Wolna Palestyna

12/06/2010

Piractwo, akt wojenny czy terroryzm państwowy?

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 23:56

Marek Jedliński

Opinie prawne na temat legalności zbrojnej napaści Izraela na Flotyllę Wolności zależą w równej mierze od zapatrywań stron, co od paktów i traktatów międzynarodowych, których zapisy można zastosować.

Piracki atak to często pierwsze skojarzenie, jakie się nasuwa. Niektórzy prawnicy zwracają jednak uwagę, że piraci nie wypływają w morze pod banderą marynarki swojego państwa. Atak na flotyllę wydaje się nie wyczerpywać definicji zawartej w artykule 101. Konwencji ONZ o Prawie Morza z 1982 roku, który określa akt piractwa jako „bezprawny akt gwałtu, zatrzymania lub grabieży popełniony dla celów osobistych przez załogę lub pasażerów prywatnego statku lub samolotu”. Z tego względu prawdopodobnie nie ma znaczenia fakt, że Izrael i Turcja nie podpisały tej konwencji, a USA jej nie ratyfikowały.

Skoro nie piractwo, to co? Craig Murray, były ambasador Wielkiej Brytanii w Uzbekistanie i specjalista od prawa morskiego, donosi o posępnych nastrojach w siedzibie NATO w Brukseli. „Przedstawiciele sił zbrojnych państw członkowskich NATO są przekonani, że atak Izraela na wodach międzynarodowych na statek pod banderą członka Traktatu stanowi akt, na który NATO ma prawny obowiązek zareagować. Naturalnie nikt nie życzy sobie i nie oczekuje zbrojnej interwencji przeciwko Izraelowi. Da się jednak wyczuć zażenowanie płynące ze świadomości, że taka reakcja powinna zostać rozważona, a obowiązkiem państw członkowskich jest podjęcie konkretnych działań dla obrony Turcji”.

Rzeczywiście, zbrojna agresja na suwerenne terytoria, jakimi są pokłady tureckich i amerykańskich statków wchodzących w skład flotylli, a tym bardziej napaść dokonana pod państwową flagą, może wyczerpywać znamiona ataku na państwo członkowskie, o którym mówi artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego:

„Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub kilka z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uważana za napaść przeciwko nim wszystkim; wskutek tego zgadzają się one na to, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, każda z nich, w wykonaniu prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego przez artykuł 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom tak napadniętym, podejmując natychmiast indywidualnie i w porozumieniu z innymi Stronami taką akcję, jaką uzna za konieczną, nie wyłączając użycia siły zbrojnej (…)”

Wydaje się również, że zastosowanie może mieć tzw. Konwencja Rzymska, uznająca za przestępstwo abordaż i przejęcie kontroli nad cywilnym statkiem. 7 października 1985 roku czterech członków Frontu Wyzwolenia Palestyny uprowadziło płynący pod włoską flagą statek pasażerski „Achille Lauro”. Z rąk porywaczy zginął wtedy Amerykanin pochodzenia żydowskiego Leon Klinghoffer. Jak pisze Yvonne Ridley, prezeska europejskiej sekcji Międzynarodowej Unii Muzułmanek i uczestniczka pierwszego rejsu ruchu Wolna Gaza w 2008 roku, ten incydent nie tylko wprowadził temat okupacji Palestyny na pierwsze strony gazet, ale także dał impuls do zainicjowania prac nad Konwencją w Sprawie Przeciwdziałania Bezprawnym Czynom Przeciwko Bezpieczeństwu Żeglugi Morskiej — czyli Konwencją Rzymską — z 1988 roku. Artykuł 3 stwierdza między innymi:

1. Osoba popełnia przestępstwo, jeżeli bezprawnie i umyślnie:

(a) zajmuje statek lub przejmuje nad nim kontrolę przy użyciu siły lub groźby jej użycia lub za pomocą wszelkiej innej formy zastraszenia, lub

(b) dokonuje aktu przemocy przeciwko osobie znajdującej się na statku, jeżeli działanie to może zagrażać bezpiecznej żegludze tego statku (…)

Francis Boyle, profesor prawa międzynarodowego w Illinois College of Law w Champaign uznaje, że ten zapis wystarcza, aby uznać atak sił Izraela na Flotyllę Wolności za naruszenie prawa: „Atak Izraela na flotyllę płynącą do Gazy stanowi pogwałcenie Konwencji Rzymskiej, której sygnatariuszami są Izrael, Turcja, Irlandia i Stany Zjednoczone”.

Oświadczenie o podobnej treści wystosowało Międzynarodowe Stowarzyszenie Demokratycznych Prawników, pełniące m.in. doradczą rolę przy UNICEF i UNESCO. Stowarzyszenie nazywa zabicie aktywistów „zbrodnią” i wzywa do przeprowadzenia międzynarodowego śledztwa w tej sprawie.

Wysoka Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka Navi Pillay oświadczyła, że jest „wstrząśnięta” i potępiła atak na konwój jako „niewspółmierne użycie siły”. Tego samego określenia użył także Prezydent Francji Nicolas Sarkozy, jak i większość przywódców państw i organizacji humanitarnych.

Aktem „terroru państwowego” nazwał atak na flotyllę premier Turcji Tayyip Erdogan.

Legalność zatrzymania flotylli a legalność blokady

Douglas Guilfoyle, ekspert w dziedzinie prawa morskiego z University College of London, uważa, że zatrzymanie flotylli mogło być zgodne z prawem, o ile legalna w świetle prawa międzynarodowego jest blokada Gazy, nałożona przez Izrael w 2007 roku po wyborczym zwycięstwie Hamasu. Blokada jest akceptowaną metodą prowadzenia działań wojennych i zezwala na zatrzymywanie i przeszukiwanie statków na pełnym morzu, jednak legalność takiej operacji wymaga spełnienia szeregu warunków. Strona nakładająca blokadę musi prowadzić konflikt zbrojny z państwem poddanym blokadzie; zakres blokady musi być precyzyjnie określony i podany do publicznej wiadomości, a sama blokada nie może naruszać zasady proporcjonalności. Oznacza to, że blokada staje się bezprawna, jeśli jej pożądany efekt militarny jest niewspółmierny do szkód, jakie w jej następstwie ponosi ludność cywilna.

Ten ostatni warunek jest częściowo subiektywny. Zdaniem Guilfoyle’a istotną miarą jego spełnienia jest powszechna akceptacja blokady przez społeczność międzynarodową. Tymczasem blokada Gazy spotyka się ze zdecydowanym potępieniem większości państw, organizacji humanitarnych i wielu przywódców. Krytycy blokady najczęściej powołują się na IV Konwencję Genewską (1949), sygnowaną przez Izrael. Artykuł 33. konwencji zakazuje karania osób za czyny, których nie popełniły; zabrania także stosowania kar zbiorowych i środków odwetowych wobec osób i ich mienia.

Na tym stanowisku stoją między innymi Amnesty International, Human Rights Watch i Oxfam, które w szeregu raportów i oświadczeń uznają izraelską blokadę Strefy Gazy za bezprawną jako karę zbiorową wobec całej ludności cywilnej. Richard Falk, specjalny sprawozdawca Narodów Zjednoczonych ds. okupacji Palestyny, wielokrotnie nazywał blokadę „zbrodnią przeciwko ludzkości”; za pogwałcenie prawa międzynarodowego uważa też napaść Izraela na Flotyllę Wolności. Falk opiera się na raportach ONZ i Czerwonego Krzyża, jednoznacznie wskazujących na trwały kryzys humanitarny i zapaść gospodarki spowodowane blokadą. Według ONZ do Gazy dociera zaledwie jedna czwarta potrzebnych towarów. Blokada uniemożliwia nie tylko dostarczanie żywności i artykułów pierwszej potrzeby, ale także odbudowanie domów w Strefie Gazy zbombardowanych przez Izrael w trakcie operacji „Płynny ołów” w grudniu 2008 roku.

Sędzia Richard Goldstone, przewodniczący Rady Praw Człowieka przy ONZ, w znanym raporcie na temat operacji „Płynny ołów” stwierdza, że blokada jest zbrodnią wojenną, a być może także zbrodnią przeciwko ludzkości. Goldstone pisze m.in.:

„Działania Izraela, które pozbawiają Palestyńczyków w Strefie Gazy środków do życia, miejsc pracy i wody pitnej, które odbierają im prawo do swobodnego poruszania się, do opuszczania kraju i powracania do niego i które ograniczają im możliwość dochodzenia sprawiedliwości na drodze sądowej, mogłyby skłonić właściwy sąd do uznania, że ma miejsce przestępstwo prześladowania, zbrodnia przeciwko ludzkości.”

Amnesty International zwraca także uwagę na Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych z 1966 roku, stanowiący uzupełnienie Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Zdaniem AI, blokada Strefy Gazy narusza postanowienie artykułu 1 paktu, który mówi między innymi: „W żadnym przypadku nie można pozbawiać narodu jego własnych środków egzystencji”.

Do zniesienia blokady wzywają Izrael m.in Unia Europejska i ONZ. Od chwili ustanowienia blokady Rada Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych wystosowała co najmniej 15 oświadczeń z takim żądaniem (Izrael i USA zbojkotowały te posiedzenia Rady). Cytowana wyżej Wysoka Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Navi Pillay określiła blokadę Gazy jako „nieludzką i niezgodną z prawem”.

Osobiście potępili blokadę Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki Moon, Nicolas Sarkozy, Angela Merkel i Tony Blair. Wkrótce po zatrzymaniu flotylli Barack Obama stwierdził, że blokada Gazy jest „nie do obrony”.

Kiedy w październiku 1962 roku prezydent Kennedy ogłosił blokadę morską Kuby, za radą prawników Białego Domu unikał używania tego pojęcia, mówiąc w zamian o „kwarantannie”. Wydaje się, że Izrael również czuje, że stoi na podobnie grząskim gruncie. W źródłach angielskojęzycznych często pojawia się mniej precyzyjne pojęcie „closure” (dosł. „zamknięcie”), zamiast terminu „blockade”, który pociąga za sobą prawne konsekwencje. Prawo międzynarodowe zezwala na nałożenie blokady tylko przez państwo będące z drugim w stanie otwartej wojny, tymczasem Izrael nie przyznaje się nawet do okupowania Gazy.

Warto też zwrócić uwagę na twierdzenia Izraela, jakoby do Strefy Gazy nieustannie przenikały rakiety Kassam, którymi Hamas ostrzeliwuje osiedla izraelskich osadników. Dowodziłoby to wojskowej nieskuteczności blokady, a tym samym dodatkowo podważało jej prawne umocowanie.

Za: monde-diplomatique.pl/index.php?id=3_1

Hamas zapobiegł puczowi

Filed under: Uncategorized — Wolna Palestyna @ 01:13

Michel Warschawski pisze z Jerozolimy, 29.06.2007

W Gazie wcale nie doszło do wojny domowej, lecz do inspirowanej przez USA i Izrael próby zamachu stanu, której zapobiegła milicja Hamasu.

Szef służb specjalnych Autonomii Palestyńskiej i człowiek Amerykanów, Muhammad Dahlan, od ponad roku usiłował obalić rząd jedności narodowej z udziałem Hamasu, który przytłaczająco wygrał wybory parlamentarne. Te wybory, których tak bardzo domagał się rząd amerykański, obróciły się przeciwko niemu.

Ludność palestyńska masowo wyraziła w nich wolę położenia kresu skorumpowanemu i niekompetentnemu reżimowi partii Al-Fatah. W najbardziej demokratycznych wyborach w dziejach całego Bliskiego Wschodu głosowała na islamistów z Hamasu nie dlatego, że nagle stała się tak bardzo religijna, ale na znak protestu przeciwko dotychczasowemu zbankrutowanemu kierownictwu politycznemu.

Choć niewiele partii na świecie ma taką legitymację społeczną do rządzenia, jaką uzyskał Hamas, zgodził się on podzielić władzą z Al-Fatah w ramach rządu jedności narodowej, utworzonego pod auspicjami Arabii Saudyjskiej i Egiptu. Cała społeczność międzynarodowa z zadowoleniem przyjęła jego utworzenie – z wyjątkiem Waszyngtonu i Tel-Awiwu.

Hamas tak dalece poszedł na ustępstwa, że w platformie politycznej nowego rządu faktycznie zgodził się uznać państwo Izrael i przyjął strategię rokowań pokojowych, opartych na mechanizmie porozumień palestyńsko-izraelskich zawartych w Oslo w 1993 r. Jak wiadomo, Hamas tradycyjnie nie uznawał tych porozumień.

Za priorytet rząd ten uznał palące sprawy krajowe – poprawę sytuacji gospodarczej, przywrócenie ładu w Gazie, walkę z chroniczną korupcją dotychczasowej administracji kierowanej przez Al-Fatah. Prezydentowi Abbasowi pozwolił kontynuować proces rokowań, jeśli Izrael zgodziłby się na jego wznowienie.

Nowy rząd spotkał się jednak z wrogością dwóch potężnych sił: tych środowisk w Al-Fatah, które nie są gotowe do rezygnacji z monopolu władzy politycznej i związanych z nim przywilejów materialnych, oraz neokonserwatywnych rządów USA i Izraela. Dahlan reprezentował obie te siły: był wykonawcą planów amerykańsko-izraelskich we władzach Autonomii Palestyńskiej oraz reprezentantem interesów tych skorumpowanych przywódców Al-Fatah, którzy są gotowi na wszystko, byleby tylko nie utracić swoich zasobów materialnych i kontrolowanych przez siebie biznesów.

Od chwili zwycięstwa wyborczego Hamasu, bezpieka Dahlana prowokowała rząd, odmawiała mu prawa do kontroli nad sobą i nad policją palestyńską oraz atakowała milicję Hamasu. Mimo to Hamas stawał na głowie, aby dojść z Dahlanem do porozumienia. Swoim własnym działaczom i bojownikom kazał powstrzymywać się od aktów odwetu. Gdy jednak okazało się, że Dahlan dąży do rozprawy z Hamasem i jego likwidacji, Hamasowi nie pozostało nic innego, jak bronić się i stanąć do walki.

Plan amerykańsko-izraelski był częścią globalnej strategii, która zmierza do narzucania wszędzie, wbrew woli ludności, rządów stojących na straży interesów Stanów Zjednoczonych. Przykład wdrażania takiej strategii, ale również jej fiaska i nieobliczalnych kosztów ludzkich, to Algieria.

W 1991 r. wybory przegrał tam skorumpowany i zdyskredytowany Front Wyzwolenia Narodowego, a bezspornie wygrał Islamski Front Ocalenia. Wtedy armia z poparciem Francji i USA dokonała zamachu stanu i nie dopuściła islamistów do władzy, co wywołało wojnę domową. Trwała ona ponad 10 lat i pochłonęła życie ponad 100 tysięcy cywilów.

W Waszyngtonie uznano, że naród palestyński źle zagłosował i kazano bezpiece Dahlana przemocą naprawić skutki. Kilka tygodni temu Izrael dał zielone światło dla wwozu dla niej, do Gazy, dużych ilości broni i amunicji. Nic z tego nie wyszło. Widać, że Hamas wyciągnął wnioski z tragedii algierskiej i postanowił nie dopuścić do realizacji planów Dahlana.

Milicji Hamasu wystarczyły 24 godziny na rozbicie band łobuzów, z których głównie składała się bezpieka kierowana przez tego protegowanego izraelskich służb specjalnych i Departamentu Stanu. Skorumpowana i zdeprawowana służba bezpieczeństwa nie ciesząca się żadnym poparciem społecznym nie była w stanie stawić czoła względnie zdyscyplinowanej i ideowej organizacji, która ma za sobą masy ludowe.

Wbrew propagandzie zachodnich mediów, opanowanie Gazy przez Hamas natychmiast skończyło z anarchią panującą w tej strefie. Wyraźnie przyznał to pewien oficer palestyńskiej służby bezpieczeństwa: „W mieście nigdy nie było tak spokojnie. Wolę to od dotychczasowej sytuacji: wreszcie mogę wyjść z domu” („Haarec” z 17 czerwca br.).

Nawet po miażdżącym zwycięstwie nad bezpieką Dahlana, Hamas potwierdził swój zamiar utrzymania rządu jedności narodowej i zapewnił, że nie wykorzysta nieudanego zamachu stanu do likwidacji Al-Fatah czy do wykluczenia tej organizacji z rządu. Wraz z przywódcami Al-Fatah prezydent Abbas postanowił jednak zerwać wszelkie stosunki z Hamasem i powołać rząd bez Hamasu… na Zachodnim Brzegu.

Gdyby to się udało, stanowiłoby realizację marzenia Ariela Szarona: podzielenia Autonomii Palestyńskiej na Zachodni Brzeg i Strefę Gazy i uczynienia z tej ostatniej bezsilnego i beznadziejnego „Hamastanu”. Można by przedstawiać go jako rejon zamieszkany nie przez ludność cywilną, lecz przez samych terrorystów, zaprowadzić wokół niego stan totalnego oblężenia i wydusić go głodem.

Riposta międzynarodowa jest ostra i polega na aranżowaniu rozpadu politycznego Autonomii Palestyńskiej. George W. Bush i premier Izraela Ehud Olmert ogłosili prezydenta Autonomii Mahmuda Abbasa (Abu Mazena)… prezydentem państewka palestyńskiego na Zachodnim Brzegu, z którego może być tylko bantustan! Ten manewr mógłby być farsą, gdyby nie miał dramatycznych skutków dla 1,4 miliona mieszkańców Strefy Gazy.

Strona amerykańsko-izraelska obiecuje, że zrobi z Zachodniego Brzegu „raj”, „jak najszybciej” przekazując Abbasowi pieniądze palestyńskie, które leżą w Banku Izraelskim, a Strefę Gazy zamieni w piekło, każąc jej zdychać z głodu. Co prawda rząd izraelski twierdzi, że nie odetnie dostaw wody i elektryczności, ale każe zerwać wszelkie powiązania handlowe, zakazuje wszelkich wjazdów i wyjazdów i znów grozi, że strefę tę podda surowemu reżimowi.

Jeśli z półtora miliona Palestyńczyków uczyni się zakładników, a prezydent Abbas będzie w tym współdziałał, drogo za to zapłaci. Jak napisał Zwy Barel, ekspert w zakresie spraw arabskich izraelskiego dziennika „Haarec”, nie uda się zerwać więzi strukturalnych, narodowych, rodzinnych i symbolicznych między Gazą a Zachodnim Brzegiem.

Nie uda się to tym bardziej – o czym zapomina się w Waszyngtonie i Tel-Awiwie – że również na Zachodnim Brzegu największą siłą polityczną jest Hamas. A ma on dość sił i środków na to, aby przypomnieć Izraelowi, że nawet przymusowy podział terytorium Autonomii nie zdoła wykluczyć go z gry politycznej.

Z pewnością w bliskiej przyszłości Stefa Gazy stanie się celem nowej brutalnej agresji izraelskiej – napaści armii izraelskiej, bombardowań i głodzenia mieszkańców. Dlatego dla nas, lewicy w Izraelu i na całym świecie, zadaniem powinna być solidarność z ludnością Gazy.

Autor kieruje Ośrodkiem Informacji Alternatywnej (AIC) w Jerozolimie.

Tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski
„Trybuna Robotnicza”, 30 czerwca 2007 r.

Za: viva-palestyna.pl/news/felieton.php?news=felietony/000556.info

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.