Wolna Palestyna

31/07/2010

Komitet Praw Człowieka: Izrael dyskryminuje Palestyńczyków

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 20:41

Komitet Praw Człowieka oskarżył w piątek Izrael o to, że dyskryminuje Palestyńczyków, nie uznając i nie przestrzegając wobec nich Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych na Terytoriach Okupowanych.

Prowadzi to „do sytuacji, w której ludność palestyńska jest przedmiotem całkowitej dyskryminacji” – stwierdza Komitet, powołany do monitorowania przestrzegania Paktu.

Złożony z 18 niezależnych ekspertów Komitet, który obradował w Genewie od 12 lipca uznał, że państwo Izrael „nie posunęło się naprzód, jeśli chodzi o uznanie Paktu”.

Christine Chanet, która przedstawiła na konferencji prasowej wyniki obrad Komitetu przypomniała, że Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości zwrócił się w 2004 roku do Izraela z wezwaniem do przestrzegania Paktu na Terytoriach Okupowanych i wobec całej ludności palestyńskiej.

– Nie odniosło to jednak żadnego skutku – powiedziała Chanet.

Mamy do czynienia z „totalną dyskryminacją” – dodała. – Podczas gdy żydowscy osadnicy na terytoriach Zachodniego Brzegu znajdują się pod ochroną paktu, rdzenna ludność palestyńska – nie – wyjaśniła.

Komitet wezwał Izrael do zaprzestania blokady Strefy Gazy, ponieważ „narusza ona prawa Palestyńczyków”.

Zwrócił się również do rządu Izraela, aby zgodził się na „niezależne międzynarodowe śledztwo” w celu wyjaśnienia okoliczności ataku z 31 maja na flotyllę humanitarną z pomocą dla Gazy, który spowodował śmierć dziewięciu Turków.

Komitet zwrócił się również do władz izraelskich, aby zaniechały praktyki „egzekucji pozasądowych” wobec osób podejrzanych o działalność terrorystyczną. Do izraelskich sił bezpieczeństwa zaapelował, aby stosowały „zasadę proporcjonalności w działaniach, które mają być odpowiedzią na zagrożenia”.

Jednym z zaleceń Komitetu dla Izraela jest przeprowadzanie „wiarygodnych dochodzeń” w sprawach „drastycznych naruszeń prawa międzynarodowego”, takich jak stosowanie tortur oraz ograniczanie prawa do poruszania się i swobody wypowiedzi.

pap

ADL: 80 mln „antysemitycznych” Amerykanów

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 16:01

Pastor Ted Pike – 28.07.2010
Tłumaczyła: Ola Gordon

Dyrektor ADL Abe Foxman mówi, że 45 lat temu 1/3 Amerykanów była „poważnie zainfekowana” antysemityzmem, a obecnie do tej kategorii należy 12-14%, co stanowi 40 mln.
Ale według Foxmana jest jeszcze 40 mln „lekko zainfekowanych” Amerykanów, którzy twierdzą, że Żydzi są „zbyt potężni w finansach,” „kontrolują rząd’ i „kontrolują Hollywood”. Taki „lekki” antysemityzm, twierdzi, dotyczy również tych, którzy wierzą, że „Żydzi zabili Jezusa”.

Pytanie: kto najwyraźniej utwierdza przekonanie, że Żydzi zabili Chrystusa? Odpowiedź: co najmniej 150 mln wierzących w Biblię katolików, prawosławnych i protestantów.

Pytanie: Kto najwyraźniej twierdzi, że Żydzi kontrolują Hollywood i amerykański rząd? Odpowiedź: w tej chwili hollywoodzki weteran, znawca przedmiotu i producent filmowy Oliver Stone. Zapytany przez brytyjski Sunday Times, dlaczego tak bardzo eksponowany jest holokaust, odpowiedział: „Żydowska dominacja mediów. W Stanach mają znaczące lobby. Oni ciężko pracują. Muszą mieć ostatnie słowo w każdym komentarzu, najpotężniejsze lobby w Waszyngtonie. Izrael przez lata p***ł w amerykańskiej polityce zagranicznej”.

Zauważmy, że ADL kreuje miliony Amerykanów na antysemitów tylko z jednego powodu: bo oni po prostu akceptują to, co Żydzi sami nam mówią. Wielu żydowskich historyków filmowych i liczne źródła pokazują, jak Żydzi zakładali Hollywood i trzy największe sieci telewizyjne. Neal Gabler mówi o tej kontroli w swoim klasyku An Empire of Their Own: How the Jews Invented Hollywood (Własne imperium: Jak Żydzi wymyślili Hollywood). To samo jest w prestiżowej Encyklopedii żydowskiej: „Tak więc wszystkie duże firmy hollywoodzkie, z wyjątkiem United Artists, założyli i kontrolują Żydzi”. (Motion Pictures, s. 449). W Encyklopedii żydowskiej są artykuły o tym, jak David Sarnoff, William S. Paley i Leonard Goldenson zakładali i kontrolowali NBC, CBS i ABC.

W sporze ADL nie chodzi o antysemityzm, ale o fakty. O fakt, że wielu wierzy w to, co Żydzi mówią i powtarzają w Internecie, szczególnie o żydowskich sukcesach w zdobyciu kontroli nad mediami, rządem i finansami. Takie powtarzanie tego, co mówią nam sami Żydzi, zwłaszcza, jeśli mówi się o tym krytycznie, obecnie – według ADL – jest „jadowitym antysemityzmem”.
W idealnym świecie według ADL, Żydzi powinni chwalić się swoim niesamowitym przejściem od prześladowań do dominacji najbardziej wpływowych grup społecznych, i powinni być chwaleni przez gojów, ale bez cienia podejrzenia lub krytyki.

Ku uciesze ADL, taką utopię realizują dziesiątki milionów protestantów. A mimo to, sekcja globalnego antysemityzmu w ADL oskarża protestantów o „klasyczny antysemityzm” za to, że wierzą w to, co mówi Nowy Testament – że Żydzi przyczynili się do zabicia Chrystusa. Niemniej jednak, wyznawcy idei „tylko Izrael” cierpią z powodu podejrzenia, że ADL spiskuje przeciwko nim. W przekonaniu, że każda krytyka Żyda wywoła boży gniew, większość protestantów i ich przywódcy są teologicznie zmuszeni do milczenia, by nawet nie wspominać o ADL w miejscach publicznych.

ADL ukrywa prawdziwe intencje

Foxman mówi, że ADL pomogła w ustanowieniu prawa w stanie Georgia i przeszkodziła Ku-Klux-Klanowi w promowaniu anonimowej nienawiści i fanatyzmu. Ale obecnie Internet, jego zdaniem, stał się niczym okapturzony KKK i umożliwia rozwój anonimowej nienawiści. O czym mówi Foxman? O tym, że należałoby wprowadzić prawo przeciwko anonimowości w Internecie, by skończyć z internetową wolnością do nienawiści.

Ale prawdziwym problemem jest to, że podobnie jak maska KKK, ukrywająca pod nią być może mordercze intencje, „pętla” ADLu oskarżająca o antysemityzm około 80 mln Amerykanów, ma również złe intencje.

ADL jest architektem federalnego prawa przeciwko nienawiści, ale ma na sumieniu wzniecanie prześladowań chrześcijan krytykujących aborcję i homoseksualizm w państwach takich jak Kanada.

Pętle ADLu są po to, by je zaciskać.

Za: truthtellers.org/alerts/adl80millionamericansantisemitic.htm


W Strefie Gazy znów niespokojnie. Nie żyje jeden z dowódców Hamasu

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 13:10

Izraelskie lotnictwo w nocy z piątku na sobotę ostrzelało rakietami centralną Strefę Gazy. Podczas nalotu zginął Issa Batran –  jeden z przywódców wojskowych Hamasu, odpowiedzialny za produkcję rakiet. Batran został zabity przez izraelski pocisk wystrzelony w jego przyczepę. Ponadto 13 osób odniosło rany.

Issa Batran przeżył w przeszłości 5 prób zabójstwa przez Izrael. W ostatniej, dokonanej podczas operacji „płynny ołów”, zabito jego żonę i pięcioro dzieci.

Izrael ostrzelał również obóz szkoleniowy Hamasu w mieście Gaza oraz podziemne tunele wzdłuż południowej granicy Gazy z Egiptem.

W piątek rakieta wystrzelona ze Strefy Gazy uderzyła w 120 – tysięczne miasto Aszkelon. Nikt nie odniósł obrażeń. Do wystrzelenia rakiety nie przyznało się żadne z palestyńskich ugrupowań.

Natychmiast po izraelskim nalocie odwet zapowiedział Hamas. Wiele więc wskazuje na to, że może dojść do powtórki wydarzeń z przełomu 2008/2009 roku, kiedy to w wyniku izraelskiej operacji “płynny ołów” życie straciło ponad 1400 Palestyńczyków, w zdecydowanej większości cywili.

Za: nacjonalista.pl, english.aljazeera.net, ynetnews.com

30/07/2010

Państwo bojące się swojej przeszłości

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 19:19

Masakra w Deir Yassin 9 kwietnia 1948

Około dwa tygodnie temu premier Netanyahu podpisał przepisy ograniczające dostęp do archiwów rządowych. Jak ujawnił wczoraj w Haaretz Barak David, 50-letnie dokumenty, które miały być otwarte dla badań historycznych, pozostaną utajnione przez następnych 20 lat. Decyzję tę podjęto na skutek nacisku organów bezpieczeństwa i wywiadu na archiwistę państwowego prof. Jehoszua Freundlicha. Archiwista przyjął to stanowisko i powiedział, że „dokumenty te nie mogą być badane przez opinię publiczną.”

Informacje w nich zawarte dotyczą między innymi wypędzeń i masakr Arabów podczas „wojny o niepodległość”, operacji Mossadu w innych krajach, inwigilacji polityków opozycyjnych przez Szin Bet w latach 1950-tych, jak również ustanowienia Instytutu Badań Biologicznych w Nes Tziona i Ośrodka Badań Nuklearnych w Dimonie.

Wcześniej dokumenty te nie były dostępne, i nowe przepisy właśnie przypieczętowały legalizację zamknięcia archiwów (zamkniecie ich do tej pory było nielegalne). Archiwista ostrzegł, że niektóre z tych dokumentów „wskazują na nieprzestrzeganie (przez Izrael) prawa międzynarodowego.” Mówi on, że gdyby działania organów bezpieczeństwa i wywiadu Izraela w przeszłości wyszły na jaw, byłby on postrzegany jako stojący poza prawem.

Ale jego wyjaśnienia nie są rozsądne. Izrael, obchodzący w tym roku 62 rocznicę powstania, powinien i musi dokonać konfrontacji ze swoją przeszłością i ukazać ją opinii publicznej i historykom. Opinia publiczna ma prawo poznać decyzje podjęte przez założycieli, nawet jeśli zawierały pogwałcenie praw człowieka, utajnianie zbrodni lub prześladowanie opozycji politycznej. Państwo jest na tyle dojrzałe i silne, by znieść wywołaną przez to krytykę, gdyby na przykład odkryto wcześniej nie publikowane zeznania dotyczące wydarzeń w Deir Yassin.

Zadaniem organów bezpieczeństwa i wywiadu jest ochrona państwa a nie ukrywanie jego przeszłości. Nowe przepisy, przygotowane w odpowiedzi na petycje składane przez dziennikarzy w Sądzie Najwyższym, odwracają trend otwartości ustanowiony Prawem Dostępu do Informacji, które sąd nazwał „prawem przewodnim”. Izraelczycy powinni badać historię poprzez wydarzenia jakie miały miejsce i odnoszące się do nich dokumenty, a nie ich wersję ocenzurowaną i upiększoną.

Tłumaczyła: Ola Gordon

Źródło: Artykuł redakcyjny Haaretz – 29.07.2010
Za: judeopolonia.wordpress.com

Izrael zrównał z ziemią beduińską wioskę na pustyni Negev (Nakab)

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 01:45

Netanyahu nazywa beduińskich obywateli Izraela „realnym zagrożeniem” – po czym cała wioska na pustyni Negev zostaje zburzona

Wczesnym rankiem we wtorek izraelska policja najechała na „nieuznaną” beduińską wioskę al-Arakib na pustyni Negev niszcząc 40 domów i wysiedlając ponad 300 mieszkańców. Mieszkańcy, z których większość to dzieci, zostali bez dachu nad głową. Bezprecedensowy rajd rozpoczął się około 4:30 nad ranem. Mieszkańcy byli zaskoczeni, że obudzili się otoczeni przez olbrzymi oddział 1500 funkcjonariuszy policji z bronią palną, granatami ogłuszającymi, hełmami i tarczami, wliczając setki funkcjonariuszy Specjalnych Policyjnych Oddziałów Prewencji (Yasam) jak również policji konnej, helikoptery i buldożery.

Na wezwanie mieszkańców tuziny lewicowych działaczy i ochotników przybyło z całego kraju by wesprzeć ich w pokojowym proteście. Kilku mieszkańców zostało posiniaczonych i pobitych przez policję, nie wymagali jednak opieki lekarskiej. Jedna demonstrantka została zatrzymana przez policję. Policja usunęła mienie mieszkańców do przygotowanych kontenerów i buldożery zburzyły budynki mieszkalne i zagrody dla owiec oraz zniszczyły sady owocowe i gaje oliwne.

Mieszkańców wioski, w większości dzieci i starców, pozostawiono oszołomionych w pobliżu zrównanej z ziemią wioski, bez schronienia i wody, w palącym słońcu.

Zniszczenia wioski dokonano pomimo wciąż nierozstrzygniętego przez sądy sporu dotyczącego własności ziemi. Mieszkańcy wioski al-Arakib nie są nielegalnymi mieszkańcami ani najeźdźcami: ich wioska istniała na długo przed pojawieniem się Izraela w 1948 r. Mieszkańcy zostali wysiedleni w 1951 r., lecz powrócili na ziemię na której żyją i którą uprawiają. Prawo własności do ziemi jest obecnie przedmiotem postępowania w Sądzie Okręgowym Be’er Sheva, gdzie zeznawali badacze akademiccy potwierdzając prawo własności mieszkańców wioski do ziemi.

Zburzenia wioski al-Arakib nie można nie wiązać z poniedziałkowym oświadczeniem premiera Netanyahu, który na posiedzeniu rady ministrów ostrzegał przed „sytuacją, kiedy to żądania praw narodowych będą podnoszone przez jakieś dzielnice wewnątrz Izraela, na przykład z Negev, jeśli obszar pozostanie bez żydowskiej większości. Takie rzeczy zdarzyły się na Bałkanach i jest to realnym zagrożeniem”. Prezentowanie beduińskich obywateli Izraela jako „realnego zagrożenia” daje uzasadnienie dla wypędzenia ich z Negev w celu judaizacji regionu.

Deklarowanym celem zniszczenia wioski jest realizacja planów Żydowskiego Funduszu Narodowego zasadzenia lasu na tym terenie.

Za: intifada-palestine.com

Te domy są wybudowane nielegalnie – mówi izraelska policja i plądruje całą osadę. Około 300 Beduinów żyjących na pustyni Negev w Izraelu straciło dach nad głową na mocy sądowego orzeczenia wydanego… 11 lat temu.

– Więcej niż 1500 policjantów najechało wioskę przed świtem. Przyjechali kilkunastoma pojazdami i spacyfikowali osadę – mówi Chaya Noach, szefowa organizacji walczącej o równe prawa dla grup zamieszkujących Negev. Walczy ona m.in. w imieniu 160-tysięcznej społeczności zamieszkującej Negev. Dodała, że co najmniej 5 spycharek zrównało z ziemią wszystkie domy we wsi. To mniej więcej 30 do 40 prowizorycznych, zbudowanych z gliny i słomy lepianek. Jednak był to jedyny dach nad głową dla ponad 300 Beduinów.

– Trzeba było trzech lub czterech godzin, aby zniszczyć je wszystkie – kontynuuje przerażona Noach. Wyrwano także setki drzewek oliwnych należących do osadników. – Oni po prostu chcą usunąć Beduinów z krajobrazu – podsumowuje kobieta.

– Te domy były nielegalnie wybudowane – powiedział rzecznik prasowy policji, Mickey Rosenfeld. Zostały zniszczone zgodnie z orzeczeniem sądu wydanym… 11 lat temu, jednak do tej pory nie zrealizowanym. – Usunęliśmy około 30 baraków, a kilkaset osób przewieźliśmy do Rahat, skąd pierwotnie pochodzą – dodał Rosenfeld.

– Splądrowali nasze domy, zniszczyli drzewa, zabrali nasze maszyny, ciągniki i samochody. Tak, jakby nas tu nigdy nie było – opowiada Al-Sheikh Siyah Turi, przywódca wioski.

Ibrahim al-Waqili, szef regionalnej rady wsi, mówi, że to pierwszy przypadek, kiedy władze Izraela posunęły się tak daleko. – Zwykle niszczą kilka domów, a teraz zrównali z ziemią wszelkie oznaki życia w tym miejscu – mówi. Uważa, że to było tylko ostrzeżenie dla 45 pozostałych wsi, które zamieszkuje ponad 100 tysięcy Beduinów.

Beduini utrzymują, że część gruntów Negev to ich własność. Roszczeń tych nie uznaje Izrael. Rząd chce przesiedlenia stamtąd Beduinów do projektowanych specjalnie dla nich siedmiu miasteczek. Oznaczałoby to dla Beduinów rezygnację z ich roszczeń, a na to nie mogą się zgodzić.

Jednym ze sposobów, w jaki władze chcą zmusić Beduinów do opuszczenia Negev, jest nie wydawanie pozwoleń na wszelkie ich inicjatywy budowlane. W konsekwencji Beduini są zmuszeni do stawiania nielegalnych budowli. A te z kolei są skrupulatnie przez władze niszczone.

Liczba zniszczonych beduińskich osad nieprzerwanie wzrasta od 2005 roku. W 2009 roku zniszczono 254 domy, jednak liczba ta wkrótce może się potroić. Izrael zamieszkuje około 160 tysięcy Beduinów, większość w okolicach pustyni Negev.

eMBe/Khaleejtimes.com

Za: fronda.pl/news/czytaj/policjanci_zniszczyli_wioske_bo_to_budowlana_samowolka

29/07/2010

Izrael Shamir: Przyparty do muru

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 18:25

Historia ta mogła wydarzyć się wszędzie indziej, lecz wydarzyła się w Jerozolimie. Oczywiście, Jerozolima jest miastem świętym, miejscem konfliktu Żydów z Arabami, lecz i tutaj mieszkają normalni mężczyźni i kobiety. Historia ta to gotowy scenariusz filmowy, ponieważ jest w niej romantyczna miłość, młodzi i piękni kochankowie, których rozdzieliły przesądy, okrutni sędziowie, nieugięty nacisk władz, wściekłość i śmierć.

Kilka dni temu młody Jerozolimczyk wdrapał się na swój traktor (pracował w przedsiębiorstwie budowlanym) i w napadzie wściekłości ostro ruszył po głównej ulicy miasta, taranując samochody i autobusy. Jego bunt trwał krótko, po kilku minutach biedaka zastrzelono. Nie jest to rzadka historia w naszych (i innych) czasach. Jest to skrajna reakcja człowieka, którego przyparto do muru, usidliły go władze, usidliło społeczeństwo.

W zależności od charakteru, przyparty do muru człowiek kończy z sobą, pogrąża się w beznadzieję narkotyków i alkoholu, lub w porywie wściekłości niszczy wszystko wokół. Wściekłość to ludzka odpowiedź na nieludzki nacisk. Jack London opiewał wściekłość w jednym ze swoich opowiadań. Wielu innych pisarzy fascynowała dynamika wściekłości. Jednak w życiu wściekły bunt można spotkać częściej niż w książkach. Niedawno w Petersburgu operator buldożera zburzył baraki budowlańców a dwóch z nich rozjechał. W Ameryce takie wypadki zdarzają się o wiele częściej, bo Hollywood lubuje się w przedstawianiu w filmach wściekłego buntu, a ucisk państwa jest tam większy, niż gdzie indziej. Takim buntownikiem był Marvin Heemeyer z Granby w Kolorado. Tego amerykańskiego robociarza do muru przyparły miejskie władze, miejskie gazety i konkurencja. Zbuntował się, wlazł na buldożer i starł z powierzchni ziemi budynek władz miejskich, redakcję gazety i na dodatek z dziesięć domów, a potem zastrzelił się. Lecz młodego jerozolimskiego traktorzystę Hosama Dwayyat’a usidlono tak, jak Heemeyer’owi się nawet nie śniło.

Hosam urodził się już pod okupacją izraelską, i wychował się na przedmieściu Wschodniej Jerozolimy. Jego wioska Sur Bahr, którą przyłączono do miasta, jest całkiem niezła. Domy są duże, otoczone sadami, w okolicy przestworza pustyni z pastuchami i owcami, a Betlejem i stara Jerozolima o rzut kamieniem. Jeszcze bliżej są nowe żydowskie dzielnice, zbudowane na byłych ziemiach wioski. Jak inni młodzi ludzie, którzy wychowali się w dalekich rejonach Wschodniej Jerozolimy, Hosam mieszkał w ponurej strefie między Żydami i Palestyńczykami. Swobodnie mówił po hebrajsku, miał żydowskich i palestyńskich przyjaciół. Paszportu i obywatelstwa mu nie dano, chociaż on sam i jego przodkowie urodzili się w Jerozolimie, lecz w odróżnieniu od setek tysięcy innych Arabów miał dokument. Chociaż dokument ten był gorszy, bo z napisem „Arab, nie obywatel”, lecz na jego podstawie mógł wyprawić się do Tel Avivu i Zachodniej Jerozolimy jak zwykły człowiek. Oczywiście, w drodze zatrzymywały go często przeróżne posterunki, był rewidowany, sprawdzano mu dokumenty, a czasami nawet zatrzymywano i bez żadnej przyczyny bito, żeby Arab pamiętał o tym, że jest Arabem. Z takim dokumentem nie mógł liczyć na dobrą pracę.

Lecz Hosam był młody i nie łatwo poddawał się rozpaczy. Osiem lat temu spotkał młodą rosyjską dziewczyną, Marynę. On miał 23 lata, a ona 19 i oboje zakochali się w sobie. Przez jakiś czas mieszkali razem w Tel Avivie, potem gdzie indziej, i marzyli o ślubie.

Rosjanie to oddzielna pozycja izraelskiej mozaiki. Chociaż w większości nominalnie uważani są za „Żydów”, lecz sami siebie tak nie określają. Żydostwo nie stało się dla nich główną i podstawową cechą człowieczeństwa. Za młodu nie uczono ich szowinizmu. W Związku Radzieckim i w krajach powstałych na jego gruzach chłopcy i dziewczęta zakochiwali się nie pamiętając o paragrafie „narodowość”. Oczywiście, tak samo jest i w Ameryce, i w Europie. Lecz w Europie i Ameryce nie było strasznego kryzysu i pierestrojki, i stamtąd „nominalni Żydzi” nie uciekali do Izraela.

W Izraelu Rosjan potraktowano z góry, jak biednych uciekinierów. Jeszcze wczoraj byli oni dziećmi lekarzy i nauczycieli, a dzisiaj stali się potencjalnymi przestępcami, którzy muszą obowiązkowo iść do wojska, a potem zostać dobrymi tynkarzami lub programistami. Z wyniosłymi „dziećmi z dobrych izraelskich rodzin” nie spotykają się, a od dzieci z biednych marokańskich dzielnic dzieli ich zbyt wiele.

Palestyńskiej młodzieży arabskiej o wiele bliżej do Rosjan. Nie zwariowała ona na punkcie pieniędzy i służby wojskowej, dobrze się ubiera, uważa na siebie, jest uprzejma, bardziej podobna do Europejczyków i nie spogląda na Rosjan z góry. Dlatego rosyjsko-palestyńskie romanse wcale nie są rzadkością. W moim sąsiedztwie pewna rosyjska dziewczyna wyszła za mąż za chłopca z Batir, małej wioski pod Jerozolimą, i mieszka tam ze swoją nową rodziną. Inna znajoma przyjaźniła się z palestyńskim komputerowcem, lecz rozstali się z powodu jakichś swoich przyczyn.

Lecz oficjalny Izrael odnosi się ze zgrozą do związków „nominalnych Żydów” i Palestyńczyków. Kilka dni temu największa izraelska gazeta „Yediot Ahronot” ogłosiła, że „władze miasta Kiryat Gat postanowiły walczyć z romansami miejscowych dziewcząt z młodymi Beduinami … na posiedzeniu pokazano film „Spać z wrogiem”. Na słowach się nie kończy. W czerwcu wojsko izraelskie wtargnęło do wioski Husan i siłą uprowadziło izraelską dziewczynę Melissę, która wyszła za mąż za miejscowego chłopca Muhammada Hamameh’a. Istnieje także organizacja Yad Leakhim, walcząca z mieszanymi małżeństwami i z nawróceniami na islam i chrześcijaństwo. Informują oni sąsiadów i rodzinę o takim podejrzanym zachowaniu się, a czasami stosują poważniejsze środki.

Rodzice Maryny zauważyli aluzje i nieprzychylne spojrzenia sąsiadów i znajomych, i przeprowadzili poważną rozmowę z córką. Lecz Maryna była dziewczyną z silną wolą; uciekła z rodzinnego domu do swego ukochanego, a jego rodzina chętnie przyjęła rosyjską dziewczynę. Lecz rodzice Maryny i sąsiedzi nie zrezygnowali. Maryna była bardzo młoda, i nie śpieszyła się do wyjścia za mąż. Podobało się jej, gdy podrywali ją także inni młodzi chłopcy, a Hosam traktował ich związek bardzo poważnie. Chciał doprowadzić do ślubu z dziewczyną, i jej flirty źle na niego działały. Czasami dochodziło do przepychanek. Po kolejnej kłótni Maryna odeszła do rodziców, tam ją podburzono, i doniosła na przyjaciela na policję, która go aresztowała.

Przeraziła się tego co zrobiła, pobiegła na policję, próbowała cofnąć swój donos, lecz było za późno. W sądzie broniła Hosama, lecz nic nie pomogło. Izraelscy sędziowie oddani są żydowskiej sprawie z całej duszy, w przeciwnym wypadku nie byliby sędziami. Każdego dnia uniewinniają Żydów, którzy pobili lub zabili Arabów, zatwierdzają konfiskacje arabskich domów, a więc i teraz skorzystali z okazji, aby zerwać zakazane małżeństwo, choćby nominalnej, lecz Żydówki, z Palestyńczykiem.

Była i inna przyczyna. W Izraelu, jak w innych zachodnich krajach, zwyciężył feminizm, który walczy o prawa kobiet, lecz nie o prawa prawdziwych żywych kobiet. Dla feministek ważniejsze jest wsadzenie chłopa do więzienia, niż zapewnienie szczęścia kobiecie. Dlatego w społeczeństwie postfeministycznym kobieta nie może odwołać swego zeznania obwiniającego mężczyznę.

Na przykład, izraelski minister Hayim Ramon pocałował dziewczynę. To jest, ona sama chciała z nim się pocałować, lecz po przyjacielsku, a on zrobił z tego pocałunek namiętny. Dziewczyna wpadła w zakłopotanie, złożyła zażalenie, potem rozmyśliła się i wyjechała. Policja znalazła ją aż w Południowej Ameryce i zmusiła do podtrzymania zażalenia, grożąc sądem za złożenie fałszywych zeznań. Feministki zaszczuły Ramona, i do dzisiaj nazywają go „gwałcicielem”.

Tak więc, Hosam otrzymał wyrok, nie tylko dlatego, że jest Arabem. Skazano go na 20 miesięcy więzienia, a w więzieniu załamał się, zawarł znajomości ze światem przestępczym i spróbował narkotyków.

W zeszłym tygodniu Maryna, która ma już 27 lat, lecz wciąż zachowuje dawną urodę, płakała za zabitym Hosamem, i powtarzała: „Dlaczego go zabili?” Przez cały ten czas nie przestawała go kochać, urodziła i wychowała jego dziecko, które ma już siedem lat. Miała nadzieję, że po zwolnieniu Hosam wróci do niej, lecz nie wrócił, nie przebaczył. Postanowił zacząć życie od nowa. Ożenił się z palestyńską dziewczyną ze swojej wioski, z którą miał dwoje dzieci, rozpoczął pracę jako traktorzysta, zaczął budować dom.

Tutaj czekał na niego następny cios. Żydowskie władze nigdy nie dadzą Palestyńczykowi pozwolenia na budowę domu na jego własnej ziemi. Z ich punktu widzenia, cała ziemia jest własnością żydowską, której na razie nie skonfiskowano. Zbudował dom bez pozwolenia, jak wielu innych mieszkańców miasta. Lecz tego, co uchodzi na sucho Żydom, Arabom robić nie wolno. Znowu sąd, i wyrok: dom zburzyć i zapłacić karę 50 000 dolarów. I wtedy Hosam nie wytrzymał, wsiadł do swego traktora i w napadzie wściekłości ostro ruszył wzdłuż ulicy Jaffskiej w centrum Jerozolimy taranując samochody. Szybko go zastrzelono.

Taka historia mogłaby się zdarzyć wszędzie, i w Krakowie i w Atlancie. W dowolnym kraju dziewczyna może rozmyślić się już na ślubnym kobiercu. Zazdrosny kawaler może spoliczkować „latawicę”. Sędziowie-feminiści mogą uprzeć się przy dużym wyroku. Dziewczyna może pozostać samotna, kochać uwięzionego przyjaciela i donosić i urodzić jego syna. W dowolnym mieście mogą zburzyć dom, zbudowany bez pozwolenia. Przyparty do muru mężczyzna, któremu odebrano przyjaciółkę i zburzono dom, może wpaść we wściekłość i rzucić się na ludzi, jak na filmie. Może postąpi źle, lecz ludzie to zrozumieją.

Tak właśnie napisały niektóre zachodnie gazety, ponieważ takie rzeczy zdarzają się wszędzie, gdzie człowiek napotyka nieprzepartą potęgę współczesnego państwa, od którego nie może uciec. Jednakże takie ogólnoludzkie wyjaśnienie nie było na rękę władzom izraelskim. Chcą one za każdym razem, codziennie podkreślać przepaść między Żydem i nie-Żydem, gdyż w przeciwnym wypadku Izrael nie będzie nikomu potrzebny. Chcą stworzyć świat, w którym nie będzie Żydów nominalnych a jedynie Żydzi żarliwi, oddani żydowskiej idei. W tym celu należy przekonać świat, i zwykłych Żydów „nominalnych”, że nieszczęśliwy, doprowadzony do rozpaczy młody człowiek był „krwawym arabskim terrorystą”.

Tym, którzy nie zgodzili się z wydumanym przez nich wyjaśnieniem, władze izraelskie i ich poplecznicy zarzucają „negowanie Holokaustu” i „głoszenie oszczerstw o mordach rytualnych”. Właśnie tak! Jeśli nie będziecie uważali każdego wypadku, w którym ucierpiał człowiek uważany za Żyda, za antysemicki napad terrorystyczny na wszystkich Żydów na świecie, to możecie także negować Holokaust, a także wierzyć w krew w macy. Świat jest czarno-biały. Kto nie jest z nami, ten jest wrogiem. Taka jest binarna logika syjonistów.

I nikt nie chce być ich wrogiem. Dlatego prezydent Bush odłożył wszystkie sprawy i osobiście zadzwonił do izraelskiego premiera, wyraził swoje współczucie i oburzenie na arabski terroryzm. Zadzwonił także sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon. Zameldowały się głowy państw i premierzy rządów, a także przywódcy kościelni. A kto się nie zameldował, temu nie uszło na sucho. Przywódcy Żydów amerykańskich już nazwali prawosławnego arcybiskupa z Jerozolimy, władykę Teodozjusza, „poplecznikiem krwawych terrorystów”, ponieważ w swoim kazaniu nie wspomniał o tym incydencie. Nie chodziło o to, że chwalił, lub usprawiedliwiał ten indywidualny bunt, on tylko o nim nie wspomniał.

Ze swojej strony izraelscy politycy starają się prześcignąć jeden drugiego w oddaniu sprawie żydowskiej. Prokurator generalny zaproponował zburzyć dom rodziców Hosama. Minister obrony Barak zobowiązał się to wykonać. Inny minister zaproponował otoczyć wioskę Sur Bahr ośmiometrową ścianą. Ubezpieczalnia przestała płacić emeryturę krewnym. Bardziej zdecydowani zażądali, by „Wysiedlić wszystkich Arabów”. Histeria tak się rozpowszechniła, jak gdyby w Hajfie wysadzono oddziały Wermahtu.

Można byłoby pomyśleć, że w Izraelu nikt nigdy nie taranował niczego traktorem. Niestety, nie. Kilka lat temu żydowski operator buldożera najechał 65-tonowym pojazdem na Amerykankę Rachel Corrie, która brała udział w pikiecie przeciwko burzeniu palestyńskiego domu. Inny izraelski operator buldożera opowiedział z zachwytem gazecie o swoich czynach w czasie burzenia przez wojsko izraelskie obozu palestyńskich uchodźców w Jenin’ie „Nikogo nie oszczędzałem. Każdego mógłbym powalić swoim buldożerem D-9, i przez trzy dni burzyłem i niszczyłem. Nie widziałem na własne oczy ludzi pod moim buldożerem, lecz nawet gdybym ich zobaczył, nie powstrzymałoby to mnie. Z każdym zburzonym domem grzebałem żywcem 40 – 50 ludzi. Sprawiało mi to wielką przyjemność”. Ich nie sądzono, nie podano także ich nazwisk.

Z żołnierza, który zastrzelił bezbronnego Hosama, prasa izraelska zrobiła bohatera. Lecz Palestyńczyków, którzy powstrzymali Żyda, masowego zabójcę, w miasteczku Shafa Amr, oddano pod sąd.

A Maryna płacze za swoim zabitym Hosamem, którego przeklinają wszystkie izraelskie środki masowego przekazu. Mówi: „Miał przyjaciół w Izraelu, Żydzi się mu podobali”. Jednak podobali się mu zwykli, nominalni Żydzi, którzy ze swego żydostwa nie robili głównego celu życia. Tacy się wszystkim podobają lub nie podobają, w zależności od ich osobistych przymiotów. Oni także cierpią z powodu przeklętej, narzucanej im żydowskiej tożsamości, jak normalne kobiety cierpią z powodu walki o ich prawa, narzuconej przez feministki.

Lecz mnie cieszy Maryna. Jeśli w Izraelu są takie dziewczyny, to jeszcze nie wszystko stracone. A więc pokój jest możliwy. Nie tylko możliwy, jest nieunikniony.

Tłumaczył: Roman Łukasiak

Za: israelshamir.net/Polish/Polish.htm

Zapomniani Beduini z Nakabu

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 14:49

W czwartek 20 marca 2008 r. ok. godz. 21 ogrodnik Sabri al-Dżardżawi, 25-letni mieszkaniec wioski Szakib as-Salam na Pustyni Negew wybiera się z Ismailem Abu Muharib, znajomym z sąsiedniej wioski Lakijja, na najbliższą plażę – do Aszkelonu. Na parkingu podchodzą do nich dwaj policjanci w cywilu i żądają dokumentów. „Czego tu szukacie, wy brudni Arabowie!? Nie macie prawa tu być!” – wrzeszczą na młodych Beduinów.

Sabri ośmiela się sprzeciwić. Jeden z policjantów daje mu w twarz, potem uderza go swoją latarką, drugi zaś unieszkodliwia Ismaila, zakuwając go w kajdanki. Policjanci rzucają Sabriego na ziemię i kopią tak długo, aż traci przytomność.

Przybyli na miejsce policjanci patrolujący okolicę widząc, że Sabri jest w stanie krytycznym, wzywają karetkę. Ratownicy medyczni po stwierdzeniu braku oddechu i pulsu i przez 20 minut próbują go reanimować. Potem zabierają do najbliższego szpitala – Barzilai w Aszkelonie. Po oględzinach, lekarze stwierdzają liczne rany głowy – twarzy i czoła, klatki piersiowej, nóg, złamania kości czoła i twarzy oraz krwotok mózgowy i płucny.

Nazajutrz policja zawiadamia telefonicznie jednego z wujów Sabri’ego, że został on ranny i przebywa w szpitalu. Ismail z kolei po dwóch dniach nadzoru policyjnego zostaje zwolniony, nie usłyszawszy żadnych zarzutów. Stan Sabriego pogarsza się na tyle, że lekarze z Aszkelonu decydują się przewieźć go do szpitala Soroka w Ber Szebie, który ma lepsze wyposażenie medyczne. Sabri umiera 2 czerwca 2008 r. po 70 dniach w śpiączce. Zgodnie z przewidzianymi prawem procedurami biegli przeprowadzają sekcję zwłok, a wewnętrzny wydział dochodzeniowy policji podejmuje śledztwo w sprawie.

Jednak trzy miesiące później policja informuje rodzinę Sabriego, że nie udało się jej ustalić przyczyn jego śmierci: wprawdzie wyniki sekcji potwierdzają, że został poważnie pobity, jednak biegli nie mogą stwierdzić z całą pewnością, że zgon nastąpił z tego powodu. Brat Sabriego (sam będący lekarzem medycyny) nie waha się nazwać incydentu „zabójstwem popełnionym z zimną krwią i niczym nieuzasadnionym mordem”. Jego ponad 70-letni rodzice nie rezygnują. Rodzina wynajmuje patologa oraz prywatnego detektywa, którzy mają dostarczyć ich adwokatowi materiał pozwalający na wniesienie sprawy do sądu.

Fakt, że bohaterem tej historii jest Arab z Pustyni Negew (jak nazywają ten region Żydzi) nie jest kwestią przypadku. Beduini z Nakab (jak mówią o nim Arabowie) – obok Żydów z Etiopii – stanowią najniższą warstwę społeczną w Izraelu[i]. A przecież stanowią oni 12% arabskich obywateli tego państwa.

W 1948 r. ta licząca 70 tys. osób społeczność, która utrzymywała się z uprawy ziemi i hodowli zwierząt, stanowiła niemal jedynych mieszkańców tego pustynnego obszaru. Ziemia i woda, stanowiące niegdyś wspólną własność, przechodziły stopniowo w ręce prywatne, choć prawa własności nie były nigdzie zapisane i opierały się jedynie na prawie zwyczajowym. Nakba („katastrofa” z 1948 r.) sprawiła, że liczba Arabów w tym regionie spadła do 11 tys.; pozostali uciekli bądź zostali wypędzeni. Wysiedlenia przy użyciu siły wojskowej miały zresztą miejsce do 1959 r.

Ci, którzy pozostali, stracili 90% swojej ziemi, zostali odseparowani przez sijadż (ogrodzenie) i poddani podobnemu reżimowi wojskowemu jak pozostali Arabowie w Izraelu (trwało to do 1966 r.). Zatem każda zmiana miejsca pobytu wymagała uzyskania zgody, która uzależniona była od widzimisię lokalnych władz. Z 1260 tys. hektarów ziemi na Pustyni Negew należących – zgodnie z dokumentami z okresu brytyjskiego mandatu – do Beduinów, w ich rękach pozostało zaledwie 24 tys. hektarów, przy czym muszą oni toczyć nieustanny bój o ich zachowanie. Bowiem państwo, posługując się arsenałem niezliczonych praw i regulacji oraz utrudniając im codzienną egzystencję, podejmuje nieustające próby przejęcia ich ziem.

Na przełomie lat 60. i 70. Izrael próbował zmusić Beduinów do osiedlenia się na terenie siedmiu miast (Rahat, Hawra, Tel as-Saba, Lakijja, Szakib as-Salam, Kusajfa i Ararat al-Nakab), nie licząc się z tym , że nawykli do życia wiejskiego. Dlatego jedynie 56% ze 120 tys. zdecydowało się tam zamieszkać. Ci, którzy odmówili, pozostali w swoich rodzinnych wioskach uznawanych za „nielegalne” i nie figurują w żadnych państwowych rejestrach.

Siedem „uznanych” miast jest zacofanych i niedoinwestowanych, nie ma tam przedsiębiorstw czy firm, panuje duże bezrobocie, a tak infrastruktura, jak i opieka socjalna nie wykraczają poza najbardziej podstawowy zakres. Jak wskazują oficjalne dane statystyczne, miasta te sytuują się najniżej w społeczno-ekonomicznej strukturze państwa. Jednak jeszcze gorsza sytuacja panuje w „nielegalnych” wioskach, zwłaszcza w dziedzinie edukacji i opieki zdrowotnej. Większość z nich nie jest nawet podłączona do linii wodociągowej, elektrycznej czy telefonicznej.

Najpoważniejszym problemem są mieszkania. Mimo że liczba miejscowej ludności szybko wzrasta (przyrost demograficzny jest tu najwyższy w skali kraju), władze nie udzielają pozwoleń na jakiekolwiek budowy, choćby i prowizoryczne. Beduini są zatem zmuszeni do budowania bez oficjalnych pozwoleń. Odpowiedzią są ostre represje: wysokie kary i regularne niszczenie wiosek. Robotnicy zatrudnieni do rozbiórki przychodzą w asyście licznych policjantów, których agresywne zachowania prowokują starcia, kończące się aresztowaniami Beduinów. Z badania przeprowadzonego przez Uniwersytet Ben Guriona w Ber Szebie wynika, że liczba nakazów rozbiórki w „nielegalnych” wioskach sięgnęła 16 tys.

Tylko w Twajel al-Dżerwal od maja 2006 r. do marca 2009 r. władze izraelskie, chcąc zmusić niektórych Beduinów do opuszczenia wioski, przeprowadziły rozbiórkę ich domów aż 22 razy. Na próżno jednak – już następnego dnia zdeterminowani mieszkańcy odbudowywali swoje prowizoryczne domy z blachy albo rozstawiali na nowo swoje namioty.

Prowadząc swoją wojnę, władze izraelskie kwestionują prawo Beduinów do większości ziemi,  na której oni mieszkają. Wykorzystując więc państwowy aparat represji konfiskują ziemię, zabraniają budowania domów oraz wykorzystywania ziem pod uprawę czy hodowlę, utrudniają korzystanie ze studni czy ograniczają dostępny pod wypas zwierząt obszar. Tylko w latach 2002-2004 zniszczono 24,5 tys. dunamów upraw zaorując obsiane pola bądź spryskując je substancjami toksycznymi.

„Nie spoczniemy, dopóki mordercy mojego brata nie zostaną postawieni przed sądem i skazani” – powtarza doktor Mansur Dżardżawi.

DV i JA

tłum. Ewa Cylwik


[i] Niniejszy artykuł oparty jest m.in. na następujących źródłach: Emmanuel Marx, Bedouin of the Negev, Manchester, Manchester University, 1967; Sabri Jiryis, The Arabs in Israel, Haifa (po hebrajsku), 1966; Ghazi Falah, The Forgotten Palestinians, Arab an-Naqab 1906-1986 Tayiba, Arab Heritage Center, 1989 (po arabsku); Statistical Yearbook of the Negev Bedouin 2004, The Center for Bedouin Studies and Development, Ben Gurion University; The Bulletin of the Negev

Za: kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/04/zapomniani-beduini-z-nakabu

Izrael nie wpuścił do Gazy hiszpańskich dyplomatów

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 04:10

25-07-2010

Władze izraelskie odmówiły grupie czterech hiszpańskich parlamentarzystów zezwolenia na wjazd do Strefy Gazy, gdzie chcieli zapoznać się z warunkami życia w warunkach blokady.

Jak podała hiszpańska agencja EFE, odmowę zakomunikowano deputowanym bez żadnych wyjaśnień, za pośrednictwem konsulatu generalnego Hiszpanii w Jerozolimie.

Strefa Gazy, w której zamieszkuje półtora miliona Palestyńczyków, jest objęta od trzech lat, to jest odkąd władzę przejął tam islamski Hamas, ścisłą izraelską blokadą.

Deputowana Fatima Aburto złożyła w imieniu czteroosobowej delegacji składającej się z przedstawicieli partii socjalistycznej w Kortezach następujące oświadczenie: „Jesteśmy oburzeni. To, że Izrael usiłuje ukrywać sytuację panującą w regionie uważamy za błąd. Nie jesteśmy żadną flotyllą, która chce sforsować blokadę, lecz hiszpańskimi parlamentarzystami, którzy przyjechali do Izraela w uzgodnieniu z agencją Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców Palestyńskich (UNRWA)”.

Delegacja, której nie wpuszczono do Strefy Gazy, pozostanie w regionie do czwartku i ma odwiedzić w tym czasie miasta palestyńskie na Zachodnim Brzegu Jordanu, m.in. Ramallah, Betlejem i Hebron.

W Hebronie, mieście, gdzie zamieszkują również izraelscy osadnicy, delegacji będą towarzyszyć członkowie organizacji „Breaking the Silence” („Przełamując milczenie”), w której skład wchodzą byli izraelscy wojskowi i rezerwiści. Organizacja ta piętnuje nadużycia popełniane przez wojsko izraelskie na okupowanych terytoriach palestyńskich.

pap

28/07/2010

Iara Lee: Spotwarzyć dobrych ludzi

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 14:54

Iara Lee, pasażerka Mavi Marmara, zaatakowanego przez izraelskie siły zbrojne największego okrętu Flotylli Wolności, odpowiada na oskarżenia o związki z „terroryzmem” tureckiej organizacji IHH.

Tuż po masakrze na pokładzie Mavi Marmara 31 maja 2010, kiedy dziennikarze i aktywiści obecni na statku pozostawali wciąż odizolowani od świata, izraelski rząd błyskawicznie rozpoczął rozpowszechnianie swojej wersji wydarzeń. Atak izraelskich mediów był równie bezmyślny, niezdarny, kierowany jednoznacznie złą wolą i niebezpieczny, co fizyczna napaść na statki. Izraelskie media były wystarczająco cyniczne, by zdawać sobie sprawę, że w mainstreamie amerykańskich środków przekazu liczy się pierwsze wrażenie; z tą świadomością zaczęły gorączkowo miotać epitetem „terrorysta” w stosunku tak do ofiar ataku, jak do jednego z głównych organizatorów Flotylli Wolności, tureckiej organizacji pozarządowej IHH. Ciekawe jest to, że tak niewielu ludzi zapytało potem izraelski rząd, dlaczego w takim razie uwolnił on terrorystów, których przetrzymywał, a jeszcze mniej poprosiło o (a co dopiero otrzymało) solidne dowody podtrzymujące te oskarżenia. Grono odważnych dziennikarzy, tak amerykańskich, jak i z innych krajów, gruntownie zdemaskowało izraelską wersję wydarzeń (na którą złożyły się sfabrykowane zdjęcia i oszczerstwa o związkach z terroryzmem) – jednak szkoda została wyrządzona.

Zanim ludzie z Mavi Marmara dopuszczeni zostali w Nowym Jorku do głosu na temat tego, co się stało 31 maja, miejscowi politycy zaczęli już uskuteczniać retorykę swoich izraelskich treserów, posługując się językiem szkalującym ofiary izraelskiego aktu wojny. A już zupełnie niedawno 87 amerykańskich senatorów wezwało prezydenta Obamę do uruchomienia dochodzenia mającego za zadanie zbadać, czy IHH nie powinna aby zostać dopisana do amerykańskiej listy zagranicznych organizacji terrorystycznych.

Głęboko wierzę, że czyny mówią głośniej niż słowa, i dlatego uważam, że warto przyjrzeć się bliżej temu, co IHH robi i na tej raczej – niż pustych słów – podstawie ją oceniać.

IHH zaczęła swoją działalność w 1992 roku jako misja humanitarna mająca za zadanie niesienie ulgi ofiarom ran i deportacji spowodowanych przez wojnę w Bośni. Uzyskała status Specjalnego Konsultanta Rady Gospodarczej i Społecznej Organizacji Narodów Zjednoczonych (w 2004 roku). Od czasu uzyskania pełnego statusu organizacji pozarządowej w 1995 roku IHH (Fundacja Praw Człowieka, Wolności i Pomocy Humanitarnej) zrzeszyła ponad 60.000 wolontariuszy w 120 krajach świata. Od 31 maja liczba wolontariuszy poszybowała w górę.

Po ataku na Mavi Marmara miałam okazję zapytać zastępcę przewodniczącego IHH Huseyna Oruca, co sądzi o oskarżeniach o powiązania organizacji z terrorystami. Nie był zainteresowany sankcjonowaniem takich zarzutów [przez ustosunkowywanie się do nich], kładł natomiast nacisk na przejrzystość wieloletniej pracy IHH. Wyrażał nadzieję, że ludzie zwrócą uwagę na zakrojone na wielką skalę misje medyczne na kontynencie afrykańskim – 40 tys. operacji katarakty w samym tylko Sudanie, projekty oczyszczania wody w Etiopii – czy operacje pomocy sierotom w Iraku, Afganistanie, Pakistanie, Bangladeszu oraz w Gazie. IHH jest organizacją muzułmańską, ale – jak powiedział mi Oruc – odmawiającą różnicowania osób potrzebujących pomocy według klucza religijnego, rasowego czy politycznego, podkreślając np. liczne projekty organizacji, które przedsiębrane są w Ameryce Łacińskiej, gdzie populacja muzułmańska jest przecież ledwo zauważalna.

Modus operandi IHH jest prosty i bezpośredni. Dzięki neutralności swoich celów humanitarnych, IHH miała możliwość dostać się do najbardziej niedostępnych i niebezpiecznych regionów na świecie – by pomóc tym, którzy najbardziej tej pomocy potrzebowali. Jak w przypadku innych NGO, oznacza to zwykle konieczność współpracy z miejscowymi rządami – w celu dotarcia do potrzebujących populacji. Tak jak muszą się komunikować z rządem Hamasu w Gazie, by pomóc tamtejszej ludności, tak samo muszą się kontaktować z Fatahem na Zachodnim Brzegu, z Al-Shabab w Somalii, z wojskową juntą w Birmie, itd. Oruc uparcie podkreślał, że IHH nie wspiera żadnego z tych rządów, i że każdy, kto by chciał badać szczegóły ich pracy, nie znalazłby nic innego, tylko wielkie osiągnięcia w pomocy zwykłym ludziom w okolicznościach biedy, wojny, i katastrof naturalnych, w miejscach takich jak Haiti, Indonezja, a nawet Stany Zjednoczone po uderzeniu huraganu Katrina. Powiedział mi także, że każdy miał prawo badać, skąd pochodzą środki organizacji – większość od przedstawicieli niższych i średnich klas, a reszta z licytacji, aukcji tureckich dzieł sztuki, czy innych wydarzeń kulturalnych. IHH statutowo nie kieruje się interesami rządowymi ani biznesowymi.

Musimy pamiętać, że napaść na IHH jest napaścią na wszystkie organizacje humanitarne na świecie i ludzi ryzykujących swoje życie dla pracy w takich miejscach jak Somalia, by sprzątać bajzel urządzony przez Amerykanów w Iraku czy Afganistanie – nasi politycy powinni raczej im dziękować niż starać się plamić ich reputację. Na szczęście dotychczasowa działalność IHH mówi sama za siebie, podobnie jak działania jej oskarżycieli – zestawienie, które nie wypada na korzyść izraelskiego rządu, gdy zapytać, kto tu tak naprawdę jest terrorystą.

Iara Lee

tłumaczenie: Jarosław Pietrzak

Tekst pochodzi z bloga autorki na witrynie internetowej dziennika „The Huffington Post” (huffingtonpost.com).

Dziękujemy autorce za zgodę na przedruk.

Iara Lee jest brazylijską realizatorką filmową i aktywistką pochodzenia koreańskiego. Obecnie pracuje w sieci grupującej kilka projektów edukacyjnych, artystycznych i kulturalnych skupionych wokół idei kultury jako środka oporu politycznego i rozwiązywania konfliktów, którego centralną platformą jest strona internetowa CulturesOfResistance.org oraz film dokumentalny Iary „Cultures of Resistance”. Od 1984 do 1989 była producentką Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Sao Paulo. W latach 1989-2003 żyła w Nowym Jorku, skąd zrealizowała kilka filmów dokumentalnych. Jest członkiem Rady Prezydenckiej International Crisis Group (ICG) i rady doradczej National Geographic Society. W maju 2010 Iara Lee była na pokładzie zaatakowanego przez izraelskie siły zbrojne okrętu Mavi Marmara w składzie Flotylli Wolności, skąd udało jej się wywieźć materiał wideo dokumentujący atak sił izraelskich – zob. TUTAJ. W walkę o sprawiedliwość na Bliskim Wschodzie zaangażowała się po izraelskich bombardowaniach Libanu w 2006 roku (przebywała wówczas w Libanie).

Za: lewica.pl/?id=22087


22/07/2010

Izrael wykorzystuje palestyńskich więźniów do eksperymentów medycznych

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 15:10

16-11-2009

Arabskie “Centrum Praw Człowieka i Antydyskryminacji – Sawasya” oskarżyło Izrael o używanie palestyńskich więźniów jako królików doświadczalnych w badaniach koncernów farmakologicznych nad nowymi lekami. Badania miały być dokonywane za wiedzą izraelskiego Ministerstwa Zdrowia, lecz bez wiedzy i zgody więźniów.

Centrum Sawasya powołuje się na zeznania m.in. więźnia Zuhair Al-Iskafi, któremu podczas przesłuchań wstrzyknięto nieznany mu preparat, po którym całkowicie utracił on owłosienie na całym ciele. Centrum dodaje, że podobne przypadki dotyczyły innych więźniów.

Centrum wezwało międzynarodowe organizacje ds. zdrowia oraz Światową Organizację Zdrowia – WHO do wysłania delegacji specjalistów lekarskich celem zbadania sytuacji i przebadania przetrzymywanych w izraelskich więzieniach osób, wobec których zastosowano tego typu nielegalne i niehumanitarne procedury.

W dniach zgłoszenia przez Centrum przypadków łamania praw człowieka w Izraelu, tzw. nieznani sprawcy – określani dzisiaj w świecie cyberprzestrzeni jako “nieznani hakerzy” – dokonali włamania na stronę Centrum Sawasya, doprowadzając do sparaliżowania jej działalności.

Źródło: uruknet.info
Za: bibula.com/?p=15784

Izraelski żołnierz przyznaje się do udziału w zabijaniu palestyńskich dzieci

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 14:59

Izraelski żołnierz przyznał w telewizji, w programie zatytułowanym “Żołnierze za kulisami”, że pomagał swoim towarzyszom, którzy zabijali palestyńskie dzieci z zimną krwią. Nie chciał ujawnić kiedy i gdzie miały miejsce zbrodnie.

“Oglądałem obraz z kamer w centrum dowodzenia. Wskazywałem przez radio palestyńskie dzieci rzucające kamieniami w kierunku żołnierzy. Zginęło palestyńskie dziecko”, powiedział żołnierz.

Następnie dodał, iż otrzymał gratulacje od żołnierzy za zabójstwo dziewczyny i powiedział, że był wstrząśnięty; czuł, że jego wskazówki były bezpośrednią przyczyną śmierci tego niewinnego dziecka.

Powiedział też, że w jednym z punktów kontrolnych torturowano dziesiątki obywateli palestyńskich, oraz o zatrzymaniu bez powodu 80 Palestyńczyków, których wystawiono na długi czas na działanie palącego słońca.

Źródło: Tribuna de Europa
Za: nacjonalista.pl

21/07/2010

O rasizmie w Izraelu raz jeszcze – Arab skazany na półtora roku za uwiedzenie Żydówki

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 21:13

Mieszkający w Izraelu Palestyńczyk Sabbar Kashur został skazany na 18 miesięcy pozbawienia wolności za to, że odbył stosunek seksualny z żydowską kobietą, którą wprowadził w błąd co do swojej narodowości. Sąd uznał to za „gwałt przez oszustwo”. Mężczyzna powiedział bowiem poznanej w 2008 roku w Jerozolimie kobiecie, że jest Żydem i interesuje go poważny związek. Jak podaje aljazeera.net, do seksu doszło w pobliskim budynku.

Kobieta złożyła doniesienie o popełnieniu przestępstwa, gdy dowiedziała się, że Koshur jest Arabem, a nie Żydem. Prokuratorzy przyjęli do wiadomości, że seks miał miejsce za jej zgodą, ale oskarżyli mężczyznę o przedstawienie się w fałszywym świetle. Sędzia uznał to za gwałt, argumentując: Gdyby nie myślała, że oskarżony jest żydowskim kawalerem zainteresowanym poważnym romantycznym związkiem, nie wzięłaby w tym udziału. Sąd musi chronić interes publiczny przeciwko wyrafinowanym przestępcom, którzy gładką mową i czułymi słówkami mogą zwieść na manowce niewinne ofiary.

Izraelski kodeks karny wspomina „oszustwo” jako możliwą okoliczność obciążającą w sprawach o napaść seksualną, a wyrok w procesie Kashura – jak twierdzą prawnicy – nie jest pierwszym przypadkiem, w którym mężczyzna skazywany jest za gwałt przez oszustwo. W 2008 roku do więzienie trafił Zvi Sleiman, który wcielał się w urzędnika ministerstwa i obiecywał kobietom mieszkania i inne korzyści w zamian za seks.

Wyrok skazujący za gwałt może być podtrzymany, jak orzekł sąd, kiedy jakaś osoba kłamie i nie mówi rozsądnej kobiecie prawdy dotyczącej najistotniejszych spraw. Od tego orzeczenia kilku mężczyzn zostało w Izraelu skazanych za „gwałt przez oszustwo”. Jednak sprawa Kashura jest pierwszą, w której przynależność etniczna oskarżonego została uznana za najważniejszy czynnik.

Sondaż opinii publicznej przeprowadzony w 2007 roku pokazał, że ponad 50 procent izraelskich Żydów uważa poślubienie Araba jako równe zdradzie narodu. Prawo w Izraelu zabrania Żydom zawierać małżeństwa mieszane – podaje aljazeera.net.

„The Sunday Times” doniósł w 2009 roku, że oddział „straży obywatelskiej” patroluje od ponad dziesięciu lat ulice osady Pisgat Zeev, rozglądając się za mieszanymi parami.

W 2009 roku w mieście Petah Tikva założono zespół doradców i psychologów, który ma za zadanie „uratować” żydowskie kobiety przed związkami z arabskimi mężczyznami. W lutym 2010 roku izraelski dziennik „Maariv” napisał, że podobny program został zapoczątkowany w Tel Awiwie.

Dziennikarz izraelskiej gazety „Haaretz” Gideon Levy powiedział, że prawo o „gwałcie przez oszustwo” zostałoby zupełnie inaczej zinterpretowane, gdyby to żydowski mężczyzna uprawiał seks z arabską kobietą, oszukawszy ją uprzednio. Czy zostałby skazany za gwałt? Odpowiedź brzmi: oczywiście, że nie – spekuluje Levy.

Za: lewica.pl/?id=22053

Uzupełnienie po angielsku

Izraelski Arab spędzi półtora roku w więzieniu, bo przed seksem z Żydówką nie przyznał się, że jest Arabem

Scenariusz stary jak świat. Najpierw jest niewinny flirt, rozmowa. Facet rzuca parę kłamstw, dziewczyna też, bo obojgu chodzi o to samo: chcą pójść razem do łóżka – opowiada Adnan Ala Ad-Din, adwokat Sabira Kaszura, dla którego taki flirt skończył się 18 miesiącami odsiadki.

Kaszur, 30-letni mąż i ojciec dwójki dzieci, przyznaje, że w 2008 r. na ulicy w Jerozolimie poznał Żydówkę, która zagadnęła go, bo spodobał się jej jego motocykl. Jeszcze tego samego dnia przespał się z nią w pobliskim biurowcu.

Kobieta twierdzi, że udawał Żyda o imieniu David, w dodatku stanu wolnego. Kaszur zaprzecza, tłumaczy, że przedstawił się jej jako „Dudu”. – Tak nazywają mnie znajomi, nie moja wina, że uznała to za zdrobnienie od żydowskiego imienia David – przekonuje. Kiedy po wszystkim kobieta dowiedziała się, że spała z Arabem, poszła na policję i zgłosiła gwałt.

Mężczyzna został aresztowany, jednak kiedy śledztwo wykazało, że dziewczyna zgodziła się na seks, zarzuty zmieniono z gwałtu na „gwałt przez oszustwo”. Zgodnie z izraelskim prawem seks, do którego doszło z powodu kłamstwa, może być uznany za gwałt.

Dlatego Kaszur, który ostatnie dwa lata spędził w areszcie domowym, w poniedziałek został skazany na półtora roku więzienia. – Gdyby ofiara nie sądziła, że oskarżony jest żydowskim kawalerem zainteresowanym poważnym związkiem, na pewno nie zgodziłaby się na seks – przekonywał w uzasadnieniu wyroku sędzia.

Kaszur twierdzi, że tak wysoki wyrok w jego sprawie to przejaw rasizmu. – Czy gdybym powiedział dziewczynie przed seksem, że jestem pilotem albo milionerem, a potem dowiedziałaby się, że to kłamstwo, zostałbym oskarżony o gwałt? – pyta.

Także jego adwokat uważa, że tak surowy wyrok to gruba przesada i zapowiada apelację. – Zażądamy najwyżej kary prac społecznych – twierdzi.

Wyrok krytykuje też Leah Samael, prawniczka specjalizująca się w prawach człowieka. – Owszem, nasze prawo nakazuje karać za „gwałt przez oszustwo”, ale jestem przekonana, że gdyby sytuacja była odwrotna, gdyby to ortodoksyjny Żyd okłamał kobietę, żeby namówić ją do seksu, na pewno nie trafiłby pod sąd – przekonuje.

Wtóruje jej Elkana Laist, prawnik z izraelskiego biura obrońcy publicznego. – Teraz za kratki powinien trafić każdy mężczyzna, który mówi kobiecie, że ją kocha, po to tylko, żeby zaciągnąć ją do łóżka – kpi.

To nie pierwszy wyrok w Izraelu w takiej sprawie. W 2008 r. sąd skazał na dziesięć lat więzienia mężczyznę, który namawiał kobiety do seksu wmawiając im, że jest pracownikiem ministerstwa i obiecując pomoc w załatwieniu urzędowych spraw.

Chociaż Arabowie stanowią jedną piątą izraelskiego społeczeństwa, miejscowi Żydzi niechętnie patrzą na takie mieszane związki. W ubiegłym roku w mieście Petach Tikwa powołano grupę psychologów i pracowników społecznych, których zadaniem jest wyszukiwanie i „ratowanie” młodych Żydówek randkujących z Arabami.

Petach Tikwa to nie wyjątek. W całym Izraelu zdarzają się kampanie instytucji państwowych, rabinów i prywatnych organizacji, które próbują zniechęcić młodych Żydów i Arabów do mieszanych związków. Przeprowadzone w 2007 r. badania pokazały, że dla ponad połowy Izraelczyków związek z Arabem jest równoznaczny ze zdradą narodową.

W zeszłym roku mieszkańcy osiedla Pisgat Zeew we Wschodniej Jerozolimie stworzyli ochotniczy oddział Ogień Judaizmu do patrolowania ulic i pilnowania, żeby Arabowie nie podrywali Żydówek. Z kolei władze miasta Kiriat Gat dwa lata temu uruchomiły w szkołach program, w ramach którego ostrzegały żydowskie dziewczynki przed randkami z miejscowymi Beduinami.

Za: wybiórcza

USA: Jeszcze większe wsparcie militarne dla Izraela

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 13:52

Stany Zjednoczone zamierzają wesprzeć Izrael największą w historii pomocą militarną.

Asystent sekretarza stanu, Andrew J. Shapiro, twierdzi, że zwiększenie pomocy militarnej dla Izraela powinno pomóc władzom tego kraju w… podjęciu trudnych decyzji w rozmowach pokojowych z Palestyńczykami, oraz poprzez zwiększenie bezpieczeństwa Izraela przyczynić się do umocnienia pokoju na Bliskim Wschodzie.

Shapiro powiedział, że plany te obejmuja m.in. wyposażenie Izraela w systemy antyrakietowe Iron Dome. Planowana jest również dostawa nowych myśliwców.

Zastępca sekretarza stanu oznajmił,  że od czasu, gdy Izrael stoi w obliczu największych w swojej historii zmian, administracja prezydenta Baracka Obamy zwróciła się do Kongresu o blisko 2 miliardy i 775 milionów dolarów pomocy wojskowej „specjalnie dla Izraela” w 2010 roku. „Jest to największa w amerykańskiej historii tego typu prośba” – dodał.

Czy wobec tych zapowiedzi można spodziewać się, że Strefa Gazy lub Zachodni Brzeg znowu staną się poligonem do testowania na Palestyńczykach amerykańskiej broni? Jak widać zaopatrywanie w broń agresora i okupanta winnego zbrodni wojennych to amerykańska droga do pokoju.

Za: autonom.pl

20/07/2010

Dzieci zabite w wyniku wyburzania domów

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 01:18

Amnesty International, Zabijanie przyszłości: Dzieci na linii ognia

Londyn, październik 2002, s.7

W Dżeninie, Nablusie i innych miejscowościach ISO [izraelskie siły okupacyjne] rozjeżdżały buldożerami szereg domów w czasie, gdy ich mieszkańcy, w tym także dzieci, znajdowali się w środku. W innych przypadkach ISO wysadzały domy przy użyciu materiałów wybuchowych, nie ewakuując przy tym mieszkańców domów sąsiednich, które także zostały zniszczone bądź uszkodzone wskutek eksplozji. W niektórych przypadkach cywile, w tym dzieci, zginęli bądź zostali pogrzebani żywcem pod gruzami wyburzanych domów. W przypadkach zbadanych przez Amnesty International najwyraźniej nie dano ostrzeżenia w celu bezpiecznej ewakuacji cywilów, zanim przystąpiono do wyburzania domów.

Trójka dzieci, Abdallah, Azam i Anas al-Szu’bi, w wieku lat 4, 7 i 9, ich brzemienna matka oraz czwórka innych krewnych, zginęli pod gruzami swego domu, który ISO zburzyły 6 kwietnia 2002 roku w Qasbah (Starym Mieście) w Nablusie, w godzinach ścisłej godziny policyjnej narzuconej przez ISO. Dwoje ocalonych zostało ostatecznie wydobytych spod gruzów blisko tydzień po zburzeniu domu. Sąsiedzi rodziny, z którymi rozmawiała Amnesty International stwierdzili, że ISO nie dały żadnego ostrzeżenia przed rozpoczęciem wyburzania domu przez buldożery, i że oni sami zostali ostrzelani, kiedy naruszyli godzinę policyjną, usiłując poszukiwać tych, którzy przeżyli wśród gruzów.

Mahmud Umar al-Szu’bi, kuzyn dzieci, powiedział Amnesty International, że po południu 12 kwietnia godzina policyjna została uchylona na dwie godziny i wówczas poszedł szukać swojego ojca i siostry. Kiedy przyszedł na miejsce domu rodzinnego, zobaczył, że praktycznie nic z niego nie zostało. Według relacji Mahmuda, zaczął on z pomocą sąsiadów kopać pośród ruin, mając nadzieję znaleźć pod gruzami żywych krewnych. Ponieważ zaczęło padać, błoto uczyniło zadanie jeszcze trudniejszym. Kontynuował on kopanie po przywróceniu godziny policyjnej i kilka razy został ostrzelany; późno w nocy ratownicy natrafili na mały otwór na poziomie parteru, gdzie kiedyś stał dom. W pozostałej tam małej przestrzeni znaleźli jego 68-letniego wuja Abdullaha wraz z 67-letnią żoną Szamsą, którym udało się przetrwać. Kopiąc w dalszym ciągu, o godzinie 1.30 w nocy znaleźli ciała pozostałych członków rodziny, którzy zginęli wtuleni w siebie, w jednym małym pokoju: jego ojca Umara, siostrę Fatimę, kuzyna Samira wraz z będącą w siódmym miesiącu ciąży żoną Nabilą, oraz ich trójką dzieci: Abdallahem, Azamem i Anasem, oraz jeszcze jednego kuzyna, Abira. Sąsiedzi powiedzieli potem Mahmudowi, że słyszeli krzyki rodziny przebijające się przez hałas buldożera, ale nie byli w stanie iść im na ratunek, zaś buldożer osunął się, miażdżąc dom, który zbudowany był na zboczu.

Norman G. Finkelstein, „Wielka hucpa – o pozorowaniu antysemityzmu i fałszowaniu historii”
(Beyond Chutzpah – On the Misuse of Anti-Semitism and the Abuse of History)

19/07/2010

Czerwiec: Izraelscy żołnierze zabili 5 Palestyńczyków w Gazie

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 15:27

Centrum Praw Człowieka al-Mezan w Gazie opublikowało raport dotyczący izraelskiej przemocy w Strefie w czerwcu i stwierdziło, że izraelscy żołnierze kontynuowali ataki i zabili 5 Palestyńczyków w różnych częściach Strefy Gazy.

Ataki wymierzone były w mieszkańców Gazy i ich własność, w ich wyniku izraelscy żołnierze zamordowali 5 Palestyńczyków w różnych częściach Strefy Gazy a kilku innych ranili.

Centrum poinformowało, że izraelska armia użyła nadmiernej i zabójczej siły przeciwko nieuzbrojonym cywilom, bezpośrednio gwałcąc prawo międzynarodowe i Czwartą Konwencję Genewską.

Izrael próbuje stworzyć „strefę buforową” przy granicach z Gazą i przeprowadził 9 inwazji, w czasie których izraelskie buldożery zdewastowały tuziny pól uprawnych w celu stworzenia tej strefy. Ziemia jest jedynym źródłem dochodu dla tuzinów palestyńskich rodzin.

Raport al-Mezan potępił również trwające izraelskie oblężenie Gazy i zamknięcie granicznych terminali. Dodał, że izraelska marynarka wojenna kontynuowała swoje nadużycia przeciwko palestyńskim rybakom strzelając do nich i ich łodzi i ścigając ich do brzegu.

Izraelscy żołnierze brali również za cel mieszkańców Gazy, którzy zbierali kamienie i gruzy ze zbombardowanych budynków na obszarach w pobliżu północnych i wschodnich granic Strefy Gazy. Mieszkańcy zbierali kamienie i gruzy, by wykorzystać je do odbudowy swoich zbombardowanych domów ze względu na brak materiałów budowlanych. Kilku Gazan zostało ranionych przez izraelskie wojsko podczas prób zbierania kamieni.

Ponadto, izraelscy żołnierze porwali pacjenta na przejściu granicznym Eretz (Beit Hanoun), kiedy zmierzał do szpitala okulistycznego w mieście Ramallah w centralnej części Zachodniego Brzegu.

Izraelscy żołnierze porwali również sanitariusza, który był w drodze na 5-dniowe szkolenie w siedzibie Czerwonego Półksiężyca w Ramallah.

Za: imemc.org/article/59149

18/07/2010

Abbas zażąda od USA wyjaśnień ws. osadnictwa i Jerozolimy Wschodniej

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 21:01

17.07.2010

Prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas zażąda od USA wyjaśnień co do stanowiska w sprawie żydowskiego osadnictwa i sytuacji Wschodniej Jerozolimy zanim podejmie bezpośrednie negocjacje z Izraelem.

Prośba została przedstawiona na spotkaniu ze specjalnym wysłannikiem Białego Domu na Bliski Wschód George”em Mitchellem w Ramallah na Zachodnim Brzegu Jordanu.

„Do tej pory Stany Zjednoczone nie określiły swojego stanowiska w pewnych kwestiach, zwłaszcza w tych, które pozwoliłyby przejść do rozmów w sprawie końcowego uregulowania” konfliktu bliskowschodniego – powiedział przedstawiciel kierownictwa Organizacji Wyzwolenia Palestyny Jaser Abed Rabbo po spotkaniu Abbasa z Mitchellem.

„To trzygodzinne spotkanie (…) z pewnością było ważne, lecz pozostaje wiele pytań, w tym przede wszystkim sprawa kolonizacji i sytuacja we (Wschodniej) Jerozolimie, które wymagają więcej wyjaśnień i zbadania ze strony Amerykanów” – sprecyzował Rabbo.

Ze swej strony George Mitchell określił spotkanie z przywódcą palestyńskim i głównym negocjatorem z ramienia Palestyńczyków Saebem Erekatem jako „bardzo produktywne”.

W piątek senator Mitchell spotkał się w Jerozolimie z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu. Politycy jednak w żaden sposób nie komentowali swoich rozmów. Do kolejnego spotkania Mitchell-Netanjahu ma dojść w niedzielę.

Tymczasem w opublikowanym w jordańskiej gazecie „Al-Ghad” wywiadzie Abbas powiedział, że podejmie bezpośrednie negocjacje pokojowe z Izraelem, jeśli ten zaakceptuje granice z 1967 roku jako podstawę dla granic państwa palestyńskiego i zgodzi się na rozmieszczenie tam sił międzynarodowych. Jak pisze agencja Associated Press, wypowiedź Abbasa dla „Al-Ghad” jest oznaką pewnej elastyczności. Palestyński przywódca – zauważa AP – nie wspomniał bowiem o zamrożeniu osadnictwa przez Izrael na ziemiach okupowanych jako warunku wszczęcia negocjacji, co niegdyś – jak sam podkreślał – było sprawą kluczową.

Jednak – ocenia dalej AP – wydaje się mało prawdopodobne, aby izraelski premier przystał na żądania Abbasa. Netanjahu nalegał bowiem na wszczęcie negocjacji bez jakichkolwiek warunków wstępnych.

Bezpośrednie negocjacje izraelsko-palestyńskie między poprzednikiem Netanjahu, Ehudem Olmertem, a Mahmudem Abbasem zostały zawieszone w grudniu 2008 roku, kiedy doszło do ofensywy izraelskiej armii w Strefie Gazy kontrolowanej przez radykalny palestyński Hamas.

W maju br., po 17 miesiącach przerwy, wznowiono rozmowy pośrednie pod auspicjami Stanów Zjednoczonych. Mediatorem jest właśnie specjalny wysłannik Białego Domu na Bliski Wschód George Mitchell.

Zdaniem ekspertów, w bliskowschodnich rozmowach wiele zależy od tego, czy Izrael zgodzi się wstrzymać budowę osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu Jordanu oraz we wschodniej części Jerozolimy, którą Palestyńczycy chcą uczynić stolicą swego przyszłego państwa.

Według opublikowanego w marcu komunikatu kwartetu madryckiego (ONZ, UE, USA i Rosja), porozumienie izraelsko-palestyńskie powinno zakładać zakończenie okupacji terytoriów palestyńskich rozpoczętej przez Izrael w 1967 roku i powstanie niepodległego i demokratycznego państwa palestyńskiego, żyjącego w pokoju i bezpieczeństwie obok Izraela i innych sąsiadów. Kwartet madrycki już prawie dekadę stara się doprowadzić do osiągnięcia pokoju na Bliskim Wschodzie.

pap

Ramallah to nie Palestyna

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 17:44

Jedna z głównych ulic Ramallah

Jest na Zachodnim Brzegu taki wąski skrawek ziemi, na którym nieomal możesz sobie wyobrazić jak wygląda wolność. Główne izraelskie blokady i punkty kontrolne zostały zdemontowane albo stoją puste, a niegdyś pełni wściekłości kierowcy mogą nie niepokojeni przejechać wśród prastarych wzgórz z Jerycha do Ramallah, a stamtąd do Nablusu w północnej Palestynie. Na tym ułamku ułamka Ziemi Świętej wzrasta gospodarka, gdy dostawy mydła, oliwy z oliwek, napojów orzeźwiających, a nawet miejscowego piwa regularnie docierają do ich miejsc przeznaczenia. (Jak ostatnio pisze Bloomberg w nagłówku: „Zachodni Brzeg odnotowuje 7% wzrost po usunięciu blokad drogowych przez Izrael”).

W Dżeninie i Nablusie jak grzyby po deszczu rosną lśniące centra handlowe. W Ramallah – politycznym i gospodarczym centrum Zachodniego Brzegu – pojawia się przynajmniej względne poczucie komfortu i prosperity, gdy wdzięczna inteligencja może zawitać do nowych sklepów i modnych barów. Nowy i zyskujący popularność klub Ordżuwan w Ramallah tak zachwala się na Facebooku: „Światowej klasy zakręcone brzmienia wieczorem i dobre jedzenie w każdej chwili. Zachowujemy podstawowe składniki tradycyjnej kuchni śródziemnomorskiej z Palestyny i Włoch, lecz przyrządzamy nasze klasyczne potrawy w nowy sposób, tak by dogodzić smakoszom naszą sztuką dobrej kuchni”.

Wizytówka Abbasa i „dobrego Izraela”

Witajcie w Enklawie Wolności, której mieszkańcy – mała, lecz znacząca część palestyńskiej społeczności Zachodniego Brzegu – doświadczają prosperity i wzrostu jakości życia. Nie przytłaczają ich niezliczone upokarzające blokady drogowe, nie rozwściecza wyczekiwanie w nieskończoność, bo nastoletni żołnierze arbitralnie podejmują decyzje – tym Palestyńczykom przypadła w udziale odrobina wolności poruszania się i robienia interesów. Częściowe zniesienie okupacji Zachodniego Brzegu, ułatwione dzięki treningowi i „profesjonalizacji” palestyńskich służb bezpieczeństwa przez Amerykanów, pozwala palestyńskiemu prezydentowi Mahmudowi Abbasowi chwalić się zauważalną poprawą jakości życia części ludności, dzięki czemu również Izrael – przytłoczony lawiną potępienia za wojnę w Gazie – ma rzadką okazję pokazać, jaki to jest „wspaniałomyślny”.

Ale poprawa warunków życia mieszkańców Zachodniego Brzegu ze „Strefy A” – wytworu procesu z Oslo, za sprawą którego Palestyńczycy zyskali cywilną autonomię – karmi stary, bolesny resentyment tych Palestyńczyków, którzy pozostają zamknięci w „Strefie C”, gdzie bezlitosny okupant izraelski zachowuje całkowitą kontrolę. Podział na mających-wolność i nie-mających-wolności jawi się jako produkt uboczny strategii „dziel i rządź”, za sprawą której część ludności palestyńskiej odnosi korzyści, co zarówno gniewa, jak i demoralizuje pozostałych.

Jak mówi Jeff Halper, działacz i analityk polityczny, założyciel Izraelskiego Komitetu Przeciwko Wyburzaniu Domów: „To prawda, jest więcej wolności poruszania się, ale to wolność poruszania się w klatce”.

Strategia izraelska – usunięcie barier na części Zachodniego Brzegu przy jednoczesnym utrzymaniu izolacji większości jego terytorium, podzielonego na odosobnione zmilitaryzowane kwartały – zgodna jest z tym, co w ostatnich latach przewidywali izraelscy generałowie czy politycy prawicy i centrum, rozrysowując kolejne mapy i snując kolejne plany (wśród projektantów takiego „częściowego wyzwolenia” Palestyny znajdujemy choćby byłego szefa Izraelskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego gen. Uziego Dajana czy zastępcę przewodniczącego Knesetu Otniela Schnellera). Choć plany te różnią się w szczegółach, każdy z nich przewiduje, mimo ograniczonych wolności wewnątrz Zachodniego Brzegu, zdecydowane utrzymanie okupacji terenów blisko większości kolonii izraelskich, wzdłuż Doliny Jordanu oraz wokół muru separacyjnego.

Ani pracy, ani ojczyzny, ani stabilizacji, ani bezpieczeństwa

W obejmującej 60% ziem Zachodniego Brzegu „Strefie C” wolność podróżowania ogromnie utrudniają blokady drogowe i patrole wojskowe, a zamierzających skromnie poprawić swe warunki mieszkaniowe mieszkańców wsi nękają izraelskie buldożery, żołnierze izraelscy raz po raz najeżdżają nocą uchodźców z obozów prowadzonych przez ONZ, zaś koloniści trują należące do Palestyńczyków owce, zalewają ściekami ich gaje oliwne i atakują idące do szkoły dzieci.

Skupiona wokół Ramallah półwolna enklawa jest dla tych Palestyńczyków na dobrą sprawę częścią jakiegoś innego kraju.

„Ramallah to nie Palestyna” – mówi nałogowy palacz w podeszłym wieku Muhammad Abdullah Ahmad Wahdan, demonstrując wściekłą pogardę dla Autonomii Palestyńskiej i stylu życia jej bonzów. „To 5%. Tymczasem 95% Palestyny cierpi”. Siedliśmy na brązowych kanapach w szkocką kratę pod różowym kandelabrem z plastiku, w wyjątkowo zadbanym salonie w jego mieszkaniu w bloku, w leżącym na północ od Jerozolimy obozie dla uchodźców Kalandia. Tylko kilka minut drogi dzieliło nas od przepychu Ramallah, ale równie dobrze moglibyśmy udać się na Marsa – niczym mur więzienia wyłaniała się na horyzoncie izraelska bariera separacyjna. Obecnie mówi się, że Izrael zmieni jej trasę, która odtąd przebiegać będzie przez sam środek obozu – Autonomia Palestyńska nie będzie tu w stanie nic wskórać, gdyż leży on w „Strefie C”. „To przywództwo nic nam nie dało” – mówi Wahdan, popijając z małej szklaneczki słodką arabską herbatę – „ani pracy, ani ojczyzny, ani stabilizacji, ani bezpieczeństwa”.

Wahdan dawno porzucił nadzieję, że Autonomia pomoże mu odzyskać ziemię oraz rosnące na niej cytrusy i oliwki, które jego rodzina utraciła, gdy 60 lat temu wypędził ją powstający właśnie Izrael. W walce poległ jego 19-letni syn, czyniąc wdową swą ciężarną żonę. Córka otrzymała imię Palestyna – ale Wahdan już ani myśli o jakiejkolwiek ofierze dla przywództwa palestyńskiego. To przecież ludzie, którzy – jak wskazuje jego żona serwując nam napoje orzeźwiające – „wystawiają nasze dzieci na ogień artyleryjski”.

Wahdan stwierdza: „Ta specyficzna klasa burżuazyjna wyzyskuje ludzi, którzy prowadzą walkę. Robiliśmy to dla ich zysku. Tylko oni w ogóle coś z tego mają”.

15-letni Anas, wnuk Wahdana, dodaje siedząc pod wielkim barwionym sepią portretem swego wujka-męczennika: „Chcieli, byśmy poświęcali się nie mając broni. Ich dzieci mają samochody i wille, są właścicielami sieci telefonicznych. Nie ma równości między takimi jak oni a takimi jak ja, żyjącymi w rozpadającym się domu, z ojcem, któremu może nie starczyć pieniędzy na chleb i odzienie”.

Co jeśli młodzi w obozie dla uchodźców wyrażą swe niezadowolenie? „Powiedzą nam: No tak, jesteście dziećmi obozów dla uchodźców. Kim byście chcieli być?” – mówi Munir, przyjaciel Anasa, siedzący obok niego na kanapie. Chce zostać chirurgiem oczu. Mówi dalej: „Tu nie ma nic do roboty, co najwyżej jakieś gry w Internecie. Tuż obok mego domu znajduje się baza wojskowa, zaraz przy niej punkt kontrolny, nocą wkracza armia izraelska. Gdy bawisz się grając w coś w Internecie, to i tak możesz być zadowolony, że cokolwiek tego dnia robisz”.

To tacy jak on nastolatkowie z obozów dla uchodźców zasilali ruch oporu przeciwko okupacji. Ale już dość, mówi Munir: „Cały ten gniew zatonął w beznadziei”.

Może nadejdzie dzień, gdy znów gniew sięgnie niebios. Teraz jednak, jak mówi Anas: „Ludzie stwierdzają: Jestem wyczerpany, a kamienie mnie nie wyzwolą”.

Czuję się jak schizofreniczka

Gniew Palestyńczyków na ich przywództwo nie jest czymś nowym. Nie jest też tylko wewnątrzpalestyńskim gniewem klasowym. Już w 1994 r. składający w Pierwszej Intifadzie ofiarę z siebie mieszkańcy Strefy Gazy pałali gniewem, gdy ich „wyzwoliciele” przybyli z Tunisu, by nimi zarządzać w swych willach i siedząc w rozpędzonych luksusowych furach. Tym, co nade wszystko karmi dziś resentyment, jest jednak postępujący brak łączności między kontrolowanymi przez Izrael enklawami, prawdziwa przepaść izolacji, nie do przeskoczenia dla większości Palestyńczyków.

„Czuję się jak schizofreniczka” – mówi Naela Chalil, spędzająca weekendy z rodziną w obozie dla uchodźców Balata niedaleko Nablusu, lecz mająca pracę w biurze dziennika Al-Ajjam w Ramallah. Jako dziennikarka śledcza udokumentowała ostatnio naruszenia praw człowieka, których ofiarą padają działacze Hamasu w więzieniach Autonomii Palestyńskiej. Popija napój mleczny w Café de la Paix, wpisującej się w coraz powszechniejszą kulturę komfortowych kafejek w Ramallah. Mówi: „Dla moich przyjaciół w Ramallah nie ma większych problemów niż to, jak się odchudzić. W obozie Balata problemem jest to, jak przeżyć”.

Chalil nie może się nadziwić wyrastającym z naiwną wiarą, że pozostaną nietknięte, oszklonym budynkom w Ramallah. „Ludzie w obozach nie dobudowują w swych domach nawet pierwszego piętra. Wiedzą, co to znaczy w jedną noc utracić dom”.

Jak w Kalandii, tak i w Balacie młodzi – jak mówi Chalil – „czują, że władze wykorzystują ich by osiągnąć swe cele. Mogą oni stać się zapalnikiem następnego konfliktu”.

Gniew nie kieruje się dziś wyłącznie przeciwko Izraelowi, lecz również przeciwko Autonomii, postrzeganej coraz częściej jako siła służalcza wobec Stanów Zjednoczonych i Izraela. Działacz z okolic Betlejem węszy tu „rządy Vichy”.

Gniew zawrzał już pod koniec 2008 r., w pierwszych dniach izraelskiej wojny przeciwko Strefie Gazy. „Tu, w Ramallah, ludzie witali Nowy Rok bawiąc się i pijąc w restauracjach, podczas gdy w Gazie »świętowano« bombardowanie przez Izrael” – wspomina Chalil. „Na demonstracji pojawiło się ledwie 50 czy 60 osób. Na każdego demonstranta przypadało dwóch łebków ze służb bezpieczeństwa. Można było poczuć się kimś ważnym! VIP-em!” – Chalil sączy swój napój. „Pozostaje ci już tylko ten sarkazm nim napełni cię gniew”.

Ale na Placu Manara w Ramallah zbierały się kolejne demonstracje, Chalil zaś je relacjonowała.

Wspomina: „Ilekroć ludzie kierowali się na Plac Manara, powstrzymywały ich siły bezpieczeństwa. Biły, rozpraszały gazem łzawiącym. Nie pozwalały iść w stronę punktów kontrolnych. Jesteśmy normalnymi ludźmi, a oni nas biją”.

Mówi: „Powoli przebiera się miarka”.

Kolonizatorzy szczują dzieci psami

Im dalej w głąb „Strefy C”, tym bardziej wymierzony w Autonomię gniew ustępuje wzruszeniu ramionami. Na Wzgórzach Południowego Hebronu, oddalonych od Ramallah z jego wirującym światowym pulsem o 30 mil, które zdają się być latami świetlnymi, centralnym punktem rzeczywistości jest nagląca walka z kolonizatorami i żołnierzami izraelskimi o każdy skrawek ziemi i dostęp do wijących się wśród wzgórz ścieżek, pozwalających dotrzeć wieśniakom do ich domów i szkół.

Mieszkająca na osadzonych w samym środku „Strefy C” Wzgórzach Manar, uczennica VIII klasy, opowiada: „Kolonizatorzy zwykli przychodzić z psami – i szczuć je na nas”. Manar ma 13 lat, lecz wygląda na 10. Tak jak wielu jej palestyńskich sąsiadów, żyje w „wiosce” namiotów i wybudowanych na Wzgórzach ziemianek. Ma z niej dwie godziny drogi do szkoły. Raport Zespołów Chrześcijan Na Rzecz Pokoju, mających siedzibę w wiosce At-Tuwani, zawiera dokumentację wielu incydentów, w trakcie których często zakapturzeni bądź zamaskowani kolonizatorzy rzucali w dzieci kamieniami, bili je i kradli ich tornistry. (Ataki z użyciem kamieni udokumentowane są również na filmach wideo zrobionych przez mieszkańców tych okolic.) Jak mówi Manar, kolonizatorzy nie tylko szczuli ją psami, lecz również strzelali z procy jajami. Za sprawą tych ataków armia izraelska ma obowiązek eskortowania dzieci do szkół, lecz „czasem nie ma ich na czas”, i wówczas Manar ze strachu przed kolonizatorami nie idzie do szkoły. „Czasem czarne kaptury zakrywają ich twarze. To naprawdę przerażające”.

Uczestniczyliśmy wraz z około 75 dziećmi i nauczycielami w marszu solidarności, który skierował się ku szkole Manar. Marsz zainicjowali mieszkańcy At-Tuwani, stającej się centrum walki bez użycia przemocy przeciwko okupacji. Manar przywoływała swe wspomnienia, krocząc drogą tak wyboistą, że przejechać nią można tylko samochodem z napędem na cztery koła albo traktorem – władze okupacyjne nie pozwalają nawet załatać dziur w drodze. Gdy jej koledzy i koleżanki ze szkoły maszerowali śpiewając i bijąc w bębny, Manar okazywała niepokój, zabijający najmniejszy ślad tej radości życia, jaką zwykle okazuje dziewczynka w jej wieku.

„Gdy tata zabiera mnie na wycieczkę do Hebronu i jedzie tą drogą” – opowiada wskazując na kolonię izraelską Maon – „to krzyczę mu w samochodzie: Nie chcę jechać tą drogą! Tak boję się kolonizatorów”. Od pierwszej klasy Manar ma problemy ze zdrowiem, a dziś, 7 lat później „ciągle się pogłębiają. Lekarz, który przyjechał do mej wsi, powiedział: Ta dziewczynka ma słabe serce i może nie wytrzymać dalszego życia w strachu”.

Chwilę potem Manar przeprasza, że aż tyle mówi o problemach swego codziennego życia, i odbiega do swych kolegów i koleżanek ze szkoły.

Jak zwykle w „Strefie C”, codzienne życie mieszkańców wsi to ograniczenia swobody podróżowania, wyburzenia domów i konfiskaty ziemi. Niektórzy żyją cały czas w swych namiotach pasterskich, bojąc się, że gdy je opuszczą, na zawsze stracą swą ziemię.

„Utrata każdego skrawka ziemi oznacza dla nich cierpienie – każdy z nich jest im potrzebny, by móc wypasać ich stada” – mówi amerykański działacz Joshua Hough, przemierzając wyboistą drogę do szkoły. Wiele czasu spędza w At-Tuwani, współpracując z Zespołami Chrześcijan Na Rzecz Pokoju. „Kawałek po kawałku, bezustannie odbiera się im ziemię. Z roku na rok coraz mniej ziemi przypada w udziale Palestyńczykom”.

Dotarliśmy do szkoły po godzinnym marszu: potrójny stalowy szkielet na betonowym fundamencie, przystrojony płótnem. Miejscowi mówcy przemawiają przez megafon, domagając się wolności podróżowania i dostępu do edukacji.

Po przemówieniach nauczyciele rozdają długopisy. Manar i inni uczniowie natychmiast tłoczą się z wyciągniętymi rękami i pełną emocji wrzawą.

„Przedstawiciele Autonomii Palestyńskiej rzadko kiedy w ogóle tu przyjadą” – mówi Naim Al-Adara, odwożąc nas z powrotem spod szkoły czerwonym pickupem Toyoty z obdrapanym lakierem. Służył za prowizoryczny bus szkolny dla dzieci z okolicy. Opowiada, jak kiedyś przyjechał z Ramallah człowiek z palestyńskiego ministerstwa spraw lokalnych, odmówił jednak podróży pojazdem Autonomii Palestyńskiej. „Wzięliśmy go więc z Ramallah naszym samochodem i na własny koszt”. Opowiada, że urzędnik ten był zatrwożony warunkami, z którymi się zetknął. „Mówił, że właśnie się dowiedział, że to nasza ziemia. Minister, taki jak on, nie wie, że ta ziemia należy do nas? Jak to, jak minister może o tym nie wiedzieć? Jest pan ministrem miejscowego rządu!”

„Najwyraźniej nie miał pojęcia, co dzieje się w jego własnym kraju”.

Al-Adara zaśmiał się z niedowierzaniem, łypiąc na wyboistą drogę przez rozbitą przednią szybę. „Niestety o nas zapomniano”.

Sandy Tolan

tłumaczenie: Paweł Michał Bartolik

Sandy Tolan – profesorka nadzwyczajna Szkoły Komunikacji i Dziennikarstwa Annenberga na Uniwersytecie w Południowej Kalifornii oraz autorka książki „The Lemon Tree: An Arab, a Jew, and the Heart of the Middle East”. Wskazówek faktograficznych udzieliła Lubna Takruri.

Tekst ukazał się w „Le Monde Diplomatique – edycja polska”.

Ubóstwo na Zachodnim Brzegu większe niż w Gazie

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 14:02

30 czerwca 2010

Raport brytyjskiej organizacji charytatywnej „Ocalić dzieci” (Save the Children) rzuca światło na druzgoczące ubóstwo doświadczane przez Palestyńczyków znajdujących się pod bezpośrednią izraelską kontrolą.

Raport analizuje warunki w Strefie C Zachodniego Brzegu. Zajmuje ona 60% terytorium Zachodniego Brzegu i jest kontrolowana całkowicie przez izraelskie wojsko.

Restrykcje na projekty modernizacji domów, oczyszczania ścieków, dróg i rolnictwa doprowadziły do gwałtownego pogorszenia się warunków życia mieszkańców Strefy C. Zakazy uprawy ziemi doprowadziły do niemożności wyżywienia się przez ludzi i bezpośrednio do niedożywienia dzieci.

Według raportu, około 79 procentom rodzin w Strefie C brakuje żywności, w porównaniu z 61% w Gazie. Biegunka sięga 44%. Wśród społeczności Strefy C widoczny jest zahamowany wzrost a 1/10 ma niedowagę jak na swój wiek. Połowa badanych rodzin nie ma dostępu do międzynarodowej pomocy.

„Powszechnie uważa się, że Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu cieszą się wyższym standardem życia lecz tragicznie wiele rodzin, szczególnie w beduińskich i pasterskich społecznościach, w rzeczywistości cierpi znacząco większe niedożywienie i ubóstwo” powiedziała Salam Kanaan, dyrektor organizacji „Ocalić dzieci” na Okupowanych Terytoriach Palestyńskich.

„Ocalić dzieci” wezwało Izraelczyków do natychmiastowego wstrzymania wszelkich konfiskat ziemi i wyburzania domów i zwróciło się do Władz Palestyńskich o powzięcie działań w kierunku rozwoju usług i zwiększenia zabezpieczenia żywnościowego dla mieszkańców Strefy C.

Za: imemc.org/article/59034

16/07/2010

Izraelscy agenci szpiegują podróżnych na lotniskach

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 02:04

2 grudnia 2009

Południowoafrykańskie media donoszą o ujawnieniu izraelskich szpiegów dopuszczających się nielegalnych przeszukań i przesłuchiwań na międzynarodowym lotnisku w Johannesburgu. Telewizja Carte Blanche informuje o obszernym dochodzeniu ujawniającym działania operacyjne izraelskich służb specjalnych Shin Bet, której agenci oficjalnie zatrudnieni są jako pracownicy ochrony izraelskich linii lotniczych El Al, a dodatkowo sprawują funkcję ochrony lotniska. Przeszukaniom poddawani są głównie czarni podróżni, zwłaszcza wyglądający na muzułmanów. Izraelskie organizacje zajmujące się prawami człowieka twierdzą, że podobne działania Shin Bet prowadzi w największych portach lotniczych na całym świecie.

Rząd RPA po ujawnieniu telewizyjnego śledztwa wystosował ultimatum, by Izrael „rozwiązał tę sprawę do końca tego miesiąca, w przeciwnym razie wszyscy agenci ochrony zostaną deportowani”. Do Johannesburga oddelegowany został zespół izraelskich dyplomatów. Jeden z pracowników El Al został już deportowany, a w jego sprawie toczone jest śledztwo. Mimo pełnienia obowiązków na lotnisku i pracy dla linii lotniczych był on również członkiem personelu izraelskiej ambasady i posiadał paszport dyplomatyczny. Reporter z ukrytą kamerą, który został zatrzymany na lotnisku przez agenta El Al, nagrał przesłuchanie, na które został zabrany, mimo iż deklarował agentowi, że nie jest pasażerem, a jedynie oczekuje na przyjaciela. Agent zidentyfikowany jako Golan Rice sprawdzał jego dokumenty, przesłuchiwał, po czym nakazał opuszczenie „zastrzeżonej strefy”.

Jonathan Garb, były pracownik El Al powiedział reporterom, że ich zadaniem było wypatrywanie „podejrzanie wyglądających podróżnych”, którzy mogli być zamachowcami lub zbierać informacje dla zamachowców. Powiedział on, że zatrzymania i przesłuchania bazowały na rasowych, narodowych i religijnych przesłankach. Garb powiedział, że linie El Al były przez lata ściśle powiązane z Shin Bet. „Mamy tu do czynienia ze służbami specjalnymi działającymi ponad prawem Południowej Afryki. Mydlimy oczy wszystkim dookoła i robimy to, co chcemy. Tutejsze władze nie mają pojęcia o tym, co robimy” – powiedział reporterom Garb. Jego oskarżenie potwierdza dwóch innych byłych agentów. Mówią oni, że przesłuchiwanym zadawane były pytania nie związane jakkolwiek ze sprawami bezpieczeństwa lotniska.

Jedną z zatrzymanych na lotnisku w Johannesburgu była Virginia Tilley, działaczka organizacji South Africa’s Human Sciences Research Counsil, która w przeszłości wydała raport o łamaniu praw człowieka przez Izrael w stosunku do Palestyńczyków, oskarżając ten kraj o stosowanie apartheidu. Garb powiedział, że decyzja o jej zatrzymaniu była wynikiem jej powiązań z organizacją. Izraelscy agenci zabrali jej bagaż w osobne miejsce na przeszukanie, po czym sporządzili fotokopię przewożonych przez nią dokumentów, które następnie zostały przekazane Shin Bet w Izraelu. Szef El Al w RPA potwierdził, że Jonathan Garb pracował na lotnisku w Johannesburgu w zakresie ochrony, dodał jednak, że linie lotnicze nie były jego bezpośrednim pracodawcą.

Trzy lata temu dwie organizacje – Centre Against Racism oraz Arab Association for Human Rights – oskarżyły linie El Al o szpiegowanie podróżnych na lotniskach całego świata. Zarzuciły im przesłuchania niezgodne z prawem krajów, w których działały, oraz prawem międzynarodowym. Mohammad Zeidan, dyrektor AAFHR powiedział, że wszystkie te kontrole mają znamiona działalności operacyjnej Shin Bet.

Garb, który został zwerbowany do służb 19 lat temu powiedział również, że linie El Al szmuglowały broń do Johannesburga działając w porozumieniu z izraelską ambasadą w tym mieście. Rzecznik izraelskiego ministerstwa spraw zagranicznych Yossi Levy spytany, odmówił w imieniu resortu komentarzy w tej sprawie mówiąc, że „ministerstwo nie może komentować spraw związanych z bezpieczeństwem”.

Za: radicalinfo.wordpress.com/2009/12/02/izraelscy-agenci-szpieguja-podroznych-na-lotniskach

Hezbollah przygotowuje się na ewentualny atak Izraela

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 01:33

Libański Hezbollah zapowiada, że jest przygotowany na jakikolwiek atak Izraela w przyszłości i ostrzega przed katastrofalnymi skutkami kolejnego konfliktu zbrojnego na linii Izrael – Liban.

Sekretarz generalny ruchu, Sheikh Naim Qassem, powiedział dziś, że Hezbollah jest gotowy do konfrontacji z Izraelem i wie, w które cele uderzyć na wypadek, gdyby Tel Aviv zdecydował się na wojnę. „Mamy obecnie dużą i precyzyjna bazę danych na temat celów w Izraelu, kraj ten zapłaci za każdy swój krok” – powiedział Qassem dziennikowi Al Nahar. „Hezbollah pracował by podnieść swoją gotowość, by sprostać zadaniom jakie go czekają, i możemy spokojnie powiedzieć, że w ciągu ostatnich czterech lat przygotowaliśmy się o wiele bardziej niż Izrael” – dodał. Nie chciał jednak spekulować na temat możliwości izraelskiego ataku podkreślając, że gotowość Hezbollahu nie oznacza, że wojna jest blisko. Obawy takie zaszły po przedstawieniu przez izraelską armię zdjęć lotniczych i map mających wskazywać na przemieszczenie się sił Hezbollahu do południowego Libanu, pod granicę z Izraelem. Publikacja „cennych informacji wywiadowczych” jest powszechnie uważana za prezentację możliwości obronnych Izraela i przygotowanie opinii publicznej do przyszłego konfliktu.

Hezbollah oznajmił, że izraelskie zarzuty jakoby ten szykował się do wojny są kłamstwem. Izrael walczył z Hezbollahem w 2006 roku, wojna trwająca 33 dni miała na celu złamanie siły militarnej libańskiego ruchu oporu przeciwko syjonistom. Izrael poniósł klęskę i wycofał się, zostawiając po sobie ogromne zniszczenia w infrastrukturze kraju oraz 1200 zabitych, w większości cywilów. Po stronie izraelskiej śmierć poniosło ponad 160 osób, głównie żołnierzy.

Za: autonom.pl

15/07/2010

Blokada „zelżała” – Gaza umiera z głodu nieco wolniej

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 00:22

Gdy w ostatnim tygodniu Izrael ogłosił „ złagodzenie” blokady, nowe wytyczne dotyczące Gazy zostały oficjalnie wyjaśnione hasłem „cywilne dobra dla cywilów”. Ostre i najjaskrawiej arbitralne ograniczenia dotyczące wwozu żywności na teren Strefy (kolendra-zła, cynamon-dobry) zostaną wreszcie zakończone – przynajmniej tak nam powiedziano. 1,5 miliona ludzi mieszkających w Gazie będzie mogło mieć tyle kolendry, ile tylko zapragną.

Celem tej regulacji jest, jak określił to izraelski premier, Benjamin Netanyahu, jedynie ograniczenie szkód wywołanych blokadą. Z powodu odpowiedzialności, jaka spada na Izrael w związku z zabiciem dziewięciu cywili znajdujących się na statku płynącym z pomocą humanitarną do Gazy trzy tygodnie temu, świat zaczął wreszcie stawiać sobie pytania, jaki właściwie jest cel blokady. Czy tych dziewięciu ludzi naprawdę musiało umrzeć, aby powstrzymać wwiezienie do Gazy kolendry, czekolady i zabawek? Czy w sytuacji, gdy Izrael oczekuje na inne flotylle, muszą zginać kolejni ludzie, aby świat zaczął stosować wobec Izraela odpowiednią politykę?

Izrael, poddany kłopotliwej lustracji – podobnie jak USA i kraje europejskie, które uczestniczą w blokadzie – koniecznie chce odwrócić uwagę świata od kwestii całkowitego zniesienia blokady. W zamian za to, obstaje przy zdaniu, iż liberalizowanie zakazów pozwoli efektywnie oddzielić niezbędne środki bezpieczeństwa od niesprawiedliwych praktyk stosowanych wobec cywili. Izrael obsadził w ten sposób siebie w roli chirurga, który nadzoruje operację cudownego rozdzielenia bliźniąt syjamskich.

Efektem takiej polityki będzie, jak Netanyahu powiedział swojemu gabinetowi, „zacieśnienie blokady bezpieczeństwa, ponieważ zabraliśmy Hamasowi możliwość obwiniania Izraela o wyrządzanie szkód ludności cywilnej”. Gdy przysłuchujemy się słowom izraelskich przedstawicieli, słyszymy niemal obietnice natychmiastowego dostarczenia do Gazy tysięcy cywilnych dóbr. Żadnych rakiet kassam dla Hamasu, ale – jeśli wierzyć słowom Izraela – już niedługo sklepy w Gazie będą zaopatrzone równie dobrze, jak nasze hipermarkety.

Bądźmy pewni – nie będą.

Nawet jeśli wiele produktów nie jest już zabronione, nadal trzeba szukać różnych sposobów na ich wwiezienie. Izrael ma władzę nad punktami kontrolnymi i określa, ile ciężarówek w ciągu dnia może wjechać do Gazy. Obecnie jedynie ¼  ciężarówek z dozwolonymi materiałami dojeżdża na miejsce i nie zanosi się na to, aby ten stan rzeczy miał ulec zmianie. Co więcej, w ramach „blokady bezpieczeństwa”, wśród zabronionych produktów pozostaną cement i stal, niezbędne, aby odbudować tysiące palestyńskich domów zniszczonych podczas izraelskiego ataku 18 miesięcy temu.

W każdym razie, dopóki granice Gazy, port i przestrzeń powietrzna nie będą jej własnością, dopóki jej fabryki nie zostaną odbudowane a eksport znów stanie się możliwy, złamana gospodarka nie ma szans na rozwój. Dla przytłaczającej większości Palestyńczyków tonących w ubóstwie nowa lista produktów dozwolonych – włączając w to kolendrę – pozostanie w sferze marzeń.

Ale, co bardziej istotne dla Izraela, koncentrując naszą uwagę na rzekomym zakończeniu „cywilnej” blokady, zapomnimy zadać dużo ważniejsze pytanie: jaki jest cel nowej blokady „bezpieczeństwa”?

Na przestrzeni lat Izraelczycy podawali różne powody wprowadzenia blokady: izolacja „terrorystów”, Hamasu; zatrzymanie ataków przeprowadzanych przy pomocy rakiet na izraelskie przygraniczne osiedla; przeciwdziałanie wwożeniu broni do Gazy czy też umożliwienie powrotu pojmanego żołnierza, Gilada Szalita.

Żaden z tych powodów nie wytrzymuje dokładniejszej analizy. Hamas nigdy nie był silniejszy; ataki rakietowe zostały już dawno zakończone; przemytnicy broni korzystają z dużo wygodniejszych kanałów prowadzących z Egiptu, a nie przejść granicznych w Erezie czy Karni a Gilad Szalit byłby już w domu, gdyby Izrael faktycznie złagodził blokadę, aby go uwolnić.

Prawdziwy cel wprowadzenia blokady był wiadomy od samego początku, krótko po tym, kiedy w 2006 r. Hamas wygrał wybory. Dov Weisglass, ówczesny doradca rządowy, powiedział, że „sprawi, iż Gaza przejdzie na dietę, ale nie pozwoli jej umrzeć z głodu”. Organizacje humanitarne mogą potwierdzić powszechne niedożywienie ludzi w Gazie, które nastąpiło w wyniku tej decyzji. Celem tej operacji było, jak przyznał Weisglass, ukaranie zwykłych Palestyńczyków mieszkających w Gazie tak, aby sami zniszczyli Hamas.

Czy Weisglass jest reliktem ery sprzed rządów Netanjahu, a jego blokado-dieta dawno została odrzucona? Ani trochę. Tylko podczas ostatniego miesiąca, w trakcie rozprawy sądowej przeciwko blokadzie, rząd Netanjahu zeznał, że nie jest ona środkiem bezpieczeństwa, a formą wojny ekonomicznej. Pewien izraelski dokument rządowy okreslał nawet minimalną zawartość wartości kalorycznej dla mieszkańca Gazy, zwaną czerwoną linią, różnicując tę wielkość przy uwzględnieniu wieku i płci.

Tak naprawdę, izraelska blokada „bezpieczeństwa” jest, w swoim nowym i starym wcieleniu, blokadą czysto „cywilną”. Została pomyślana i jest utrzymywana po to, aby zbiorowo ukarać mieszkańców Gazy za wybranie nieodpowiednich sil do rządzenia. Dodajmy, że według prawa międzynarodowego jest to zbrodnia przeciwko ludzkości.

Złagodzenie blokady, dzięki czemu Gaza umiera nieco wolniej, jest być może lepsze niż nic. Jednak obowiązkiem wspólnoty międzynarodowej w dalszym ciągu pozostaje wyzwolenie 1,5 miliona Palestyńczyków z więzienia, w jakim obecnie przebywają.

Jonathan Cook

tłum Agnieszka Lendzion

Johnatan Cook jest pisarzem i dziennikarzem urodzonym w Nazarecie, w Izraelu. Jego ostatnie książki to  Israel and the Clash of Civilisations: Iraq, Iran and the Plan to Remake the Middle East (Pluto Press) i Disappearing Palestine: Israel’s Experiments in Human Despair (Zed Books). Jego strona internetowa: www.jkcook.net.

Tekst ukazał się na portalu The Electronic Intifada 28 czerwca 2010.

Za: kampania-palestyna.pl

14/07/2010

Liban: Czwarta rocznica izraelskiej agresji

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 23:36

W cieniu najnowszych doniesień, z których wynika, że Izrael szykuje się do kolejnej agresji przeciwko Libanowi, naród libański uczcił 12 lipca czwartą rocznicę napaści syjonistycznego reżimu na swój kraj.

W zeszłym tygodniu izraelskie media poinformowały o manewrach wojska w obozie treningowym Elyakim w pobliżu Hajfy, które były symulacją ataków na cele Hezbollahu w południowym Libanie. Baza jest wyposażona w symulowane pola minowe i zakamuflowane bunkry, mające imitować gniazda rakietowe. Po szkoleniu w bazie wojska izraelskie mają zostać przetransportowane śmigłowcami na Wzgórza Golan, gdzie będą trenować przeprowadzanie innych operacji.

W 2006 roku izraelski reżim podczas 33-dniowej wojny z Libanem zamordował około 1200 cywilów, w tym kobiet i dzieci. Jednak w obliczu silnego oporu ze strony Hezbollahu wojska okupacyjne zostały zmuszone do wycofania się z Libanu bez osiągnięcia założonych celów. Wycofanie wojska izraelskiego z terenu Libanu nastąpiło po uchwaleniu przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji 1701, która zakończyła konflikt i wprowadziła kontyngent wojsk UNIFIL (United Nations Interim Forces In Lebanon), którego zadaniem miało być zapewnienie bezpieczeństwa południowej granicy Libanu z Izraelem.

Za: autonom.pl

Jasbir Puar: Gejowska wojna propagandowa Izraela

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 23:09

Jasbir Puar pisze na łamach Guardian.co.uk, że Izrael, odmalowując się na jedyny gay-friendly kraj w homofobicznym regionie, ujawnia jedynie własną desperację.

Niedawny atak Izraela na flotyllę wiozącą pomoc humanitarną dla Gazy, w czasie którego zabito co najmniej 9 osób, sugeruje rosnącą obojętność izraelskiego rządu na światowe potępienie jego polityki palestyńskiej. Jednak w tym samym czasie Izrael okazuje się aktywnie zainteresowany tworzeniem własnego wizerunku jako porządnej, a nawet postępowej demokracji.

Izrael zaangażował się w prowadzoną na ogromną skalę, z olbrzymim budżetem, kampanię Brand Israel (Marka Izrael), prowadzoną przez izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych. Ma ona przeciwdziałać rosnącej reputacji kraju jako imperialnego agresora – w badaniu East West Communications, tworzącym ranking krajów szeregowanych pod kątem ich „pozytywnej percepcji” [w mediach na świecie – przyp. tłum.] pośród dwustu narodów Izrael wylądował na 194 miejscu. Targetując wielkie miasta globalne, w rodzaju Nowego Jorku, Toronto czy Londynu, kampania Brand Israel posługiwała się wydarzeniami takimi jak festiwale filmowe, by promować obraz kraju jako kulturalnego i nowoczesnego.

Jednym z najbardziej rzucających się w oczy motywów kampanii jest marketing nowoczesnego Izraela jako Izraela, który jest gay-friendly. „Jerusalem Post” zacytował przedstawicieli Stand With US, organizacji określającej się jako syjonistyczna: „Zdecydowaliśmy się poprawić wizerunek Izraela poprzez izraelską społeczność gejowską”. To „pranie na różowo” [pinkwashing], jak to jest już powszechnie nazywane w kręgach aktywistów, wykracza daleko poza same grupy gejowskie w Izraelu. W światowym obiegu organizacji gejów i lesbijek gay-friendly znaczy nowoczesny, kosmopolityczny, rozwinięty, pierwszoświatowy, globalna Północ i – co najważniejsze – demokratyczny.

Wydarzenia takie jak zorganizowana w Jerozolimie WorldPride 2006 czy niedawna akcja „Out in Israel” [Być jawnym gejem w Izraelu] w San Francisco eksponowały Izrael jako państwo zawierzone demokratycznym ideałom wolności dla wszystkich, w tym gejów i lesbijek. Ale to pranie na różowo ukrywa znacznie bardziej fundamentalny, niedyskutowany i w samych nawet słowach izraelskiej konstytucji niezbędny brak wolności doświadczany przez Palestyńczyków w obliczu opresji ze strony izraelskiego państwa.

Izraelskie pranie na różowo jest potężną techniką, za pomocą której warunki, na których Izrael okupuje Palestynę, zostają jeszcze raz potwierdzone: Izrael jest cywilizowany, a Palestyńczycy to barbarzyńscy, homofobiczni, niecywilizowani, fanatyczni zamachowcy-samobójcy. Produktem jest Izrael jako jedyny przyjazny gejom kraj w poza nim wrogim im regionie. Przynosi to różnorakie skutki: przemilcza opresję homofobiczną Izraela w stosunku do jego własnych gejów i lesbijek, której jest mnóstwo, a także rekrutuje – często nieświadomych tego – gejów i lesbijki z innych krajów do udziału w zmowie z izraelską przemocą w stosunku do Palestyny.

Powielając orientalistyczne tropy o palestyńskim zacofaniu seksualnym, nie przyjmuje też do wiadomości wpływu kolonialnej okupacji na degradację i zahamowanie norm i wartości kulturowych Palestyńczyków. Pranie na różowo wykorzystuje światową społeczność gejowską jako nowe źródło sojuszników; rekrutuje liberalnych gejów do brudnego kupczenia ich własnego bezpieczeństwa w zamian za nieprzerwaną opresję Palestyńczyków, teraz siłą „przebrandowanych” na gay unfriendly – nieprzyjaznych gejom. To z kolei otacza milczeniem istnienie licznych palestyńskich organizacji gejowskich i lesbijskich, takich jak Palestinian Queers for Boycott, Divestment and Sanctions (PQBDS) [Palestyńskie Społeczności Queer [Gejów] na rzecz Bojkotu, Wstrzymania Inwestycji i Sankcji].

Farbowanie na różowo nie jest prowadzone wyłącznie z izraelskich dzielnic rządowych. Po styczniowej inwazji na Gazę w 2008 roku wielu pracowników amerykańskiego systemu edukacji wystosowało do prezydenta Baracka Obamy list, przygotowany przez organizację Teachers Against Occupation [Nauczyciele Przeciwko Okupacji], potępiający inwazję. Jakieś sześć miesięcy później ci, którzy list podpisali, zostali listownie poproszeni o załączenie pisma potępiającego homofobię i opresję kobiet w Palestynie, na całym Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej – czyli na tych obszarach, które wcale nie wszędzie definiuje dominacja religijna islamu, ale które i tak oberwały za przynależność do represyjnych muzułmańskich norm kulturowych.

Ta szczególna odpowiedź, dzięki której stanowisko przeciwko przemocy państwowej Izraela jest usankcjonowane, ale tylko jeśli towarzyszy mu dodatek w postaci potępienia muzułmańskich kultur seksualnych, stało się standardowym kadrem retorycznym liberalnych obrońców sprawy palestyńskiej. (Zwróćmy uwagę na komunikaty pochodzące od OutRage, głównej gejowskiej organizacji broniącej praw człowieka w Wielkiej Brytanii, w czasie pierwszego zgromadzenia Free Palestine w Londynie 21 maja 2005 roku: „Izraelu, przestań prześladować Palestynę!”, „Palestyno, przestań prześladować queers!” oraz „Dość honorowym morderstwom kobiet i gejów w Palestynie!”). Jak bardzo niezamierzone by to nie było, ten kadr skutkuje utożsamieniem przemocy izraelskiej okupacji Palestyny z palestyńską opresją palestyńskich gejów i lesbijek – tak jakby te dwie sprawy były równoważne czy sąsiadujące.

Co jeszcze ważniejsze, rozmywa to solidarność ze sprawą palestyńską, powtarzając terminy, w jakich Izrael usprawiedliwia swoją przemoc. Palestyńczycy są zbyt zacofani, niecywilizowani i nienowocześni, żeby mogli mieć własne państwo, a co dopiero, żeby właściwie traktować homoseksualistów. Polityka solidarności z Palestyną nie może być podminowana tak trywialnym stanowiskiem.

Przy tym wszystkim, pranie na różowo jest strategią wyczerpaną, która ostatecznie ujawnia tylko desperację państwa izraelskiego. Dokładnie tak, jak strategia Brand Israel – polegająca na werbowaniu ikon kultury, by promowały nowoczesny Izrael – załamała się w obliczu odwołań koncertów i innych wydarzeń wysokiego szczebla, wysiłki i tej strategii są szeroko kontestowane, szczególnie na wydarzeniach o charakterze gejowskim i lesbijskim, wbrew szerokiej cenzurze, jakiej poddawane są grupy gejów i lesbijek, którzy aktywnie sprzeciwiają się izraelskiej okupacji. Niedawny zakaz używania frazy „izraelski apartheid” przez organizatorów Pride Toronto (w odpowiedzi na presję władz Toronto i izraelskich grup lobbingowych) de facto zakazał udziału w imprezie grupie Queers Against Israeli Apartheid (QUAIA). Jednakże 23 czerwca zakaz został uchylony, w odpowiedzi na działania aktywistów i dwudziestu trzech laureatów nagród przyznanych przy okazji Pride, którzy wyróżnienia zwrócili w proteście przeciwko zakazowi.

Organizowany przez Frameline międzynarodowy festiwal kina LGBT w San Francisco spotkał się z opozycją ze strony Queers Undermining Israeli Terrorism (Quit) oraz innych grup za to, że zaakceptował sponsoring ze strony izraelskiego rządu. W ostatnim tygodniu [pierwodruk tego tekstu ukazał się 1 lipca 2010 – przyp. red.], po protestach Palestyńczyków, Arabów, muzułmanów i innych fakcji antysyjonistycznych, amerykańskie Forum Społeczne w Detroit anulowało warsztat, który miało prowadzić Stand With US na temat „Wyzwolenie LGBTQI na Bliskim Wschodzie”, a który miał na celu promować Izrael jako gejowski raj – kosztem wyzwolenia Palestyńczyków.

Izrael może jednocześnie demonstrować bezczelne lekceważenie wobec światowego oburzenia jego aktywnością wojenną i mimo to angażować się w promowanie własnego wizerunku jako liberalnego społeczeństwa tolerancji, w szczególności tolerancji wobec homoseksualistów. Te dwie tendencje nie powinny być postrzegane jako przeciwstawne, a raczej jako konstytutywne składniki mechanizmów, przy użyciu których liberalna demokracja sankcjonuje swoje własne reżimy totalitarne.

Jasbir Puar

tłumaczenie: Jarosław Pietrzak

Tekst pochodzi z witryny internetowej dziennika „The Guardian” (www.guardian.co.uk).

Dziękujemy Autorce i redakcji Guardian.co.uk za zgodę na przedruk.

Jasbir Puar wykłada Women’s and Gender Studies na Rutgers University (New Jersey). Zajmuje się problematyką gender w kontekście globalizacji i dominacji neokolonialnej, problematyką homonormatywności i dyskursami „wojny z terroryzmem”. Jest autorką „Terrorist Assemblages. Homonationalism in Queer Times”, książki nagrodzonej w 2007 roku Cultural Studies Book Award, przyznawaną przez Association for Asian American Studies.

Za: lewica.pl/?id=22020

Libijski statek z pomocą dla Gazy zawinie do portu Arisz w Egipcie

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 20:48

Libijski statek z zaopatrzeniem dla Strefy Gazy wpłynął na wody egipskie i poprosił o zezwolenie na wejście do egipskiego portu Arisz – podał przedstawiciel kapitanatu portu, położonego niedaleko granicy ze Strefą.

Gamal Abdel Maksud powiedział, że płynąca pod mołdawską banderą „Amalthea” skierowała drogą radiową prośbę o przybicie do portu w Arisz.

– Statek jest teraz 10 mil od portu w Arisz – powiedział agencji Reutera kapitan Gamal Abdel Maksud.

Wcześniej przedstawiciele izraelskiej armii podali, że kapitan „Amalthei”, przemianowanej przez propalestyńskich działaczy na „Hope”, informował Izrael, iż kieruje się do egipskiego portu, ale statek znajdował się poza zasięgiem.

Izraelskie okręty towarzyszyły od jakiegoś czasu „Amalthei”, aby nie dopuścić do kontynuowania przez nią drogi do rządzonej przez islamski Hamas Strefy Gazy.

Izrael nie chce, aby statek z pomocą dla Palestyńczyków dotarł do Strefy.

Kapitan portu w Arisz potwierdził, że statek wpłynął na wody egipskie wczesnym wieczorem lokalnego czasu.

Telewizja Al Dżazira podawała, że dowództwo statku nie wykluczyło dopłynięcia do Strefy Gazy. Jednak dziennikarz na pokładzie „Amalthei” powiedział później, że statek skierował się do Arisz.

Kiedy „Amalthea” wpłynęła na wody Egiptu, zniknęła z satelitarnej mapy na internetowej stronie MarineTraffic.com, na której można ją było obserwować, co sugeruje, że z lokalizatorem systemu GPS były przejściowe kłopoty lub też został on wyłączony.

Jednostka transportuje dwa tysiące ton pomocy humanitarnej, zorganizowanej przez fundację, na której czele stoi syn przywódcy Libii Muammara Kadafiego. Statkiem płynie 15 ochotników – Libijczycy, Nigeryjczyk i Marokańczyk, a członkowie 12-osobowej załogi pochodzą z Kuby, Haiti, Indii i Syrii.

pap

Bunt na pokładzie statku syna Kaddafiego?

Na wodach Morza Śródziemnego rozegrały się wczoraj dramatyczne sceny. Płynący pod mołdawską banderą statek „Amalthea” – wyczarterował go Saif al Islam Kaddafi, syn dyktatora Libii – zbliżył się na 100 kilometrów do wybrzeży Strefy Gazy. Otoczyły go tam cztery izraelskie łodzie bojowe. Żołnierze ostrzegli załogę, że są gotowi do abordażu.

W odpowiedzi statek zatrzymał silniki i zaczął dryfować. Załoga przekazała Izraelczykom, że nastąpiła awaria maszyn, ale według bliskowschodniej prasy na pokładzie doszło do ostrego sporu. 15 propalestyńskich aktywistów chciało za wszelką cenę płynąć dalej do Strefy Gazy, ale dziesięciu członków załogi nie zamierzało narażać życia. Szczególnie, że Izraelczycy ostrzegli kapitana jednostki, że poniesie odpowiedzialność za wszystko, co stanie się na pokładzie.

Ostatecznie „Amalthea” – pomimo apelu Hamasu, by kontynuowała rejs do Strefy Gazy – popłynęła w stronę Egiptu. Pomoc humanitarna, która znajduje się w ładowniach jednostki, zostanie dostarczona Palestyńczykom drogą lądową.

Kilka tygodni temu doszło do tragedii, gdy izraelscy komandosi zatrzymali Flotyllę Wolności, konwój sześciu statków płynący do Strefy Gazy. Izraelczycy zastrzelili wtedy dziewięciu aktywistów.

rp.pl

Grecy protestują przeciwko blokadzie Gazy

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 13:10

Członkowie wspieranego przez komunistów greckiego związku zawodowego mówią, że blokowali pięć stanowisk odpraw izraelskich linii lotniczych El Al przez dwie godziny w proteście przeciwko oblężeniu Gazy.

Lot do Izraela został opóźniony w środę na międzynarodowym lotnisku w Atenach o około dwie godziny po tym, jak demonstrujący przeciwko oblężeniu Gazy zablokowali stanowiska odpraw, powiedzieli oficjele lotniska.

Członkowie wpieranego przez komunistów związku zawodowego stwierdzili, że blokowali pięć stanowisk odpraw linii lotniczych El Al przez dwie godziny, by zaprotestować przeciwko izraelskiej blokadzie Gazy i opresyjnej polityce państwa żydowskiego.

„To było działanie podjęte w solidarności z narodem palestyńskim i jego wysiłkami w ustanowieniu państwa palestyńskiego” powiedział AP rzecznik związku zawodowego Giorgos Pontikos. Stwierdził, że podczas protestu była obecna policja lecz nie interweniowała.

Rzecznik El Al oznajmił w odpowiedzi na incydent, że linia lotnicza „uznaje bezpieczeństwo lotu i bezpieczeństwo swoich pasażerów za swoje najwyższe wartości i nie będzie szła na kompromis w ich sprawie w żaden sposób” stwierdzając, że „w żadnym momencie pasażerowie nie byli w niebezpieczeństwie”.

Środowy protest został przeprowadzony w czasie, gdy wyczarterowany przez Libię statek płynący z pomocą dla Strefy Gazy miał wpłynąć do egipskiego portu, by uniknąć konfrontacji z izraelską morską blokadą terytorium palestyńskiego.

Oficjele lotniska w Atenach poinformowali, że lot 542 El Al z Aten do Tel Avivu rozpoczął się dwie godziny po planowym czasie, o 12.30 (09.30 GMT) po tym, jak protest zakończył się bez incydentu.

Ha’aretz

Jedna Palestynka nie żyje, 5 innych Gazan rannych w wyniku ataku Izraela na Strefę Gazy

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 03:30

Palestyńskie źródła medyczne podały we wtorek w nocy, że palestyńska kobieta została zabita a 5 innych mieszkańców Gazy jest rannych w wyniku wystrzału przez izraelską armię pocisków artyleryjskich w szereg domów w Juhr Ad Deek na wschód od miasta Gazy.

Źródła stwierdziły, że 38 letnia Ni’ma Abu Sa’id ucierpiała wskutek poważnych ran i została przewieziona do miejscowego szpitala, gdzie zmarła w wyniku poniesionych obrażeń. Kilku innych Gazan zostało rannych, niektórzy z nich poważnie.

Naoczni świadkowie relacjonowali, że armia przeprowadziła inwazję na obszar Juhr Ad Deek i wystrzeliła pociski w kilka domów.

W międzyczasie Brygady Abu Ali Mustafy, zbrojne ramię Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny, wzięły odpowiedzialność za  zdetonowanie ładunku wybuchowego w pobliżu wojskowego pojazdu dokonującego inwazji na obóz uchodźców Al Maghazi w Gazie.

Brygady dodały, że ich bojownicy wymienili ogień z agresorami.

Za: imemc.org/article/59124

Artyści bojkotują Izrael

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 00:51

Alternatywna legenda Pixies, formacja Gorillaz i inne zespoły odwołały koncerty w Izraelu z powodu izraelskiego ataku na flotyllę z pomocą dla Strefy Gazy. W wyniku ataku zginęło (co najmniej) dziewięć osób.

Kultowa formacja Pixies, jedna z najbardziej wpływowych grup na amerykańskiej scenie alternatywnej, miała wystąpić w Tel Awiwie. Zawiadomiła jednak organizatora koncertu, że nie przybędzie na występ, nie podając konkretnych przyczyn. Organizatorzy wiążą jednak odwołanie koncertu z izraelskim atakiem na flotyllę z pomocą humanitarną dla Gazy.

W komunikacie przedstawiciel Pixies napisał: „Pragniemy przeprosić jak najszczerzej naszych fanów w Izraelu, ale niezależne od nas wydarzenia sprzysięgły się przeciwko nam”. Pixies wyrażają nadzieję, że „nadejdą jeszcze lepsze czasy”.

Zabicie przez izraelskich żołnierzy dziewięciu tureckich uczestników rejsu Flotylli Solidarności z Gazą spowodowało odwołanie również występów innych słynnych zespołów muzycznych i artystów.

W czwartek 3 czerwca wieczorem, niemal w ostatniej chwili, odwołały swoje koncerty w Tel Awiwie dwie grupy brytyjskie: Gorillaz i Klaxons.

Liczne ugrupowania deklarujące solidarność z Palestyńczykami żyjącymi od trzech lat w warunkach ścisłej blokady izraelskiej w Strefie Gazy, w tym również ugrupowania izraelskie, wezwały do bojkotu kulturalnego Izraela.

Także Elvis Costello, wielka postać rocka z lat 80., odwołał prezentację swego nowego albumu w Izraelu. Oświadczył w specjalnym komunikacie, że czyni to na znak protestu przeciwko „zastraszaniu i poniżaniu palestyńskich cywilów w imię bezpieczeństwa narodowego (Izraela)”.

„Z przyczyn politycznych” wycofali się z zapowiedzianych koncertów w Izraelu legendarny wirtuoz-gitarzysta Carlos Santana i ojciec amerykańskiego rapu Gil Scott-Heron.

interia.pl/pap

Tak trzymać! : )

13/07/2010

Izrael blokuje libijski statek „Nadzieja” z pomocą dla Gazy

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 23:47

15:56

Izraelska marynarka wojenna „nawiązała kontakt” ze statkiem płynącym z pomocą humanitarną dla Gazy, ale komandosi nie weszli na jego pokład – poinformowały siły zbrojne Izraela. Według organizatorów rejsu kapitan odmówił zmiany kursu i udania się do Egiptu.

– Marynarka wojenna właśnie rozpoczęła próbę zatrzymania statku. Zaczął się proces komunikowania się z nimi – powiedziała rzeczniczka wojsk izraelskich. Dodała, że marynarka „przystąpiła do przygotowań i działań mających na celu zatrzymanie libijskiego statku”, aby powstrzymać go przed próbą przerwania blokady Strefy Gazy.

Rejs z pomocą dla Strefy Gazy zorganizował syn libijskiego przywódcy Muammara Kadafiego, Saif al-Islam Kadafi. Statek „Amalthea”, przemianowany przez działaczy propalestyńskich na „Hope”, płynie z Grecji pod flagą Mołdawii z 2 tysiącami ton żywności i zaopatrzenia medycznego.

Dobroczynna fundacja Kadafiego

Międzynarodowa Fundacja Dobroczynna i Rozwoju Kadafiego, na której czele stoi Kadafi junior, poinformowała w oświadczeniu, że w odpowiedzi na izraelskie polecenie wzięcia kursu na egipski port Arisz „kapitan libijskiego statku i szef fundacji obecny na pokładzie potwierdzili, że portem docelowym jest tylko Gaza”.

W sobotę MSZ Grecji informowało, że „Amalthea” ma wziąć kurs na Arisz, co władze greckie potwierdziły w rozmowach z libijskim ambasadorem i agentem statku. W piątek grecki wiceminister spraw zagranicznych Dimitris Drucas rozmawiał na temat planowanego rejsu z szefem dyplomacji Izraela Awigdorem Liebermanem.

W niedzielę dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Fundacji Dobroczynnej i Rozwoju Kadafiego, Jusef Sawani, zapewniał jednak, że nie stracił nadziei, iż „Amalthea” dotrze we wtorek do Gazy.

„Amaltheą” płynie 15 ochotników – Libijczycy, Nigeryjczyk i Marokańczyk, a członkowie 12-osobowej załogi pochodzą z Kuby, Haiti, Indii i Syrii.

22:15

Statek z pomocą dla Gazy poprosił Egipt o zgodę na zacumowanie w egipskim porcie – poinformowały egipskie władze. Tymczasem libijski organizator misji podał wieczorem, że statek w dalszym ciągu zmierza do portu w Gazie, pomimo izraelskich gróźb.

– Statek w dalszym ciągu płynie do Gazy i nie było decyzji o zmianie kursu – zapewnił dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Fundacji Dobroczynnej i Rozwoju Kadafiego, Jusef Sawani. – Jednostka otrzymała ultimatum od Izraelczyków, że ma do północy opuścić region. Nie zamierzamy tego robić – podkreślił.

Nieco wcześniej anonimowy przedstawiciel egipskich władz mówił, że Egipt dał zgodę libijskiemu statkowi na zacumowanie w porcie Arisz, zamiast w porcie Gaza. Dodał, że Egipt pozwoli, aby pasażerowie wraz z pomocą humanitarną mogli przedostać się do Gazy przez granicę w Rafah.

Jednocześnie – jak pisze agencja Reutera – powiedział, że „obecnie nie ma połączenia ze statkiem i nie wiemy, dokąd faktycznie się kieruje”.

Agencja AP twierdzi, że informację o zmianie kursu statku potwierdziła izraelska marynarka wojenna, powołując się na kapitana jednostki. Nie podano dalszych szczegółów, gdyż na razie nie wydano żadnego oświadczenia.

Izraelskie okręty towarzyszą w dalszym rejsie statkowi humanitarnemu, aby w ostatnim momencie nie zmienił zamiarów i nie skierował się do Gazy.

Wcześniej kapitan „Hope” poinformował, że strona izraelska postawiła mu ultimatum – jeśli do północy z wtorku na środę nie zmieni kursu i nie popłynie do Egiptu, statek zostanie przejęty przez marynarkę wojenną Izraela.

pap

14.07.2010

09:17

Sabotaż?

Statek wiozący zorganizowaną przez Libię pomoc humanitarną dla Strefy Gazy pozostaje na wodach międzynarodowych – powiedziała rzeczniczka armii izraelskiej. Według radia izraelskiego, kapitan powiadomił marynarkę wojenną tego kraju o awarii na statku. Wcześniej Izrael postawił jednostce ultimatum: zmieni kurs lub statek zostanie przejęty.

– Jest on 88 km od Egiptu i 128 km od Gazy, na wodach międzynarodowych. Obserwujemy (sytuację) – powiedziała rzeczniczka armii.

Radio izraelskie wyemitowało nagranie, na którym – jak twierdzi – wypowiadał się kubański kapitan statku o imieniu Antonio. Informował on marynarkę wojenną o awarii, którą starają się naprawić mechanicy. – Nie mogę powiedzieć, ile czasu to zajmie, jak tylko będziemy gotowi, dam znać, odbiór – miał brzmieć komunikat po angielsku.

pap

11/07/2010

Wzrost liczby samobójstw w izraelskiej armii

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 22:06

Izraelska armia wszczęła alarm w związku ze świeżym wzrostem liczby przypadków samobójstw wśród odbywających służbę od początku roku.

19 izraelskich żołnierzy położyło kres swojemu życiu w tym roku, co nastąpiło po stosunkowym spadku w ostatnich latach spowodowanym różnymi programami mającymi na celu zahamowanie samobójstw w armii, relacjonowała we wtorek izraelska strona internetowa Ynet.

Liczba z 2010 r. wskazuje na gwałtowny wzrost ofiar w porównaniu z 21 przypadkami przez cały 2009 r. Izraelska armia odnotowała 30 samobójstw w 2000 r. podczas gdy w 2005 r. było ich 35.

Wojsko następnie uruchomiło program szkoleniowy, by pomóc dowódcom w diagnozowaniu poważnych psychologicznych załamań wśród żołnierzy i by przyjść z pomocą na czas. W międzyczasie program przewidywał zredukowanie liczby żołnierzy administracji, którzy biorą broń osobistą do domu.

W latach 2007-2009 miał miejsce spadek liczby samobójstw do mniej niż 24 w jednym roku – czyniąc tegoroczny wynik tym bardziej niepokojącym dla Tel Avivu.

Dwóch oficerów zostało skazanych za kryminalne przestępstwo w 2008 r. za nie zapobieżenie samobójstwu żołnierza, którego zachowanie wskazywało na psychiczne załamanie.

Oficer ds. zdrowia psychicznego został osądzony w procesie dyscyplinarnym w związku z tą samą sprawą za nie udzielenie pomocy żołnierzowi.

Za: http://www.presstv.ir/detail.aspx?id=133754

10/07/2010

Żydowska psychoza zagrożeniem dla świata

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 23:49

Gilad Atzmon

Jestem tutaj, aby ogłosić, tak głośno jak mogę: nie ma żadnej potrzeby organizowania „międzynarodowego”, ”bezstronnego” ani „niezależnego” śledztwa w sprawie najnowszej izraelskiej masakry na pełnym morzu. Choć sprzeciw Izraela wobec takiego śledztwa wykazuje, że Izraelczycy mają wiele do ukrycia, to prawda leży rzeczywiście głębiej. Jeśli chcesz zrozumieć, co leży u podstaw śmiertelnego izraelskiego barbarzyństwa, wszystko co musisz zrobić, to otworzyć Stary Testament.

Choć pewne jest, że nie ma żadnej ciągłości między biblijnymi Izraelitami i Chazarami rządzącymi Izraelem i jego armią, to nie można negować podobieństwa między morderczym ferworem opisanym w Księdze Powtórzonego Prawa i ostatnim ciągiem śmiertelnych akcji Izraela. Izraelskie społeczeństwo jest zbrodnicze nie z powodu jakiegoś pochodzenia biologicznego czy rasowego od wymyślonych „przodków”, lecz dlatego, że kieruje się fanatyczną ideologią żydowską i jest napędzane przez bezlitosną, trującą psychotyczną żarliwość biblijną.

Państwo żydowskie stoi poza prawem. Ani też nie stosuje się do żadnego uznawanego uniwersalnego systemu wartości. W ostatnich latach Izrael zrujnował Liban (2006) i spowodował ponad 3 tys. ofiar śmiertelnych; udało mu się potraktować białym fosforem budynek z pomocą humanitarną ONZ (2009); i znowu 1.5 tys. ofiar śmiertelnych w Gazie, w większości kobiet, dzieci i starców. Wcześniej w tym roku przeprowadził egzekucję w Dubaju wykorzystując fałszywe paszporty, a ostatnio widzieliśmy koszerną rzeź działaczy pokojowych dokonaną przez izraelskich komandosów na wodach międzynarodowych.

Ujawniane raporty sądowe dotyczące masakry dowodzą, że na pokładzie tureckiego statku Mavi Marmara przeprowadzono izraelską egzekucję. Oglądane razem z zeznaniami tureckich świadków i usprawiedliwieniami izraelskiego rzecznika co do akcji przeprowadzonej przez grupę egzekucyjną, nie pozostawiają miejsca na wątpliwości. Izraelskie społeczeństwo przekroczyło granicę bezpieczeństwa. Faktycznie musiało oderwać się od ludzkości dawno temu. Byłoby również uzasadnione twierdzenie, że początkowa próba syjonistów „stworzenia nowego cywilizowanego Żyda” powinna być uważana za całkowitą klęskę. Faktycznie izraelski Żyd jest najbardziej brutalny z nich wszystkich, nawet bardziej zbrodniczy niż fikcyjny bohater filmu Tarantino Haniebne łotry (Inglorious Bastards).

Jednym ze sposobów wytłumaczenia błyskawicznego rozpadu moralnego żydowskiego państwa jest wykazanie, że syjoniści nigdy nie zamierzali przestrzegać etyki. Bardzo szybko nauczyli się, że zamiast rzeczywiście zinternalizować znaczenie humanizmu, ich sprawie równie skutecznie posłuży „kręcenie”.

Cały projekt hasbary (propagandy) opiera się na rozsiewaniu kłamstw. Od lat hasbara cały czas wspierana przez sayanim służyła do pokazywania Izraela jako „zachodnie” i „demokratyczne” państwo na „morzu Arabów”. Cały czas państwo żydowskie sprawiało ból swoim sąsiadom, mordując, głodząc i przeprowadzając czystki etnicznie wśród rodowitych mieszkańców tej ziemi. Wszystko ma swoje granice! Najwyższy czas by nazwać i zawstydzić każdego Izraelczyka i podstawionego syjonistę w kręgach politycznych, mediach i w świecie nauki. To nie powinno być skomplikowane, gdyż do tej pory ci sayanim i zdrajcy wśród nas wszystko robili jawnie.

Od agresora do ofiary

Jednak Izraelczycy nie są zwykłą morderczą zbiorowością. Tak jak mieli bardzo dużo entuzjazmu w spuszczeniu ze smyczy setki komandosów z najbardziej brutalnej grupy zbrojnej (Flota 13) przeciwko bezbronnym działaczom pokojowym, tak również upierają się, by ich komandosów uznać za niewinne ofiary.

Śmieszne było oglądanie izraelskich oficjeli i przedstawicieli mówiących o ich „zlinczowanych komandosach” zaatakowanych jak tylko weszli na pokład statku. „Czego spodziewali się komandosi po pro-palestyńskich działaczach kiedy weszli na statek – zaproszenia na pokład na filiżankę herbaty z kapitanem na mostku?” – zapytał dziennik Guardian w artykule redakcyjnym nazajutrz po masakrze.

Niezdolność Izraelczyków do zrozumienia, że to oni byli agresorami w przez nich zainicjowanym militarnym ataku, jest symptomatyczna z żydowskim politycznym niezrozumieniem pojęcia historii i historycznej przyczynowości. Z żydowskiego punktu widzenia historia zawsze zaczyna się tam gdzie dostrzega się żydowskie cierpienie. Dla Izraelczyków akcja na Mavi Marmara rozpoczęła się w momencie kiedy na pokład wtargnęli koszerni komandosi. W izraelskiej prasie fakt, że byli oni stroną atakującą zupełnie zignorowano. Faktycznie wzięli udział w kryminalnej akcji wojskowej; byli spuszczeni z izraelskich helikopterów wojskowych; wtargnęli na cywilny statek niosący pomoc humanitarną na międzynarodowych wodach. Dla Izraelczyków masakra na Mavi Marmara była wydarzeniem odizolowanym od konfliktu czy jakiegoś zrozumienia konfliktu.

W debacie o żydowskiej polityce i historii nie ma miejsca na przyczynowość. Nie ma czegoś takiego jak ‘były’ i ‘ostatni’. W żydowskiej dyskusji plemiennej każda narracja rozpoczyna się od ustalenia żydowskiego cierpienia. To oczywiście wyjaśnia dlaczego Izraelici, jak również niektórzy Żydzi, myślą tylko o „rozwiązaniu dwu-państwowym” w granicach z roku 1967. To również wyjaśnia, dlaczego dla większości Żydów historia holokaustu zaczyna się w komorach gazowych lub z dojściem do władzy nazistów. Nigdy nie widziałem, by jakiś Izraelczyk lub Żyd usiłował zrozumieć sytuację, która doprowadziła do widocznej niechęci Europejczyków wobec ich żydowskich sąsiadów w latach 1920-1940.

Jestem mocno przekonany, że Izrael i żydowski plan narodowy nie podniosą się po tej morskiej masakrze. Powód tego jest prosty. W celu ocalenia się od fatalnego losu Izrael potrzebowałby spojrzeć na siebie w lustrze. Ale tak się nie stanie. Kiedy to zrobi, już będzie się sam nienawidził. Izrael nie zaryzykuje. Zamiast spojrzeć na siebie w lustro, żydowski agitator plemienny zaczyna kręcić. Propagandysta ujawnia niezdarnie zrobiony filmik, który łatwo można obalić.

W przypadku gdyby obywatelom zachodu nie udało się dostrzec tego do tej pory, to nie tylko Palestyńczycy, Arabowie lub muzułmanie padają ofiarami śmiertelnych biblijnych praktyk. Tak naprawdę syjonizm nie rozróżnia gojów (pogan). Według nich każdy goj jest potencjalnym wrogiem. To musi tłumaczyć dlaczego Izrael posiada tak wiele bomb atomowych.

Jak można domniemywać, bomba atomowa nie jest dokładnie czymś czego używa się przeciwko swoim najbliższym sąsiadom. Arsenał nuklearny Izraela nie jest po to, by odstraszać Palestyńczyków czy Syryjczyków. Izraelska bomba jest dla nas, Brytyjczyków, Turków, Francuzów, Rosjan, Chińczyków, krótko mówiąc, dla całej ludzkości. Nuklearny arsenał Izraela powinien być pojmowany w nawiązaniu do Masady, uzbrojonego koszernego bunkra z I wieku, gdzie ekstremiści żydowscy woleli popełnić samobójstwo niż poddać się Rzymianom.

Nowi Izraelczycy w umyśle mają scenariusz Armagedonu. Ich filozofia jest bardzo prosta. Z Auschwitz przejęli slogan „nigdy więcej” (jak owce na rzeź). Z Masady wydedukowali motto ocalonych: „jeśli mamy zginąć, tym razem z nami zginą wszyscy”. Taka jest prawdziwa interpretacja opowiadania o Samsonie, biblijnym ludobójcy, który zwalił na siebie filistyńską świątynię razem z 3 tys. dzieci, kobiet i starców.

Myślę, że wiedząc o izraelskich łodziach podwodnych ulokowanych w Zatoce Perskiej i rzezi na morzu, inne narody nie potrzebują żadnych innych ostrzeżeń. Prawdę mówiąc nie ma żadnego sposobu na „ściągnięcie z drzewa” izraelskiego narodu. Co muszą zrobić światowi przywódcy to razem podjąć decyzję jak rozwalić tę patologiczną zbiorowość bez obrócenia naszej planety w pył.

Tłumaczyła: Ola Gordon, drobne poprawki własne

Za: ashkenazijews.blogspot.com/p/jewish-psychosis-danger-to-world-peace.html

* Gilad Atzmon jest znanym muzykiem jazzowym, komentatorem i aktywistą politycznym. W swoich licznych wypowiedziach, wywiadach i na stronach internetowych krytykuje judaizm ukazując jego zakłamanie, sprzeciwia się ludobójstwu dokonywanemu przez państwo Izrael na Palestyńczykach oraz przestrzega przed zagrożeniem dla świata ze strony syjonizmu. Atzmon urodził się w Izraelu w rodzinie żydowskiej, wyemigrował i mieszka w Wielkiej Brytanii.

Tysiące Palestyńczyków protestuje przeciwko nielegalnemu murowi apartheidu

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 01:25

Tysiące Palestyńczyków uczestniczy w protestach zorganizowanych w szóstą rocznicę orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze przeciwko budowie izraelskiego muru na Zachodnim Brzegu.

Demonstracje, które będą trwały do soboty wieczór, rozpoczęły się po piątkowych muzułmańskich modlitwach w wielu palestyńskich miastach i miasteczkach na okupowanych przez Izrael terenach Zachodniego Brzegu Jordanu, m.in. w Hebronie na południu i w Dżeninie na północy.

Przeszło 700-kilometrowy mur, którego odcinki liczące 434 kilometry zostały już kompletnie ukończone, Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uznał za nielegalny.

Mur jest ponad dwa razy dłuższy niż granica między Izraelem a okupowanymi przezeń terytoriami. Składa się z betonowych fragmentów o wysokości dochodzącej do 8 metrów i siatki drucianej z czujnikami elektronicznymi.

Betonowe fragmenty Izrael zbudował przede wszystkim na terenie palestyńskich miast, między innymi w Tulkarem, Kalkilii, Betlejem i Wschodniej Jerozolimie, uważanej przez Palestyńczyków za ich stolicę. Ponieważ mur oddziela fragmenty ziemi palestyńskiej od terytorium Zachodniego Brzegu, 9,4 proc. palestyńskiej ziemi znalazło się po izraelskiej stronie muru.

50 000 Palestyńczyków po wzniesieniu muru przez Izrael zostało praktycznie odciętych od swych pól uprawnych, które pozostały po izraelskiej stronie muru, lub ma utrudniony do nich dostęp.

Główny negocjator z ramienia Palestyńczyków Saeb Erekat oświadczył w piątek: „Mur jest dziwacznym pogwałceniem prawa międzynarodowego – zagradza rolnikom drogę na ich pola, dzieciom – drogę do szkół, dzieli rodziny”.

pap

09/07/2010

Z Grecji wyrusza statek z pomocą humanitarną dla Gazy

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 23:16
Statek z pomocą humanitarną dla Palestyńczyków z zablokowanej przez Izrael Strefy Gazy wyruszy z portu Lawrion w Grecji jeszcze w piątek lub w sobotę rano – podała agencja Reutera. Podróż ma potrwać 70-80 godzin. Wyprawę organizuje syn Muammara Kadafiego.

Nastąpi ona w miesiąc po ataku izraelskich sił na konwój sześciu statków z pomocą humanitarną dla Strefy Gazy. W szturmie, który został ostro potępiony przez wspólnotę międzynarodową, zginęło dziewięciu tureckich aktywistów, w tym jeden z podwójnym obywatelstwem turecko – amerykańskim.

Nową wyprawę organizuje syn libijskiego przywódcy Muammara Kadafiego – Saif al-Islam Kadafi. Jak powiedział, na statku znajdzie się około 2000 ton żywności i leków. – Robimy, co możemy. Jeśli wszyscy się wycofują i mówią, że Izraelczycy nie pozwalają (na dostarczenie pomocy dla Strefy Gazy), nic się nie wydarzy, a mieszkańcy Gazy pomrą z głodu – powiedział dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Fundacji Dobroczynnej i Rozwoju Kadafiego, Jusef Sawani.

W piątek spotkał się on z dziennikarzami na pokładzie statku „Amalthea” zacumowanego w porcie Lawrion w południowo-wschodniej Grecji. Na czas podróży jednostka została przemianowana na „Hope” (Nadzieja). Sawani sprecyzował, że na pokładzie znajdzie się 10 działaczy, w tym z Libii, Nigerii i Maroka, oraz 12 członków załogi: Kubańczycy, Haitańczycy, Syryjczycy i Hindusi. Wyraził nadzieję, że „wszystko pójdzie gładko”.

– Będziemy starali się wyjaśniać innym, że jedynie pomagamy ludziom. Na statku nie ma nic prócz ryżu, oleju, pomidorów i mąki, to wszystko, co mamy. Nie mamy broni – zapewnił inżynier z Libii, który również weźmie udział w ekspedycji.

pap

Statek wypłynął z portu Lawrion w sobotę, według organizatorów podróż do Gazy zajmie 70 do 80 godzin:


‘PHR – Izrael’ publikuje raport ws. Gazy, nawołuje do zakończenia oblężenia

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 21:17

Lekarze dla Praw Człowieka w Izraelu (Physicians for Human Rights – Israel) opublikowali we wtorek 6 lipca raport mówiący o postępującym pogarszaniu się sytuacji medycznej w Strefie Gazy jako rezultatu trwającego oblężenia nadmorskiej enklawy. Raport jest odpowiedzią na decyzję izraelskiego gabinetu z 20 czerwca 2010 r., by „złagodzić” blokadę.

Raport Lekarzy dla Praw Człowieka w Izraelu nawołuje do całkowitego zakończenia oblężenia Gazy i zaprzestania praktyk izraelskiego rządu, które ograniczają pełen dostęp i właściwą opiekę medyczną mieszkańców Gazy.

Raport uwzględnia 3 główne płaszczyzny, na których mieszkańcy Gazy cierpią ze względu na niedostateczną opiekę medyczną spowodowaną trwającym izraelskim oblężeniem.

1. Uniemożliwianie rozwoju systemu opieki zdrowotnej w Strefie Gazy z równoczesnym ograniczaniem możliwości wyjazdu pacjentów na leczenie włączając:

ograniczanie wwozu sprzętu medycznego do Gazy; ograniczanie szkoleń dla fachowców medycznych w Gazie; ograniczanie dostępu pacjentów do leczenia poza Strefą Gazy pomimo niewystarczającego wyposażenia przy równoczesnym niedopuszczaniu do wjazdu do Gazy medycznych delegacji.

2. Shin Bet stosuje niedopuszczalne metody względem pacjentów potrzebujących pomocy medycznej włączając:

wzywanie pacjentów na przesłuchania przed wydaniem pozwolenia na opuszczenie Gazy na leczenie, włączając planowanie przesłuchań po terminie wyznaczonym na leczenie pacjentów co powoduje, że tracą oni niezbędną pomoc medyczną, oraz wzywanie pacjentów, którzy złożyli wnioski o wizy na wyjazd ze względu na stan zdrowia tylko po to, by ich aresztować lub umieścić w miejscach zatrzymań [od admina: częste są również przypadki nakłaniania chorych do kolaboracji z Izraelem w zamian za pozwolenie na opuszczenie Gazy w celu uzyskania pomocy medycznej, w przypadku odmowy chorzy nie otrzymują wizy – link].

3. Polityka Izraela względem dostępu pacjentów z Gazy do opieki medycznej obejmuje dodatkowe czynniki wliczając:

tendencję do odmawiania wiz na wyjazd tym, którym nie zagraża utrata życia, kryterium, które narusza zarówno międzynarodowe jak i izraelskie prawa człowieka; uniemożliwianie dostępu do usług medycznych najwyższej jakości ze względu na niedopuszczanie do rozwoju Strefy Gazy i odmowę podróży w celach medycznych; odmowę podróży w celach medycznych pacjentom, którzy wymagają lekarskiej opieki kontrolnej; odrzucanie próśb pacjentów o zgodę na opuszczenie Gazy w celach medycznych, włączając przypadki krytyczne, powodowane obawą, że pacjenci wykorzystają pozwolenie na zjednoczenie się z rodzinami na Zachodnim Brzegu oraz konfiskata osobistych rzeczy pacjentów podczas powrotu do Gazy po otrzymaniu pomocy lekarskiej.

Raport konkluduje, że działania izraelskiego rządu względem Strefy Gazy mają olbrzymi wpływ na życie cywilnej ludności wymagającej opieki medycznej pozostawiając tysiące w cierpieniach, i powinno zostać odnotowane, że setki Gazan zmarło od rozpoczęcia oblężenia w czerwcu 2007 r. ze względu na nieadekwatną i niepełną pomoc medyczną.

Za: imemc.org/article/59083

Izrael: Ortodoksyjni Żydzi aresztowani za przemyt narkotyków

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 15:24

Policja w Tel Awiwie zatrzymała trzech ortodoksyjnych Żydów podejrzanych o przemyt narkotyków o wartości nawet 100 milionów dolarów.

Jeden z aresztowanych w dniu 7 lipca br. na lotnisku Ben Guriona, mieszkaniec Kfar Chabad, którego nazwiska jednak nie ujawni0no, podejrzany jest o organizowanie przemytu kokainy. Dwóch jego wspólników – mężczyzn w wieku 20-kilku lat – aresztowano po ich powrocie z Brazylii. Zdawkowa informacja podana przez izraelski dziennik Haaretz ujawnia interesujący fakt, że zatrzymani nie nosili tradycyjnego stroju ortodoksyjnych Żydów. Informacja podana przez tak ważny serwis jest również na tyle nieczytelna, że raz wymienia się astronomiczną wartość narkotyków wynoszącą 100 milionów dolarów, a w innym miejscu mówi się już tylko o 1 milionie dolarów.

Obywatele Izraela oraz żydowscy obywatele innych krajów należą do światowej czołówki przemytników narkotyków. Jak stwierdzają międzynarodowe służby antynarkotykowe, jeden z najbardziej popularnych narkotyków, znany powszechnie pod nazwą Ecstasy, produkowany jest w Izraelu i rozprowadzany na świecie z wykorzystaniem kanałów przerzutowych opracowanych przez szmuglerów diamentów, co w praktyce odpowiada niemal całkowitej kontroli żydowskich przemytników, którzy do swoich celów wykorzystują również ortodoksyjnych Chasydów. Międzynarodowi specjaliści do walki z narkotykami zgodnie stwierdzają, że narkotyk Ecstasy, który jest również rozprowadzany wśród młodzieży w Polsce, niemal w 100% pochodzi z Izraela.

Media światowe albo zupełnie ignorują wielkie afery i masowe zatrzymania przemytników narkotyków, jeśli ich udziałem są Żydzi, albo informują w sposób zdawkowy. Taki przypadek miał miejsce np. w czerwcu zeszłego roku w Wielkiej Brytanii, gdzie aresztowano żydowskich obywateli Izraela za, jak określono, “największy w historii Wielkiej Brytanii przemyt narkotyków”. Media światowe, w tym główne media w Polsce, tak szybkie w podawaniu niekiedy drugorzędnych informacji, i tym razem nie zauważyły wydarzenia.

Za: bibula.com/?p=23984

08/07/2010

B’Tselem: Izrael kradnie palestyńską ziemię

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 23:06

06.07.2010

Zachodni Brzeg, styczeń 2002

Osadnicy żydowscy kontrolują 42 procent Zachodniego Brzegu. Izraelska organizacja praw człowieka B’Tselem w swoim najnowszym raporcie oskarża Izrael o kradzież palestyńskiej ziemi. Raport ukazał się tuż przed spotkaniem premiera Benjamina Netanjahu z prezydentem Barakiem Obamą w Waszyngtonie.

Politycy mają rozmawiać między innymi o przedłużeniu moratorium na rozbudowę osiedli, które jest warunkiem przystąpienia Palestyńczyków do bezpośrednich rozmów pokojowych.

Według raportu, Izrael najpierw przywłaszczył sobie część palestyńskiej ziemi ogłaszając ją państwową, potem zbudował na niej 66 procent osiedli żydowskich. Resztę osad postawił na prywatnej palestyńskiej ziemi, której konfiskatę armia tłumaczyła względami bezpieczeństwa. W ten sposób pod kontrolą osiedli znalazło się 42 procent Zachodniego Brzegu, mimo że same zabudowania zajmują 1 procent powierzchni.

Organizacja B’Tselem oskarżyła więc Izrael o łamanie międzynarodowego prawa i pogwałcenie postanowień Mapy Drogowej Kwartetu Bliskowschodniego z 2003 roku, która określała zasady rozwiązania konfliktu. Izrael obiecał wówczas wstrzymanie osadnictwa. Z danych B’Tselem wynika, że w tym czasie Izrael zachęcał Żydów do zasiedlania Zachodniego Brzegu oferując dotacje finansowe. W ciągu 17 lat populacja osiedli zwiększyła się o prawie 30 procent.

Organizacja wezwała więc rząd do likwidacji osiedli i wypłacenia odszkodowań osadnikom. Izraelskie władze nie chciały komentować raportu.

IAR

Grafitti „Wolna Gaza i Palestyna” w Getcie Warszawskim

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 19:32

28 czerwca br. polscy i izraelscy aktywiści spotkali się w ruinach starego Getta Warszawskiego. Aktywiści napisali sprayem na murze w języku hebrajskim „Wyzwolić wszystkie getta” oraz „Wolna Gaza i Palestyna” w języku angielskim. Napis został umieszczony na ścianie zrujnowanej  kamienicy znajdującej się naprzeciwko pozostałości po murze granicznym, oddzielającym ulice Warszawy od getta zbudowanego dla ludności żydowskiej w 1940 roku. Na szczycie muru zawieszono palestyńskie flagi. Była to pierwsza tego rodzaju akcja przeprowadzona na terenie byłego Getta Warszawskiego.

Jak mówi Yonatan Shapira, były kapitan izraelskich sił powietrznych, refusnik odmawiający służby wojskowej, działacz na rzecz kampanii BDS (Bojkotu, Wycofania Inwestycji oraz Sankcji w stosunku do państwa Izrael):

„Większość mojej rodziny pochodzi z Polski, wielu jej członków zostało zamordowanych w obozach zagłady w trakcie Holocaustu. Kiedy spacerowałem miedzy ruinami Getta Warszawskiego nie mogłem przestać myśleć o mieszkańcach Strefy Gazy, o ponad 1,5 milionowej społeczności, która nie tylko pozostaje zamknięta w największym więzieniu świata, ale również jest systematycznie bombardowana przez samoloty bezzałogowe i śmigłowce pilotowane przez ludzi, pod dowództwem których służyłem, zanim odmówiłem służby wojskowej w 2003 roku.

Myślę również o delegacjach młodych Izraelczyków, którzy przyjeżdżają do Polski, aby poznać historię naszego narodu, poddawanych nieustającemu procesowi militarystycznego i nacjonalistycznego prania mózgu. Może kiedy zobaczą to, co dziś napisaliśmy na murze, zdadzą sobie sprawę z tego, że opresja pozostaje opresją, okupacja — okupacją, a zbrodnie przeciwko ludzkości nadal są zbrodniami przeciwko ludzkości niezależnie od tego, czy zostały popełnione tutaj w Warszawie, czy w Strefie Gazy”.

Według Ewy Jasiewicz — działaczki Polskiej Kampanii Solidarności z Palestyną i jednej z koordynatorek Ruchu Wolna Gaza (Free Gaza Movement), która uczestniczyła w rejsie konwoju humanitarnego Flotylli Wolności do Strefy Gazy — „Yonatan mógł być pilotem izraelskiej eskadry Blackhawk, która zaatakowała statek Mavi Marmara 31 maja br. W wyniku brutalnego ataku zginęło 9 osób — mogłam być jedną z nich. W Polsce pełno jest murów i ruin Getta Warszawskiego, pozostałości po obozach zagłady oraz miejsc poświęconych tym, którzy zginęli broniąc nie tylko swojej społeczności, ale również walcząc przeciwko faszyzmowi.

Polacy muszą się obudzić i zdać sobie sprawę z tego, że okupacja i getta nie skończyły się w momencie zakończenia drugiej wojny światowej. Ta taktyka i strategia dominacji oraz sprawowania kontroli nad innymi ludźmi i przejmowania ich ziemi jest nieustannie wcielana w życie w Palestynie i konsekwentnie realizowana przez państwo Izrael. Naszym obowiązkiem jest wyzwolenie wszystkich gett i zakończenie każdej okupacji”.

Pomimo wielu apeli Polska kontynuuje współpracę wojskową z Izraelem, ignorując obowiązek przestrzegania prawa międzynarodowego i zaprzestania wspierania gettoizacji Zachodniego Brzegu oraz zapewnienia ochrony ludności cywilnej.

Polska Kampania Solidarności z Palestyną razem z międzynarodowym ruchem BDS (Bojkotu, Wycofania Inwestycji oraz Sankcji) wzywa do zakończenia izraelskiej bezkarności, łamania prawa międzynarodowego i praw człowieka przez władze Izraela.

Według Ewy Jasiewicz „Polska nie może pozostawać dłużej zieloną strefą dla normalizacji izraelskiej polityki apartheidu. To na nas wszystkich spoczywa odpowiedzialność za zakończenie gettoizacji i okupacji mieszkańców Palestyny”.

Yonatan Shapira: „Kiedy dorastałem uczono mnie, że wszystkie potworności, jakich doświadczył naród żydowski, były wynikiem milczącej zgody świata i braku reakcji. Dlatego nie mogę dłużej milczeć. Naród żydowski potrzebował wyzwolenia z getta, a teraz Izraelczycy potrzebują wyzwolenia od zbrodni wojennych popełnianych przez rząd Izraela w ich imieniu, wyzwolenia od bycia okupantem. Każdy z nas może wziąć udział w tej globalnej walce na rzecz sprawiedliwości i wsparcia kampanii Bojkotu, Wycofania Inwestycji oraz Sankcji w stosunku do państwa Izrael, robiąc to nie tylko dla Palestyńczyków, ale również dla samych Izraelczyków”.

Relacja wideo

Za: kampania-palestyna.pl

Akt oskarżenia przeciwko izraelskiemu żołnierzowi, który zamordował dwie Palestynki podczas operacji „Płynny Ołów”

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 14:29

Izraelska prokuratura wojskowa oskarży jednego z żołnierzy o zabójstwo dwóch Palestynek podczas izraelskiej inwazji na Strefę Gazy. Kobiety zginęły mimo, że trzymały białe flagi.

Do zdarzenia doszło, gdy 30 Palestyńczyków na polecenie żołnierzy opuściło swoje domy i z białymi flagami szło w ich kierunku. Wówczas jeden z żołnierzy otworzył ogień, zabijając starszą kobietę i jej córkę.

Żołnierz podczas śledztwa twierdził, że nie chciał ich zastrzelić. Celował w nogi, gdyż był przekonany, że życie jego kolegów jest zagrożone. Prokurator doszedł jednak do wniosku, że żołnierz strzelał świadomie i wbrew rozkazom.

Incydent pierwsza badała izraelska organizacja praw człowieka. Następnie opisała go oenzetowska komisja Goldstone’a w swoim raporcie. Prokurator wojskowy zdecydował jednak o postawieniu zarzutów dopiero we wtorek.

Armia zajęła się sprawą po otrzymaniu zeznań świadków od izraelskiej organizacji praw człowieka B’Tselem oraz oenzetowskiego raportu Goldstone’a.

Prokurator wojskowy poinformował także o wszczęciu dochodzenia w sprawie czterech innych incydentów. Dotyczą one zabójstwa, utrudniania cywilom dostępu do pomocy oraz zbombardowania domu rodziny Samouni. W budynku znajdowało się wówczas około 100 osób, zginęło 29 z nich.

IAR

10 letnia Mona Samouni opowiada o atakach izraelskiej armii na jej rodzinę:

07/07/2010

Metodyści w Anglii za bojkotem Izraela

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 18:44

Ponad 800 reprezentantów protestanckiego zboru zwanego powszechnie “Kościołem Metodystycznym” (Methodist Church of Great Britain) przegłosowało rezolucję “bojkotującą izraelskie towary wyprodukowane na terenach nielegalnie zaanektowanych”.

Rezolucja wzywa członków “kościoła” do pisania listów i monitów do premierów i ministrów swoich krajów z żądaniem udzielania pomocy 1,4-milionowej arabskiej mniejszości, “pomocy tym, którzy cierpią wskutek okupacji”. Rezolucja poddaje również w wątpliwość prawo do istnienia państwa Izrael, które swoją egzystencję podpiera wersetami biblijnymi. “Żydzi [błądzą] łącząc Izrael odczytywany z kart Biblii ze współczesnym państwem Izrael” – mówią delegaci Methodist Church.

Żydowscy obserwatorzy określili samą rezolucję jako “silnie antysyjonistyczną”, a jej uchwalenie jako “bardzo smutny dzień dla relacji judaistyczno-metodystycznych”. Na swoich stronach internetowych wbijają klin niezgody pomiędzy “opiniami zwykłych członków kościoła”, którzy mają nie zgadzać się z rezolucją, a “stronniczymi wypowiedziami jego przywódców”.

Methodist Church skupia w Wielkiej Brytanii około 330 tysięcy członków i plasuje się na czwartym miejscu największych protestanckich zborów na Wyspie.

Za: bibula.com/?p=23817

05/07/2010

Izrael niszczy skradzione towary i osobiste rzeczy uczestników Flotylli Wolności

Filed under: Wiadomości — Wolna Palestyna @ 13:56

Jak podaje agencja Infopal, izraelskie siły okupacyjne cały czas przetrzymują towary przeznaczone na pomoc dla Gazy. Towary, które były transportowane przez statki należące do Flotylli Wolności zaatakowanej w pirackim ataku przeprowadzonym przez marynarkę izraelską.

Izrael przedstawił ONZ chęć przetransportowania pomocy do Gazy przez przejście Kerem Abu Salim na południu Strefy. Do dziś jednak nic z tych towarów nie dotarło do czekających na pomoc mieszkańców blokowanej od kilku lat Gazy.

Ale to nie koniec całej sprawy. Według naocznych świadków, mieszkańców pustyni Negev, Izraelczycy niszczą wiele z tego, co de facto zrabowali ze statków należących do Flotylli. Do akcji niszczenia miało dojść w Duda’im, na południe od Rahit, gdzie towary przeznaczone na pomoc dla Gazy były zakopywane razem ze zwykłymi śmieciami.

Do specjalnie w tym celu przygotowanych dołów została wrzucona zawartość kilkudziesięciu ciężarówek – elektryczne wózki inwalidzkie, zabawki, a ponadto rzeczy osobiste skradzione uczestnikom Flotylli.

Jeden z robotników portowych z Ashdod, dokąd zostały siłą odstawione zajęte statki, powiedział, że po wyładunku wymontowano z wózków elektrycznych akumulatory a same wózki zostały potem rzucone na jedną stertę i zniszczone.

Hatim Uwaida, funkcjonariusz Ministerstwa Ekonomii Gazy, zaprzecza jakoby pomoc została dostarczona przez Izrael do Strefy. Izrael jak widać jest zbyt zajęty uspokajaniem opinii publicznej po pirackim akcie przeciwko Flotylli.

Uwaida potwierdza informacje, według których Izrael zniszczył większość zrabowanych Flocie towarów przeznaczonych dla Gazy. „Nawet w tv widzieliśmy, jak opróżniano ładownie zatrzymanych statków i niszczono zawartość. Przede wszystkim wózki inwalidzkie i zabawki”.

Przedstawiciel rządu w Gazie zwrócił się do ONZ w sprawie towarów, które Izrael zobowiązał się dostarczyć: „Gdzie się podziały tysiące ton materiałów budowlanych, prefabrykowanych domów, lekarstw i zabawek?”

Tymczasem UNRWA, agenda ONZ niosąca pomoc uchodźcom palestyńskim, których ogromna liczba znajduje się właśnie w Gazie, potwierdza, że kryzys humanitarny w Strefie pogłębia się coraz bardziej. Nawet dostarczenie skradzionych przez Izrael artykułów nie rozwiązałoby praktycznie żadnego problemu. Należy całkowicie znieść blokadę.

Ta sytuacja – jak podkreśla UNRWA – nie może już dłużej trwać. Niezbędnym jest więc, by władze okupacyjne otworzyły wszystkie przejścia w sposób kompletny i permanentny, wpuszczając do Gazy towary i materiały, których potrzebuje ludność. W szczególności chodzi o materiały budowlane potrzebne do odbudowy zniszczeń dokonanych przez izraelskiego agresora na przełomie 2008/2009.

Kilka dni temu Izrael „zezwolił” na wwóz do Strefy Gazy niektórych towarów wcześniej zabronionych pod pretekstem, że mogą zostać użyte do produkcji broni. Chodzi o takie niebezpieczne artykuły jak marmolada, chałwa, majonez oraz małe ilości cementu i stali przeznaczone dla UNRWA.

SpiritoLibero

04/07/2010

Żydzi wychowują swoje dzieci na FANATYKÓW

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 16:30

Następna strona »

Blog na WordPress.com.