uznanych” miast jest zacofanych i niedoinwestowanych, nie ma tam przedsiębiorstw czy firm, panuje duże bezrobocie, a tak infrastruktura, jak i opieka socjalna nie wykraczają poza najbardziej podstawowy zakres. Jak wskazują oficjalne dane statystyczne, miasta te sytuują się najniżej w społeczno-ekonomicznej strukturze państwa. Jednak jeszcze gorsza sytuacja panuje w „nielegalnych” wioskach, zwłaszcza w dziedzinie edukacji i opieki zdrowotnej. Większość z nich nie jest nawet podłączona do linii wodociągowej, elektrycznej czy telefonicznej.

Najpoważniejszym problemem są mieszkania. Mimo że liczba miejscowej ludności szybko wzrasta (przyrost demograficzny jest tu najwyższy w skali kraju), władze nie udzielają pozwoleń na jakiekolwiek budowy, choćby i prowizoryczne. Beduini są zatem zmuszeni do budowania bez oficjalnych pozwoleń. Odpowiedzią są ostre represje: wysokie kary i regularne niszczenie wiosek. Robotnicy zatrudnieni do rozbiórki przychodzą w asyście licznych policjantów, których agresywne zachowania prowokują starcia, kończące się aresztowaniami Beduinów. Z badania przeprowadzonego przez Uniwersytet Ben Guriona w Ber Szebie wynika, że liczba nakazów rozbiórki w „nielegalnych” wioskach sięgnęła 16 tys.

Tylko w Twajel al-Dżerwal od maja 2006 r. do marca 2009 r. władze izraelskie, chcąc zmusić niektórych Beduinów do opuszczenia wioski, przeprowadziły rozbiórkę ich domów aż 22 razy. Na próżno jednak – już następnego dnia zdeterminowani mieszkańcy odbudowywali swoje prowizoryczne domy z blachy albo rozstawiali na nowo swoje namioty.

Prowadząc swoją wojnę, władze izraelskie kwestionują prawo Beduinów do większości ziemi,  na której oni mieszkają. Wykorzystując więc państwowy aparat represji konfiskują ziemię, zabraniają budowania domów oraz wykorzystywania ziem pod uprawę czy hodowlę, utrudniają korzystanie ze studni czy ograniczają dostępny pod wypas zwierząt obszar. Tylko w latach 2002-2004 zniszczono 24,5 tys. dunamów upraw zaorując obsiane pola bądź spryskując je substancjami toksycznymi.

„Nie spoczniemy, dopóki mordercy mojego brata nie zostaną postawieni przed sądem i skazani” – powtarza doktor Mansur Dżardżawi.

DV i JA

tłum. Ewa Cylwik


[i] Niniejszy artykuł oparty jest m.in. na następujących źródłach: Emmanuel Marx, Bedouin of the Negev, Manchester, Manchester University, 1967; Sabri Jiryis, The Arabs in Israel, Haifa (po hebrajsku), 1966; Ghazi Falah, The Forgotten Palestinians, Arab an-Naqab 1906-1986 Tayiba, Arab Heritage Center, 1989 (po arabsku); Statistical Yearbook of the Negev Bedouin 2004, The Center for Bedouin Studies and Development, Ben Gurion University; The Bulletin of the Negev

Za: kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/04/zapomniani-beduini-z-nakabu

Reklamy
TrackBack URI

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: