Wolna Palestyna

12/06/2010

Hamas zapobiegł puczowi

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 01:13

Michel Warschawski pisze z Jerozolimy, 29.06.2007

W Gazie wcale nie doszło do wojny domowej, lecz do inspirowanej przez USA i Izrael próby zamachu stanu, której zapobiegła milicja Hamasu.

Szef służb specjalnych Autonomii Palestyńskiej i człowiek Amerykanów, Muhammad Dahlan, od ponad roku usiłował obalić rząd jedności narodowej z udziałem Hamasu, który przytłaczająco wygrał wybory parlamentarne. Te wybory, których tak bardzo domagał się rząd amerykański, obróciły się przeciwko niemu.

Ludność palestyńska masowo wyraziła w nich wolę położenia kresu skorumpowanemu i niekompetentnemu reżimowi partii Al-Fatah. W najbardziej demokratycznych wyborach w dziejach całego Bliskiego Wschodu głosowała na islamistów z Hamasu nie dlatego, że nagle stała się tak bardzo religijna, ale na znak protestu przeciwko dotychczasowemu zbankrutowanemu kierownictwu politycznemu.

Choć niewiele partii na świecie ma taką legitymację społeczną do rządzenia, jaką uzyskał Hamas, zgodził się on podzielić władzą z Al-Fatah w ramach rządu jedności narodowej, utworzonego pod auspicjami Arabii Saudyjskiej i Egiptu. Cała społeczność międzynarodowa z zadowoleniem przyjęła jego utworzenie – z wyjątkiem Waszyngtonu i Tel-Awiwu.

Hamas tak dalece poszedł na ustępstwa, że w platformie politycznej nowego rządu faktycznie zgodził się uznać państwo Izrael i przyjął strategię rokowań pokojowych, opartych na mechanizmie porozumień palestyńsko-izraelskich zawartych w Oslo w 1993 r. Jak wiadomo, Hamas tradycyjnie nie uznawał tych porozumień.

Za priorytet rząd ten uznał palące sprawy krajowe – poprawę sytuacji gospodarczej, przywrócenie ładu w Gazie, walkę z chroniczną korupcją dotychczasowej administracji kierowanej przez Al-Fatah. Prezydentowi Abbasowi pozwolił kontynuować proces rokowań, jeśli Izrael zgodziłby się na jego wznowienie.

Nowy rząd spotkał się jednak z wrogością dwóch potężnych sił: tych środowisk w Al-Fatah, które nie są gotowe do rezygnacji z monopolu władzy politycznej i związanych z nim przywilejów materialnych, oraz neokonserwatywnych rządów USA i Izraela. Dahlan reprezentował obie te siły: był wykonawcą planów amerykańsko-izraelskich we władzach Autonomii Palestyńskiej oraz reprezentantem interesów tych skorumpowanych przywódców Al-Fatah, którzy są gotowi na wszystko, byleby tylko nie utracić swoich zasobów materialnych i kontrolowanych przez siebie biznesów.

Od chwili zwycięstwa wyborczego Hamasu, bezpieka Dahlana prowokowała rząd, odmawiała mu prawa do kontroli nad sobą i nad policją palestyńską oraz atakowała milicję Hamasu. Mimo to Hamas stawał na głowie, aby dojść z Dahlanem do porozumienia. Swoim własnym działaczom i bojownikom kazał powstrzymywać się od aktów odwetu. Gdy jednak okazało się, że Dahlan dąży do rozprawy z Hamasem i jego likwidacji, Hamasowi nie pozostało nic innego, jak bronić się i stanąć do walki.

Plan amerykańsko-izraelski był częścią globalnej strategii, która zmierza do narzucania wszędzie, wbrew woli ludności, rządów stojących na straży interesów Stanów Zjednoczonych. Przykład wdrażania takiej strategii, ale również jej fiaska i nieobliczalnych kosztów ludzkich, to Algieria.

W 1991 r. wybory przegrał tam skorumpowany i zdyskredytowany Front Wyzwolenia Narodowego, a bezspornie wygrał Islamski Front Ocalenia. Wtedy armia z poparciem Francji i USA dokonała zamachu stanu i nie dopuściła islamistów do władzy, co wywołało wojnę domową. Trwała ona ponad 10 lat i pochłonęła życie ponad 100 tysięcy cywilów.

W Waszyngtonie uznano, że naród palestyński źle zagłosował i kazano bezpiece Dahlana przemocą naprawić skutki. Kilka tygodni temu Izrael dał zielone światło dla wwozu dla niej, do Gazy, dużych ilości broni i amunicji. Nic z tego nie wyszło. Widać, że Hamas wyciągnął wnioski z tragedii algierskiej i postanowił nie dopuścić do realizacji planów Dahlana.

Milicji Hamasu wystarczyły 24 godziny na rozbicie band łobuzów, z których głównie składała się bezpieka kierowana przez tego protegowanego izraelskich służb specjalnych i Departamentu Stanu. Skorumpowana i zdeprawowana służba bezpieczeństwa nie ciesząca się żadnym poparciem społecznym nie była w stanie stawić czoła względnie zdyscyplinowanej i ideowej organizacji, która ma za sobą masy ludowe.

Wbrew propagandzie zachodnich mediów, opanowanie Gazy przez Hamas natychmiast skończyło z anarchią panującą w tej strefie. Wyraźnie przyznał to pewien oficer palestyńskiej służby bezpieczeństwa: „W mieście nigdy nie było tak spokojnie. Wolę to od dotychczasowej sytuacji: wreszcie mogę wyjść z domu” („Haarec” z 17 czerwca br.).

Nawet po miażdżącym zwycięstwie nad bezpieką Dahlana, Hamas potwierdził swój zamiar utrzymania rządu jedności narodowej i zapewnił, że nie wykorzysta nieudanego zamachu stanu do likwidacji Al-Fatah czy do wykluczenia tej organizacji z rządu. Wraz z przywódcami Al-Fatah prezydent Abbas postanowił jednak zerwać wszelkie stosunki z Hamasem i powołać rząd bez Hamasu… na Zachodnim Brzegu.

Gdyby to się udało, stanowiłoby realizację marzenia Ariela Szarona: podzielenia Autonomii Palestyńskiej na Zachodni Brzeg i Strefę Gazy i uczynienia z tej ostatniej bezsilnego i beznadziejnego „Hamastanu”. Można by przedstawiać go jako rejon zamieszkany nie przez ludność cywilną, lecz przez samych terrorystów, zaprowadzić wokół niego stan totalnego oblężenia i wydusić go głodem.

Riposta międzynarodowa jest ostra i polega na aranżowaniu rozpadu politycznego Autonomii Palestyńskiej. George W. Bush i premier Izraela Ehud Olmert ogłosili prezydenta Autonomii Mahmuda Abbasa (Abu Mazena)… prezydentem państewka palestyńskiego na Zachodnim Brzegu, z którego może być tylko bantustan! Ten manewr mógłby być farsą, gdyby nie miał dramatycznych skutków dla 1,4 miliona mieszkańców Strefy Gazy.

Strona amerykańsko-izraelska obiecuje, że zrobi z Zachodniego Brzegu „raj”, „jak najszybciej” przekazując Abbasowi pieniądze palestyńskie, które leżą w Banku Izraelskim, a Strefę Gazy zamieni w piekło, każąc jej zdychać z głodu. Co prawda rząd izraelski twierdzi, że nie odetnie dostaw wody i elektryczności, ale każe zerwać wszelkie powiązania handlowe, zakazuje wszelkich wjazdów i wyjazdów i znów grozi, że strefę tę podda surowemu reżimowi.

Jeśli z półtora miliona Palestyńczyków uczyni się zakładników, a prezydent Abbas będzie w tym współdziałał, drogo za to zapłaci. Jak napisał Zwy Barel, ekspert w zakresie spraw arabskich izraelskiego dziennika „Haarec”, nie uda się zerwać więzi strukturalnych, narodowych, rodzinnych i symbolicznych między Gazą a Zachodnim Brzegiem.

Nie uda się to tym bardziej – o czym zapomina się w Waszyngtonie i Tel-Awiwie – że również na Zachodnim Brzegu największą siłą polityczną jest Hamas. A ma on dość sił i środków na to, aby przypomnieć Izraelowi, że nawet przymusowy podział terytorium Autonomii nie zdoła wykluczyć go z gry politycznej.

Z pewnością w bliskiej przyszłości Stefa Gazy stanie się celem nowej brutalnej agresji izraelskiej – napaści armii izraelskiej, bombardowań i głodzenia mieszkańców. Dlatego dla nas, lewicy w Izraelu i na całym świecie, zadaniem powinna być solidarność z ludnością Gazy.

Autor kieruje Ośrodkiem Informacji Alternatywnej (AIC) w Jerozolimie.

Tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski
„Trybuna Robotnicza”, 30 czerwca 2007 r.

Za: viva-palestyna.pl/news/felieton.php?news=felietony/000556.info

Reklamy

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: